Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Złapać byka za rogi

<< < (3/16) > >>

Patty:
- Rani mnie twój brak zaufania - Patty zamaszystym, teatralnym wręcz gestem ściągnęła skórzaną rękawicę z dłoni i z rozmachem wsadziła palec w sól. Po długiej chwili anielica uznała, że wystarczy tego brudzenia rąk w przyprawach i cofnęła rękę. Resztkę soli ze skóry zlizała i z powrotem założyła rękawicę - Słone. Zdałam?

Dragosani:
Drago uśmiechnął się krzywo. Oczywiście nie było tego widać pod maską, ale w oczach coś mu tam błysnęło. Zawiązał woreczek i przymocował go do pasa.
- Tak, siedem na dziesięć - skomentował. - Przez chwilę byłem pewien, że zaczniesz ból. To mogłoby być zabawne. Powód tego sprawdzianu był prosty. Swojego czasu mieliśmy całą falę opętań. Cholera, nawet ja byłem opętany! Szczęśliwie mam pewne znajomości, które mnie uwolniły... a potem ja wyegzorcyzmowałem pozostałych. Przynajmniej tych, o których wiedziałem. Mieliśmy też wtedy... problem z pewną anielicą. To nie było opętanie w dosłownym sensie rozumienia, ale symptomy były podobne. Wszystko skończyło się w miarę dobrze, ale sama widzisz, że lepiej było się upewnić.

Patty:
- Walka opętanej anielicy i wampira bestii... Zapłaciłabym, żeby to zobaczyć - Patty rozmarzyła się na krótko - No nic, nie gniewam się, w takich czasach żyjemy, że lepiej się upewnić niż skończyć z nożem w plecach. Zatem, opowiedz wszystko w szczegółach, długo mnie tutaj nie było i słyszałam jedynie o tym, czego nie usłyszeć się po prostu nie dało. Jak nowy władca tych ziem O tym też opowiedz, jestem ciekawa szczegółów.

Dragosani:
- Ja bym sobie darował. Szczególnie, gdybym miał być walczącym - mruknął wampir. - No to od czego by zacząć... - Zamyślił się. - Te opętania były efektem pewnej wyprawy morskiej. Mieliśmy udać się do Torgonu i nawiązać kontakt z krasnoludami. Cały czas odpierali siły Ardenos, więc współpraca pomiędzy naszymi krajami byłaby bardzo korzystna. No ale wszystko poszło źle. wylądowaliśmy w forcie opanowanym przez demony... I wróciliśmy na Valfden z pasażerami na gapę. Gdy mi udało się pozbyć mojego pasożyta, zająłem się tropieniem i oczyszczaniem pozostałych. Ale nie zdążyłem ze wszystkimi, aż doszło do tragedii. Jeden z opętanych dokonał zamachu na Isentora. Wtedy zaczęła się inwazja demonów - opowiadał.

Patty:
- Sporo mnie zatem ominęło - przyznała anielica - Jak w ogóle zginął Isentor? Nigdy nie uważałam go za nieśmiertelnego, ale widziałam co potrafi i aż ciężko uwierzyć, by padł w zamachu. Opowiedz mi też o samej inwazji, proszę. Valfden wydaje się dokładnie takie jakim je opuściłam, myślę zatem że wojna poszła raczej dobrze - uśmiechnęła się anielica.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej