Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Nawaar:
Krasnolud skończył się, posilać i czekał, aż bękarty się ogarną, gdyż czas naglił a cała sprawa, potrwa wieki, nim dojadą i zrobią porządek na "mieście". W każdym razie robiło się nudno, a wszelakie emocje opadły, po wystrzale wampira w niebo oraz sprowadzenie gołębia na ziemię, skończyło całe przedstawienie. Król polecił również Themo, by ogarnął Emericka i Torsta, bo zachlali się w cztery dupy! Ile dałby Kiellon, żeby być na ich miejscu? Wiele, ale w sumie warto nie było wszak są na misji. - Nudzi mnie się. Rzucił bez namiętnie i nadal czekał, rozglądając się czy nie ma czasem jakiegoś zagrożenia i oczywiście skomentował chęć, zjedzenia gołębia. - Najpierw ołów wyciągnijcie, bo stanie na żołądku i za chwilę do piachu. Skończył i czekał.
TheMo:
-Ta jest!
Zameldował i zaczął wybudzać swoich towarzyszy. Głównie Emericka i Torsteina.
-Wstawać i szykować konie! I siebie też! Jak za pół godziny nie będzie wszystko gotowe to będziecie abstynentami do końca misji!
W końcu miał użyć wszelkich dostępnych środków. Może i te były trochę drastyczne, ale na pewno motywujące do działania. Bardziej niż dość mocne szturchnięcie stalowym butem leżących pijusów przez stojącego pijusa. Postanowił też samemu dać przykład i podszedł do wozu, gdzie znalazł beczkę, którą wczoraj próbowali. W końcu to woda dla koni. Zestawił ją na ziemie i rozpoczął kolejne poszukiwania, tym razem worka owsu czy innej paszy.
Zaidaan:
- O cholera! Tak jest!
I Emerick jak poparzony nagle się obudził jednocześnie wstając z ziemi. Widocznie te słowa już całkiem do niego przemówiły, abstynencja to najgorsza choroba jaką ludzkość (i nie tylko) została ukarana. Hetman sam do końca nie pamiętał co się działo, normalnie urwała mu się opowieść, bo filmów jeszcze nie wynaleziono. Poszukał swojej futrzanej czapki, która się gdzieś zapodziała przy jednym z wozów. Wytrzepał ją elegancko i nałożył na łeb. Potem i resztę ubrania otrzepał z niewidzialnego kurzu i poszedł szukać jakiegoś korytka lub misy do której mógłby wlać wodę aby napoić konie.
Marduk Draven:
//Nie ma mnie dziś cały dzień.
Dragosani:
Przygotowania do wymarszu przebiegły szybko i sprawnie. Groźba Thema była motywująca. W końcu król wydał rozkaz. "Karawana kupiecka" ruszyła w dalszą drogę. Podróż była kontynuowana. Trakt oddalał się od miasta, przez co powoli stawał się coraz bardziej dziki. Rzecz jasna wciąż był dobrze utrzymany, nie oddalili się jeszcze tak daleko, aby takowy nie był. Mijali innych podróżnych coraz rzadziej.
W pewnym momencie, gdy minęło kilka godzin, natrafili na kryty wóz stojący w rowie. Jedno z jego kół leżało obok, musiało wypaść w czasie drogi, co spowodowało ten wypadek. Znajdowało się obok niego kilka osób. Dwie młode dziewczyny, ewidentnie siostry. Starsza i młodsza. Odziane były w suknie, sugerujące, że należą do nieco wyższych sfer. Inna kobieta, prawdziwa matrona, z wyglądu uosobienie najgorszych cech stereotypowej teściowej, wrzeszczała właśnie na mężczyznę. Ona również była bogato odziana. Mężczyzna zaś był w wieku średnim, odziany znacznie mniej dostatnie. Nieporadnie kręcił się wokół wozu. Zapewne był woźnicą. Gdy matrona ujrzała nadjeżdżająca karawanę, przestała wrzeszczeć.
- Zacni panowie - zaczęła. - Wspomóżcie damy w potrzebie. Ten łapserdak nieumiejętnie wóz prowadząc na kamień najechał i koło wypadło. A teraz nie potrafi tego naprawić! Pomóżcie, panowie, gdyż spieszno nam w drogę!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej