Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian III
Adaś:
Tymczasem ja znajdowałem się nie opodal barykady. Niestety tłum broniących szczelnie mnie trzymał na dystans. A ślepo się pchać do przodu też nie było sensu. Do strzelania z pistoletu też nie miałem zbytnio możliwości, bo musiałbym być ciut wyżej aby strzelać ponad głowami naszych żołnierzy. Tak więc stałem jak te przysłowiowe widły w gnoju między liniami obrońców powolutku z kroczku na kroczek przesuwając się do przodu w celu uzupełnianiu poległych. Bo cóż innego mogłem zrobić w tej sytuacji?
Narrator:
Nowe posiłki Lothbroka zatrzymały resztę wdzierających się bandytów zamykających ich w przysłowiowym kotle. Wielu ich tam nie było, ale to wyszło także na plus. Po dłuższej walce zamknięci w kocioł ludzie Lotosu zostali wybici co do jednego, a jedyni jacy zostali walczyli teraz w podzamczu przy barykadzie. Nawet na Adamusa przyszedł czas, że drobnymi kroczkami wdarł się na pierwszą linię. Mając tuż przed twarzą bandytę z mieczem nad swoją głową.
//:
304xBandyta kusznik
87xPoborowych
49xKrasnoludzki woj
15xGwardzista
344xElitarny Strażnik
471xStrażnik
Galery miały dość ciężką sytuację, a właściwie przesądzoną. Fregaty wraz z galeonem otoczyły galery, które wpadły w krzyżowy ogień. Walczyły mimo to do końca, zadając duże obrażenia jednej z fregat, zaczęła tonąć, załoga nie nadążała z wypompowywaniem wody. Jedna z nich została zniszczona, natomiast druga jeszcze się trzymała, jednak nie na długo. Dwie fregaty postanowiły rozwiązać to inaczej i przystąpiły do abordażu, zarzucili ktowiczki na pokład Wesołego Jacka i zaczęli przyciągać się do galery. Załoga sojuszniczych sił próbowała jakoś uniknąć abordażu, ale to się zdarza zbyt rzadko. Na pokładzie galery rozgorzała walka.
//:
1x Galera na której toczy się walka
2x Wrogie fregaty
1x Wrogi galeon
Adaś:
Z kroczku na kroczek powoli dotarłem ku barykadzie. Kiedy tylko dotarłem na pierwszą linię od razu zamachnął się na mnie jeden z przeciwników. W tym tłumie nie było szans uniknąć takiego ciosu, sparowanie go też by było bardzo trudne. Więc postanowiłem uratować swoje życie pistoletem, który trzymałem w lewej ręce. Bez wahania wypaliłem z niego, prosto w twarz przeciwnika. Efekt był oczywisty, wrogi żołnierz padł jak długi. Ale nie było czasu na świętowanie bo już dziura w szeregu przeciwnika została zapełniona.
Teraz to już była walka o życie, nie było szans na odwrót więc ciąłem i rąbałem, starając się parować ciosy kierowane w moją stronę.
Pozostało mi:
28x ÂŻelazny nabój
Kazmir MacBrewmann:
//Sorki za przeciąganie...
Bitwa trwała w najlepsze dobre kilka godzin, wiadome bylo że wróg nie wygra. Mimo to walczył dalej, mimo strat i zakleszczenia między dwie armie. Pomimo ostrzału z murów. Dla Kazmira było jasne że ten atak miał odwrócić uwagę od czegoś większego... Kiedy wroga flota rozprawiła sie z galerami... po prostu odpłynęła. A wrogie wojsko? Bitwa trwała aż do zachodu słońca. Kiedy to około półtorej setki ocalałych sie poddało
Narrator:
Całe to 150 bandytów w tej chwili klęczało na dziedzińcu z rękoma na karku, kiedy reszta obrońców zaczęła powoli sprzątać ten bajzel i pomagać rannym, to był teraz priorytet, a nie odpoczynek. Trzeba było być gotowym na ewentualne kolejne ataki. Jedni zaczęli znosić ciała poległych towarzyszy, jak i poległych wrogów. Po mimo zwyciężenia potyczki to może nie być jeszcze koniec oblężenia. Kelaf w tym czasie obserwował morze.
- Gdzie te okręty uciekły... Spodziewasz się, Kazmirze, że ten Torreno może mieć jeszcze więcej ludzi?
Zwrócił się w tym momencie do krasnoluda.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej