Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian III
Adaś:
Szedłem sobie powolutku wraz z Ragnarokiem przez port, który jak zwykle był pełny życia. Wracaliśmy właśnie z odbioru mojego świeżo zakupionego brygu. Po dopełnieniu wszystkich formalności trzeba było zobaczyć co się kupiło, oraz ewentualnie popatrzeć na przyszłe warunki w jakich będę wyprawiał się na morze, oraz czym się będzie dowodzić.
Wraz z jaszczuroczłekiem usiedliśmy sobie na chwilę na ławce, na przeciw kogi która najwyraźniej wyprawiała się w morze. Co prawda jakoś mnie to nie ruszyło, bo głowę mą zaprzątały plany podróży, które sobie układałem w głowie. Lecz zawsze miło się patrzy na statek, który zaraz ma wyjść w morze i który po czasie znika za horyzontem.
Kazmir MacBrewmann:
Uwagę kaprala zwrócił siedzący na ławce żul. Po dokładniejszych oględzinach okazało się że to nie portowy menel a... Adaś, kolejny szeregowy Bękart. Kazmir dawno go nie widział. - Siema Roydil! Co tu robisz? Krzyknął do człeka.
Adaś:
Kontemplowałem sobie nad przyszłą wyprawą kiedy z znajdującej się przede mną kogi zawołał jakiś przykurcz. Ba żeby mnie przeganiał, to jeszcze by może dało się pojąć. Ale on wołał mnie po nazwisku, skupiłem wzrok i teraz dopiero dostrzegłem że skądś kojarzę te brodę. Co prawda osobiście tego krasnoluda nie znałem, ale z widzenia go kojarzyłem jak plątał się po siedzibie bękartów. Niby rzadko tam bywałem, ale zdarzyło nam się minąć żebym twarz skojarzył. Podszedłem bliżej okrętu, żeby nie krzyczeć na cały port i powiedziałem do krasnoluda:
-Jak mogłeś zauważyć siedziałem i dumałem. A Ty....-Zrobiłem krótką przerwę, aby krasnolud mógł mi podpowiedzieć swoje imię i skończyłem zdanie. -.. gdzie się wyprawiasz?
Kazmir MacBrewmann:
-Płyne na Vrih. A nazywam się Kazmir MacBrewmann, chcesz sie zabrać z nami? Szeregowy?
Adaś:
-Pff szeregowy... -Prychnąłem pod nosem, aby wyrazić swoje oburzenie. Co prawda mógłbym Kazmirowi wyjaśnić co o tym myślę, ale się powstrzymałem. Szkoda się nad tym rozwodzić. Więc się zamyśliłem na chwilę aby rozważyć podróż.
-Vrih powiadasz? W sumie blisko a dawno tam nie byłem...-Spojrzałem na niewolnika, którego wyraz twarzy nic nie mówił. Widać czekał na moją opinię, a że nie byłem zdecydowany postanowiłem spytać o najważniejsza rzecz:
-A ile płacicie? I gdzie wasz kapitan, żeby wiedział że może będzie miał dodatkowych pasażerów?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej