Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Jaja dla kucharza

<< < (8/9) > >>

Zaidaan:
I ruszyłeś. Szedłeś tak przed siebie przez ponad godzinę, pewnie jakieś półtora godziny. W końcu przed sobą ujrzałeś jakieś wejście, pewnie do tej jaskini. Wypadałoby to sprawdzić.

Gascaden:
Jaszczuroczłek szedł cały czas przed siebie, zadeptując przy okazji parę robaków i innych żuczków, które wpadły pod but. Nogi Gascadena po półtoragodzinnym marszu już sygnalizowały, że mają już raczej dość i wypadałoby zrobić przerwę. Ale w tym samym momencie jaszczur dostrzegł jakieś wejście, nie wyglądało zachęcająco, ale to pewnie była ta jaskinia. Gascaden postanowił się jeszcze trochę poświęcić i zignorował ból. Przeszedł przez trochę za małe wejście dalej do jaskini. Marzył tylko żeby nie utknąć jak pewnego razu w pewnej dziurze w murze.

Zaidaan:
Na szczęście tym razem nie utknąłeś i mogłeś iść dalej. Przez jakiś czas szedłeś trochę na ślepo, bo ciemność trochę utrudniała poruszanie się. W końcu jednak zauważyłeś, że przez jakieś szczeliny wpadają promienie słoneczne co pomaga w rozjaśnieniu terenu.


Okazało się to być legowisko, które tak bardzo szukałeś. Teren był duży, swobodnie można było walczyć. Jedynie trochę podmokły. Wtedy też zauważyłeś jak coś przemknęło pomiędzy dwoma gniazdami. Chwilę później wypełzło stawić Tobie czoła, a po bokach mogłeś zauważyć przemykające inne postacie. To były mombaki-matki, które pewnie nie zamierzały oddać jaja bez walki.


3x Mombak

Gascaden:
Okazało się, że wejście jest na tyle wielkie i dobre, że pozwoliło jaszczurowi - łowcy jaj mombaków przejść dalej. Gascaden wyciągnął swój topór (jeśli w ogóle go tak można nazwać) oraz puklerz, który niedawno wypożyczył z bractwowego składziku. Teraz miał się przekonać o jakości uzbrojenia Bractwa ÂŚwitu. Gdy przeszedł chwilę przez całkowite ciemności, znalazł się potem na otwartej, wystarczająco oświetlonej przestrzeni, to już na pewno świadczyło o znajdującym się tu legowisku tych potworów. Gascaden już przyjął pozycję bojową i powoli zaczął stąpać po nieco podmokłym terenie, wtedy też zauważył przemykającą postać pomiędzy gniazdami. Jaszczur natychmiastowo się zatrzymał w miejscu i czekał co ta istota zrobi dalej. Jak się okazało później, ta istota to jeden z mombaków, który właśnie wypełznął na spotkanie z nieproszonym gościem. Kątem oka jaszczuroczłek zauważył też dwa inne mombaki, które starają się pewnie go oflankować. Gascaden wiedział o taktyce walki tych przerośniętych węży. Jak stał tak dalej stał i czekał na pierwszy ruch przeciwnika, pierwszy, ten co stał naprzeciwko jaszczura, zaczął już pełznąć do swojego celu, a dwa inne dalej czekały na odpowiedni moment do ataku. A w międzyczasie nastała ta chwila, w której mombak właśnie ruszył do ataku. Przyspieszył swój ruch i gdy był dostatecznie blisko - sięgnął swoim pyskiem do swojej ofiary. Na szczęście ta "ofiara" była uzbrojona i nie zamierzała dać się zagryźć. Gdy tylko mombak otworzył swój pysk i z przygotowanymi kłami spróbował wgryźć się w bark jaszczura. Wojownik jednak nie zamierzał tak łatwo się pokonać. Zablokował ugryzienie uderzając puklerzem w pysk węża przy okazji łamiąc mu kły, teraz już nie był pod względem gryzienia jakiś niebezpieczny, a w dodatku zderzenie z puklerzem nieco oszołomiło mombaka. Gascaden od razu wziął zamach i wyprowadził cios swoim toporem prosto między oczy gada, wbijając się i niszcząc mózg. Zaraz wyciągnął topór i poprawił atak trafiając w zielone oko węża, zamieniając kolor z zielonego na krwiście czerwony. Ogólnie to cały pysk gada był rozcięty na wszystkie strony. Po chwili padł na ziemię martwy. Towarzysze mombaka zauważyły to co się stało i od razu ruszyły jednocześnie do ataku. Gascaden szybko obrócił się lokalizując resztę przeciwników, zauważył ich, kiedy ci zmierzali w jego stronę. Mombaki postanowiły zaatakować pojedynczo, a miały tego za chwilę gorzko pożałować. Jaszczuroczłek postanowił wykorzystać swój ogon i szybkim zamachem trafił nim nacierającego na niego węża, który padł teraz ogłuszony, ale dalej żywy. Zrobił to tylko dla zdobycia czasu na pozbycie się drugiego. I właśnie tego drugiego miał się zamiar teraz pozbyć, mombak próbował okrążyć cel, ale niestety Gascaden nadepnął na końcówkę ogona węża zatrzymując go w miejscu. Rozwścieczony gad obrócił się i spróbował pyskiem wgryźć się w nogę jaszczura. A jaszczur żeby uniknąć paraliżu nogi szybko uprzedził mombaka tnąc toporem prosto w jego łeb. Od uderzenia głowa mombaka musiała aż odlecieć w bok, mimo to dalej jeszcze dychał. Gascaden musiał się pozbyć tego węża jak najszybciej, więc szybko doskoczył do tego łba i jeszcze parę razy wbił ten topór w ten punkt upewniając się, że przeciwnik już nie żyje. Teraz pozostał ostatni, ogłuszony wróg. Gascaden schował szybko topór i na jego miejsce wziął młot. Podszedł nad leżącego mombaka i unosząc młot nad głową, mocnym zamachem zgniótł łeb węża pozbywając się już na razie ostatniego przeciwnika.
Musiał teraz szybko wykorzystać czas i podbiegł szybko do gniazd próbując zebrać jak najwięcej jaj zanim reszta mombaków się tutaj zbierze.

0xMombak

//: Rzucam kostką:

This dice roll has been tampered with!
Rolled 3d4-1 : 4, 1, 3 - 1, total 7

Zaidaan:
Trzy węże zdechły i już nie miały zamiaru wstać. Ty natomiast zdążyłeś zebrać 7 jaj mombaków gdy zauważyłeś kolejny ruch, w sumie to dwa. Szybko stąd jednak nie wyjdziesz, bynajmniej te dwa mombaki Ci tego nie ułatwią. Pierwszy już rzucił się na Ciebie od Twojej lewej, drugi pełzał gdzieś znowu z tyłu.

2x Kolejne Mombaki

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej