Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian III

<< < (31/50) > >>

Kamirazi:

Na początku nie mogła wydusić z siebie słowa, przerażenie które się zjawiło w pierwszym momencie ustało, a prócz związanego początkowo kapłana... wszystko przyprawiało ją o śmiech. Przytuliła się do Sila ucieszona, rozdzielili się na naprawdę niedługo ale nawet najmniejsza rozłąka jej nie odpowiadała.
Obejrzała dokładnie znalezisko, bulgoczącą i podejrzanie pachnącą machinę -Brat mi kiedyś już o czymś takim opowiadał Przeszło jej przez myśl, wertując wspomnienia. Jej uwagę zwróciło coś bardziej pożądanego, coś co wprost uwielbiała i nikt inny się tym chwilowo nie zainteresował... -Nic się nie stanie jak jednego wezmę ... Pomyślała, lecz zanim dokończyła myśleć, pałaszowała już trzeciego oscypka.

Kazmir MacBrewmann:
- Mówiłem, to kanalia. Kult Mściciela tak naprawdę polega na oddawaniu szacunku tej istocie. Nie pomijając innych bogów.

Ashog "Stalowa furia":
Ashog, Mirzak i kilku najemników pilnowało domu sołtysa gdy w ich kierunku zmierzał tłum. Tłum niezadowolonych i ewidentnie wkurzonych chłopów, z karczmarzem na czele.
- Wydajcie kapłana! Sołtysa tyż! Doś mamy zakazów tego oszołoma!
Chłopów było ze 40, Ashog starał się ich uspokoić.
- Spokój! Sołtys zostanie osądząny przez Komisarza MacBrewmanna. Będzie przebywał w areszcie domowym!
- Mamy to w dupie! Chcemy gadać z tym całym komisarzem!
Ashog nie mając wyjścia poszedł po Kazmira.
- Sir... jest problem.

Kamirazi:
Tymczasem Kami nadal łapczywie konsumowała , kończące się już powoli oscypki,  chowając je na zapas w każdej możliwej kieszeni.

Silion aep Mor:
Odwzajemnił uścisk Kami, miły, ciepły, pełen troski i radości, uśmiechnął się przy tym widząc ile szczęścia sprawia jej jego osoba. Spojrzał na jej zadowoloną twarz, później na to ja z prędkością strusia pochłania kolejne oscypki i wybuchł śmiechem.
- Zostaw też trochę innym, o, na przykład mi... - rzekł rozbawiony biorąc jednego i odgryzając całą połówkę. Oscypek był zaprawde pyszny, słonawy smak wędzenia mile łączył się z delikatnością i soczystością sera.
Dokończył ów sztukę gdy nagle usłyszał krzyki na zewnątrz, na tyle głośne iż przebiły się nawet do piwnicy. Szybko wrzucił kilka oscypków w kieszeń, poczochrał Kami i zaczął wychodzić po drabinie by zaraz wyparować z budynku z hukiem.
Widząc tłum wieśniaków stanął pewnie przy drzwiach tak by było doskonale widać jego ekwipunek. Zwłaszcza jego ulubione zabawki. Spojrzał groźnie na zbliżających się ludzi.
- Ej wy! Co wam nie pasuje? Mało wam było krwi w karczmie? Rozejść się jeżeli nie chcecie tego powtórzyć. - mówił głośno i stanowczo w takim skupieniu by móc w każdej chwili chwycić za broń - Wasza przewaga liczebna jest niczym w tym przypadku, nie potraficie walczyć, powtórze jeszcze raz, rozejść się. Kapłanem i sołtysem my się zajmiemy. - mówił nie spuszczając z tonu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej