Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian III

<< < (36/50) > >>

Adaś:
Biednemu to zawsze wiatr w oczy i męskie przyrodzenie w dupę! Ledwie opuściłem budynek, a już na mnie ptak nasrał, od pechowe zrządzenie losu. Albo ktoś nad nami czuwający specjalnie nasłał na mnie tego ptaka. No a jeśli faktycznie tak by było, to życzyłbym tej osobie żeby ją sczyściło!
Ale nie pozostało mi nic innego jak znaleźć trochę wody, w końcu nie wypada chodzić z ptasim gównem na kolczudze. Więc zacząłem się rozglądać po placu, gdzie z boku dojrzałem przywiązane konie, a pod nimi koryto z wodą. Szybkim krokiem podszedłem do koryta, przykucnąłem nad nim i nabierając w dłoń wodę zacząłem obmywać kolczugę.

Narrator:
- Chociaż ci magowie potrafią też się jakoś bronić, a jak otoczą się jakąś magiczną tarczą to żaden miecz czy bełt nie da rady. Mury są solidne, musieliby długo je ostrzeliwać żeby je zniszczyć.
A strażnik  nudzący się na wieży dostrzegł 7 czarnych punkcików. Gdy spojrzał przez lunetę dostrzegł ten złowrogi lotos. Szybko krzyknął do towarzysza, a ten pobiegł na dół. A sam złapał za sznur i zaczął bić dzwonem wykrzykując:
- Alaaaaaaarm! Alaaaaarm! Wrogie okręty na horyzoncie!
W zamku wszyscy zaczęli biegać we wszystkie strony przygotowywując się na atak. Altyrerzyści zaczęli obsadzać wszystkie działa skierowane w stronę morza. W międzyczasie Adaś zdążył już mniej więcej wyczyścić swoją zbroję.

Natomiast goniec wysłany przez strażnika z wieży wparował od razu do komnaty gdzie obradował Kelaf z Kazmirem. Bez żadnego pukania.
Kasztelanie, Komisarzu! Wartownik dostrzegł okręty wroga. Z kwiatem lotosu! Na chwilę obecną w naszym kierunku płynie 7 okrętów, są za daleko by rozpoznać typ.
- A więc to już czas... No, Kazmirze, czas przekonać się na co tego Torrena stać.
Kelaf wziął swój miecz, dopiął do pasa, obadał swój pistolet, schował hełm za pachę i wraz z Komisarzem wyszli na dziedziniec.

Kazmir MacBrewmann:
- To twój zamek więc oddaje sie w twe ręce, czułem że zaatakuje... Ale aż tylu ludzi? Jak to są galeony... to mamy problem. A były, dwa. Oraz pięć fregat. Były już 4 kilometry od wybrzeża.

Adaś:
Ledwie zdołałem domyć swoją kolczugę, kiedy nagle usłyszałem podniesiony alarm.
-Ech... robota głupiego....
Westchnąłem wyczuwając nadchodzącą walkę, która na pewno ubrudzi mi kolczugę. Ba to było nawet więcej niż pewne, więc dla ukojenia swojego niezadowolenia wyciągnąłem piersiówkę. W której została mi resztka alkoholu której nie dopiłem na statku.
-Trza będzie uzupełnić.-Powiedziałem sam do siebie chowając ją na swoje miejsce.
W tak zwanym międzyczasie, kiedy ja sobie dopijałem ludzie zaczęli się zlatywać w kierunku skąd prawdopodobnie miał nastąpić atak. Więc i ja tam ruszyłem spokojnym krokiem. Powolutku wszedłem na mury i oceniłem sytuację, która na razie nie zapowiadała się ciekawie. Czyli tak jak zwykle, więc usiadłem sobie na beczce z prochem opodal jednej z armat. Lecz nie było to przycupnięcie z zmęczenia czy czegoś podobnego, lecz miało ono swój cel. Bo gdy siadłem sobie wygodnie, na spokojnie mogłem nabić oba pistolety.

Narrator:
Kelaf z Kazmirem wyszli na dziedziniec i zobaczyli te wielkie przygotowania. Wtedy do dwójki podszedł jeden szeregowiec stając na baczność.
- Panie Kasztelanie, Komisarzu. Melduję posłusznie, że w naszym kierunku zmierza 7 okrętów wroga z czego dwa to galeony, a pięć to fregaty. Są niecałe dwie i pół mili od naszych pozycji i cały czas się zbliżają.
- Spocznij.
Powiedział Kasztelan do szeregowego, a ten posłusznie wykonał rozkaz.
- Na stanowiska i przygotować się. Nie damy zdobyć tego zamku. Przynieście mi lunetę.
Wydał kolejny rozkaz, a szeregowiec zniknął gdzieś. Kelaf natomiast z Kazmirem weszli na mury, a zaraz wcześniej wspomniany żołnierzyk przyniósł poleconą lunetę. Kasztelan odebrał ją i przyłożył do oka przyglądając się jednostką wroga.
- No, no. Dwa galeony i pięć fregat, nie pierdoli się. Będzie trudno, to prawda, na razie musimy poczekać aż się zbliżą.
W tym samym czasie spokojnie i milutkie ładowanie pistoletów w wykonaniu Adasia zostało przerwane przez jakiegoś oficera.
- Ej, Ty! Co to kurwa za opierdalanie się?! Na stanowisko do cholery! Beczka prochu to nie krzesło, obiboku! ÂŁadować działo, siedzisz na prochu to nim załaduj tą armatę, natychmiast!
Akurat tak się składało, że obok siedziska Adamusa stała jedna armata czekająca, aż ktoś się nią zajmie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej