Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Północny wiatr #1 - Ciaran
Gunses:
Konni skinęli Ci głową życząc powodzenia i odjechali galopem.
Ciaran:
Gdy jeźdźcy zniknęli na horyzoncie Ciaran dał nura w krzaki szukając sakiewki. Rośliny trochę go poharatały, nie było to jednak nic groźnego ani specjalnie widocznego. Gdy znalazł swoje cenne grzywny na powrót ulokował je przy pasie i dziarskim krokiem ruszył między drzewa, w stronę łuny światła.
Gunses:
Las wydawał się spokoju, w oddali słychać było pohukiwania sowy. Na skraju lasu brzęczało od komarów, szczęściem szybko przedarłeś się przez chaszcze i zagłębiłeś się w lesie. Pośród drzew zachodzące słońce dawało jeszcze mniej światła, szybko ogarnęła Cię ciemność. Nie mogłeś przez to widzieć elfa, który nagle wyłonił się zza drzewa dziesięć metrów przed Tobą.
- Co tu robisz? - zapytał szybkim i dość szorstkim głosem. W opuszczonej ręce miał łuk, a na nim strzałę.
Ciaran:
- Szukam schronienia, Panie. Jestem na misji dla Konkordatu Puszczy i Kniei. Misji rekrutacyjnej, właściwie. Mam udowodnić swoją wartość we wsi Jaggiel. Nie udało mi się tam dostać przed zmrokiem i nie mam się gdzie podziać w tej głuszy.
Ciaran rozłożył ręce by pokazać, że nie ma złych zamiarów.
Gunses:
Elf nie schował łuku do sajdaka, nadal mierzył Cię tym samym wzrokiem
- Nie jestem Twoim panem. Nie nazywaj mnie tak, nie godzi się. Nazywam się Veeol le Ares - powiedział głosem w którym brzmiało męstwo ale i lekkie zmęczenie
- Udzielimy Ci schronienia. Pozwól za mną. Zmienia się warta, ja też idę do obozu - rzekł i ruchem ręki zaprosił Cię do podążania za nim. Szliście przez las małą, ledwo widoczną ścieżką. Szczęściem miałeś podróżnika, który sprawnie prowadził Cię knieją. Nie szliście bezpośrednio w stronę światła, lecz okrążaliście je bokiem. Powód takiego manewru szybko wyszedł na jaw. Dąb do którego wiedli wędrowcy rósł na kamienistym pagórku w kotlinie. Kotlina, zapewne część większego jaru, otoczona była skałami z dwóch stron, posiadała wlot i wylot. Z dawnej leśnej rzeki, która płynęła tu przed setkami lat został strumyk, szorujący środkiem jaru, znikający pod skałą na której rósł dąb i wypływający znów przy wylocie kotliny. Okalający kotlinę skalny mur miał kilka wejść, wysokich i wąskich. Wykute w skale okna mieniły się to tu to tam blaskami świec. Skała na której stał dąb, była wielka jak stodoła i również posiadała wydrążone tunele, prowadzące na jej szczyt, w święte miejsce. W kotlinie znajdowały się dwa wozy i kilka luźnych koni wędrowców. U wylotu kotliny stały spętane konie elfów.
- Jesteśmy - rzekł prowadzący Cię Veeol - Możesz zająć jedną z wolnych izb w zewnętrznym pierścieniu. Nie kręć się po celach wewnętrznego pierścienia, mówię o izbach w tej skale pod dębem. To prywatne cele Gwardii. Jeżeli będziesz chciał coś zjeść i napić się, to zapraszam ze mną do naszej kuchni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej