Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Jaja dla kucharza
Gascaden:
Podróżowali tak w spokoju i ciszy, przy dodatkowym umileniu czasu przez śpiewy ptaków i dziobanie czerwono-łebskiego dzięcioła co stuka w jakieś drzewo i niszczy fortecę robaków. Dojechali w końcu pod Golinog, osadę osłoniętą drewnianą palisadą przed nieproszonymi gośćmi i potworami, na przykład przed mombakami. Gascadena bardzo zainteresowała dramatyczna scena rozgrywająca się przed bramą, zaczął znowu podsłuchiwać żeby dowiedzieć się co tu się stało. Z tego co podsłuchał, to jakiegoś biedaczynę zaatakowały mombaki, bo wiózł mięso. W sumie nic dziwnego w takim razie, ale mombaki! To po co przyjechał tutaj Gascaden, zaraz miał się dowiedzieć gdzie te węże mają swoje leże. Ale zanim to zrobi to musiał jeszcze się pożegnać z towarzyszami podróży. Marek oczywiście dogryzł Edwardowi, ale jaszczur jakoś w to nie ingerował, ich sprawa. Zeskoczył z wozu i odebrał mieszek z grzywnami. Podziękował skinieniem głowy. - Dziękuję. ÂŻegnajcie i powodzenia ze sprzedażą skór! - pożegnał dwójkę ludzi i podszedł powoli do strażnika i tą ofiarę mombaków. - Mombaki mówicie? Właśnie mam zamiar na nie zapolować, powiedźcie mi proszę, gdzie jest ich legowisko? - Zapytał biedaczynę.
20gr + 20gr = 40gr
Zaidaan:
Strażnik jak i poszkodowany przerwali głośną rozmowę i popatrzyli na Ciebie.
- Dobry człowieku, znaczy, ee... Jaszczurze! Jak z nieba mi spadłeś pomocy, pomóż mi! Ci cholerni strażnicy nie chcą się ruszyć, a ja wiem gdzie te bestie mają swoje legowisko! Ja wiem!. - w oczach nieszczęśnika zabłysnęła nadzieja. Strażnik tylko popatrzył chwilę na niego i wrócił do pilnowania bramy. W końcu mógł już mieć od niego spokój.
Gascaden:
Oczywiście jak zwykle gdzie podejdzie jaszczur to wszyscy muszą na niego się na początku gapić, bo tak rzadko kiedy jaszczur chce pomagać innym. Odwzajemnił spojrzenie, to raz na strażnika, a potem na poszkodowanego. Wysłuchał co ma do powiedzenia ten biedak i już w głębi duszy się uradował, że już będzie mógł odszukać to legowisko. Wystarczyło tylko się go o to dopytać. - Dobrze, dobrze. Pomogę Ci, tylko powiedz. Gdzie dokładnie jest to legowisko? Muszę wiedzieć konkretniej. - od razu zajął się za dopytywanie człowieka i przy okazji pomógł mu wstać z klęczek, bo to taki trochę dziwnie wyglądało. A już lepiej żeby żadnemu przejezdnemu czy komuś innemu nie wpadły głupie skojarzenia do głowy, jaszczur nie chciał zaraz wyłupać takiej osobie oczu. Szkoda czasu.
Zaidaan:
Na całej twarzy poszkodowanego można było zobaczyć nadzieję i radość, że ktoś w końcu chce mu pomóc, pomimo że reszta to bezduszne potwory.
- Dzięki Szóstce! Nareszcie! Już Ci mówię gdzie jest to legowisko, dobry jaszczurze! - człowiek obrócił się i wskazał gdzieś w stronę lasu palcem. Tam! Tamtędy, jakieś półtora godziny drogi, powinna tam być taka jaskinia. Spokojnie powinieneś wejść do niej. Niech zapłacą te węże za moje krzywdy!
Gascaden:
Jaszczur słuchał powoli i dokładnie o czym mówi jego informator. Już to był ten moment kiedy miał właśnie dotrzeć w końcu do tych potworów i zebrać te potrzebne 10 jaj. Uszczęśliwiony Gascaden poklepał człowieka po ramieniu. - Dziękuję Ci, człowieku. Już wyruszam, zajmę się tym. - dodał człowiekowi jeszcze więcej nadziei, a teraz to już nie jest w stanie się wycofać. Teraz musi już wykonać swoje zadanie do końca. - ÂŻegnaj! - Dodał jeszcze do biedaczyny i wyruszył we wskazaną przez człowieka stronę. Przechodząc pomiędzy krzakami i drzewami zaczął iść w danym kierunku. Ciągle prosto, a tam po jakiejś półtora godzinnej drodze powinien w końcu dotrzeć do jaskini, legowiska mombaków. To była już ostatnia prosta, a musi się śpieszyć, bo musi tam dotrzeć przed wieczorem, zanim mombaki zaczną wracać do jaskini po udanych polowaniach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej