Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Sprzeczka sąsiadów

<< < (11/29) > >>

Marduk Draven:
Draven podążył za przewodnikiem. Przez rynek, solidny i strzeżony, przez nawet niezłe korytarze, przed solidne drzwi. Posłaniec okazał się być mendą nieszanującą władzy, ale trudno. Paladyn wszedł więc, otwierając drzwi. Obaczył wzrokiem to, co zastał.

Zaidaan:
Może i mendą, ale widocznie szanował jedynie tutejszą władzę. Przechodząc przez drzwi znalazłeś się w pewnym pokoju. ÂŁadnie przyozdobiony, jakaś głowa dzika powieszona na ścianie nad Tobą, płytowa zbroja zrobiona ze stali valfdeńskiej. A nawet dwie, stojące przy kominku. Przy średniej wielkości biurze czekało już dwóch panów. Obaj wstali. Jeden był ubrany w mundur galowy straży, wysokiej rangi, to pewnie był ten komendant, a obok niego był pewien jegomość odziany w dość drogie szaty, z małą brodą.
- Witamy Marszałka w naszych skromnych progach. Napije się czegoś, albo coś do jedzenia?
Odezwał się ten brodacz, prawdopodobnie burmistrz.

Marduk Draven:
- Szczęść Zartat.- pozdrowił komendanta i drugiego jegomościa. Rozejrzał się po sali, po dobrej jakości zbrojach i orężu, a także za miejscem by usiąść.- A prawdę mówiąc to chętnie, nie zdążyłem ze śniadaniem.- dodał.- Słyszę jednak, że macie pewne problemy z... pewnymi jegomościami. Sam ich spotkałem na drodze tutaj.
Opowiedzcie mi co i jak.

Zaidaan:
Burmistrz zaklaskał w dłonie i pojawiła się jakaś służka.
- Mary, przynieś naszemu gościowi dobre śniadanie i lampkę wina.
A służka przytaknęła głową i zniknęła.
- Proszę. - wskazał ręką na krzesło, na którym mógłbyś usiąść, jednocześnie samemu siadając z komendantem. - No to może.. Niech komendant zacznie.
- No cóż.. W sąsiedztwie od wielu lat żyliśmy z pewnymi goblinami, przez cały ten czas byli przyjaźnie nastawieni i nie sprawiali kłopotów, a więc i my im w swoim życiu nie przeszkadzaliśmy. Trwało to tak, właściwie do zeszłego tygodnia. Nagle coś ich trafiło, stali się agresywni, nie chcieli rozmawiać - nic. Jedynie zaczęli napadać na kupców i innych podróżujących, a jak wiecie, nasze miasto utrzymuje się między innymi z handlu z innymi kupcami, a to jest dla nas straszny cios. Próbowaliśmy jakoś się z nimi dogadać, jednak niestety jest ich od cholery, więc Tyreńczyków też mieli wielu, a z nimi walka jest strasznie trudna. Wejście w głąb lasu równa się z wyrokiem śmierci, są rozstawieni prawie na każdym drzewie i czyhają na każdym kroku, na samych traktach jest niebezpiecznie, a co dopiero w lesie.

Marduk Draven:
- Spotkałem trzyosobową grupę na trakcie. Pomagał im jakiś goblin. Za prawdę, mocni to przeciwnicy, zwłaszcza zimą i w nocy, gdy człowiek najsłabszy. Ci duzi, rzecz jasna.- odrzekł, siadając.- Rozumiem więc, że negocacje nie poskutkowały? Dużo macie tu woja?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej