Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian III
Adaś:
-Czekaj Ty kurwa!-Powiedziałem modulując tak głos, aby oficer pojął że zaczął z niewłaściwą sobie osobą. Powoli wstałem z beczki, schowałem pistolety i podszedłem do oficera. Stanąłem na przeciw niego w niewielki odstępie i z kamienną twarzą spojrzałem w jego oczy.
-A teraz słuchaj skurwysynie bo dwa razy powtarzać nie będę. Nie jestem twoim żołnierzem, żebyś mógł się trepie po mnie wozić. Jeszcze raz coś takiego usłyszę do mojej osoby do Ci odstrzelę jajca.-Poklepałem się po pistoletach i nie dając mu dojść do słowa dokończyłem:
-A teraz chuju dopóki mnie ładnie nie poprosisz, to nawet palcem nie kiwnę przy tym dziale i sam będziesz przy nim jebał.
Kazmir MacBrewmann:
- Jestem pewien że znają nasz zasięg dzięki poprzedniemu kasztelanowi. Gorzej że galeony mogą strzelać z kilometra. Patrz, fregaty idą kawałek na południe. Zdesantują sie po za naszym zasięgiem. Kurwa...
Narrator:
- Cholera jasna... - Przeklnął pod nosem obserwując ruchy okrętów wroga. - Nikogo nie wyślę do walki z zdesantowanymi siłami, bo nawet nie wiem ile ich jest. W dodatku działa fregat zmiotą moich ludzi z powierzchni ziemi. Jedyne co nam pozostaje to czekać w zamku i wytrzymywać ostrzał galeonów. Chyba, że masz lepszy pomysł, Kazmirze?
Natomiast oficer zaniemówił po tym co powiedział Adaś.
- Yyyy... - Nie wymyślił nic co mógłby odpowiedzieć. Widocznie nie był przygotowany na taki scenariusz, zwykle to żołnierze wykonywali jego rozkazy bez zbędnego sprzeciwu, teraz to się zmieniło.
- Mariusz, idź przypilnuj tamtych ludzi, bo nigdy tych armat nie załadują.
Odezwał się jakiś głos za Adamusem. Gdy się odwrócił to był kolejny oficer, spokojniejszy.
- Wybaczcie za niego, jest dość... Impulsywny. Jednak proszę, abyście pomogli nam przy przygotowaniach, bo jakby nie patrzeć jesteśmy po tej samej stronie, prawda?
Kazmir MacBrewmann:
- Nie mam, nie jestem strategiem. Na wojnie byłem szeregowcem, to mnie w Bękartach kapralem zrobili... Powiedział dając do zrozumienia że specem to on nie jest, gwizdnął a po chwili przyleciał Aztec siadając na ramieniu Kazia.
- Ale moge Azteca posłać po posiłki. I wysłał ptaszka.
Kamirazi:
-Oszalałeś, papugę wysyłać? To tylko zwierzę!
Oburzyła się na brata, patrzała na to całe wariactwo dookoła i nie mogła uwierzyć -7 statków, fregaty i jeszcze galeony, my tu poginiemy! A miało być tak spokojnie...
Cofnęła się lekko, zerknęła na toporek, myśląc jak żałuje że nie nauczyła się wpierw władać bronią , która pozwala atakować z dłuższych dystansów.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej