Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Złapać byka za rogi

<< < (5/16) > >>

Patty:
Słysząc pytanie, anielica zadumała się i zapatrzyła w przestrzeń. Z jednej szukając słów, którymi można scharakteryzować tak niezwykłe miejsce jak Niebiańska Przystań, dom i schronienie aniołów Zartata. Nie była nawet pewna czy mówiąc jest w stanie oddać specyfikę tego miejsca. Ostatecznie oderwała wzrok od otaczających ich łąk i spojrzała prosto na wampira.
- Inaczej, tam jest po prostu inaczej. Wybacz, ale brakuje mi słów by inaczej to opisać. To jedno z tych miejsc, które trzeba zobaczyć. Każde zdanie, które wypowiem nie odda w pełni piękna i mistyki Przystani - Patty uśmiechnęła się delikatnie - A co słychać u moich współbraci? Pamiętam, że zawsze byłeś w dobrych stosunkach z Evening, podejrzewam zatem, że wiesz co nieco. Sama w twierdzy byłam tylko przelotnie, nie spotkałam nikogo znaczącego.

Dragosani:
Drago był trochę rozczarowany brakiem konkretów. Ale też nie miał co narzekać. Nawet ten brak informacji był swoistą wiedzą.
- Evening ma teraz na głowie całe Bractwo - odpowiedział na pytanie Patty. - Po tym jak Fun zniknął została z tym sama. No nawet sobie radzi, szczególnie że najgorsza robotę zwaliła na innych. Moja szkoła - zaśmiał się. - A Funerisa nawet jakiś czas temu widziałem. Zjawił się, popatrzył jak wygląda teraz sytuacja, naopowiadał zmyślonych historii... Jak to Fun, znasz go. I znowu zniknął. Twierdził, ze zaszył się w Przystani. I tyle o nim wiem. - Wóz zaś wjechał w las. Jako, że był dość późny wieczór, otoczył ich mrok. Drzewa rzucały głęboki cień. Przez to widoczność dla anielicy pogorszyła się. Było też chłodniej. Dragosani zdawał się nie zwracać uwagi ani na jedną, ani na druga niedogodność.
- Zabawnie byłoby, gdyby teraz nas napadli - mruknął po chwili. - Ciekawe jak szybko by taka bandycka banda uciekała - zaśmiał się.

Patty:
Anielica powiodła wzorkiem po otaczających ich drzewach i zaroślach, ale bez strachu czy trwogi w oczach. Znała siebie i swoje możliwości, pamiętała też że i Dragosani nie jest ułomkiem, jeśli doszłoby do walki.
- Wiesz, mnie na tej wyspie niewiele może już zdziwić. Nawet bandyci rzucający się na anielicę i wampira trzymając w rękach mosiężne miecze, a odziani jedynie w skóry dzikich zwierząt. Nie takie rzeczy tu widywałam, a trzeba też przyznać, że nasi lokalni bandyci nigdy nie grzeszyli rozumem. Aż cud, że ciągle się tu kręcą.

Dragosani:
- Pewnie takie mają wymogi zawodowe - odparł wampir. - A co cwańsi bandyci, to też nie siedzą po lasach, tylko pracują w miastach w zorganizowanych grupach. Pozostali... cóż. - Prychnął krótkim śmiechem. Wjechali już całkiem w las. Wokół było ciemno. Ani wampir ani anielica nie zapalali magicznych świateł. Nad nimi, pomiędzy drzewami lśniły gwiazdy. Między innymi migoczący w mroku kosmosu Antares.
- Powiedź mi... - zaczął po chwili milczenia wampir. - Co wiesz o demonach astralnych i sposobach walki z nimi? - zapytał.

Patty:
- Prawdę mówiąc niewiele. Parę razy natknęłam się na opętanych ludzi, ale nie potrafię ich wyegzorcyzmować, jeśli o to pytasz. W Bractwie odebrałam szkolenie przeciwko walce z "fizycznymi" demonami, znam ich słabe punkty i wiem jak je zabić. Podejrzewam jedynie, ze demony astralne muszą dzielić słabości ich fizycznych pobratymców, takie jak sól czy srebro. Ale poza tym nigdy mnie o tym rodzaju demonów nie uczono. Ci nieszczęśnicy, o których wspomniałam wcześniej, cóż... Musiałam ich zabić.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej