Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Złapać byka za rogi
Patty:
- Spokojnie, nie będę tego rozpowiadała na prawo i lewo. Ostatnie czego nam w tej chwili brakuje to jakieś oszołomy dłubiące przy pieczęciach Otchłani. Zresztą, z tymi pomniejszymi demonami, które raz na jakiś czas przejdą do naszego świata powinniśmy sobie poradzić. Między innymi do tego szkolono nas w Bractwie, ty też, jeśli dobrze pamiętam, odebrałeś stosowne wykształcenie w tym kierunku. Jestem tylko ciekawa, co dalej, wszak mamy całą fortecę łowców demonów, którzy nie mają na co polować - Patty uśmiechnęła się delikatnie - Spętanie tego taurena z pewnością będzie niezła przygodą, nie dość że wielki byk, to jeszcze opętany.
Dragosani:
- A jaka jest wola Zartata? - odpowiedział pytaniem Drago. - To wiesz lepiej niż ja. Ja mogę jedynie spekulować, ty zaś słyszysz jego głos. Nawet jeśli przemawia zagadkami. Co zaś do mojego zdania na ten temat... Cóż, Bractwo powstało aby tępić zło. Demony nie były zaś jego jedynymi narzędziami. Niegodziwi magowie, zdziczałe wampiry, morderczy nieumarli i nikłe lecz obecne demoniczne wpływy wciąż istnieją na świecie. Prosty lud będzie więc wciąż potrzebował boskich wysłanników. Królestwo samo w sobie też. Jak i cały świat. Nie pozostaniecie długo bez zajęcia.
Patty:
- Nie da się ukryć, masz rację, zło zawsze będzie na tym świecie, to i zawsze będą potrzebni paladyni bractwa. - Patty była doskonale świadoma niedoskonałości świata, w którym przyszło im żyć. Lepszego jednak nie mieli - Zdziczałe wampiry mówisz... Podobno znowu jakaś grupa ruszyła na północ tępić krwiopijców. Prawda to? Tak swoją drogą, te krucjaty to ciężki temat, jak widzę. Pamiętam jak jeszcze z Gordianem popłynęliśmy na północ, zdobyliśmy jakiś zamek i w sumie tyle. Pomyślałby ktoś, że uporali się z do tej pory z problemem.
Dragosani:
- Pamiętam tę "krucjatę". I to jak mnie śmieszyła ta cała otoczka. - Drago zaśmiał się. - A jakiś czas temu Gunses ponownie wyruszył na północ. Z tego co wiem, to wciąż tam siedzi z grupa śmiałków. Zbyt wiele wieści nie dostałem, więc nie powiem co jak im idzie. Ale też nie zdziwiłbym się, gdybym musiał w końcu zmobilizować moje siły, jeżeli ta wyprawa się nie powiedzie.
Patty:
- Gunses pewnie swoim zwyczajem zniknie nagle gdzieś w puszczy na rok czy dwa, wróci, zwoła kolejną krucjatę, znowu zniknie, cykl powtórzy się po raz kolejny... Dzień jak co dzień, można by rzec. Ogółem mało tutaj już znajomych twarzy, mój szanowny małżonek też nieobecny, nie mam pojęcia gdzie się podział.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej