Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Jaja dla kucharza
Gascaden:
Widocznie zmienienie tematu na mombaki, a jeszcze zdanie Marka, na temat długości i zębów jadowych bestii to nie był najlepszy pomysł. Tylko się Edward niepotrzebnie zaczął straszyć, ale przecież nocą go nie zaatakują, to może spokojnie spać wiedząc, że go żaden mombak nie zje, prędzej jakaś inna, niemiła bestia, ale to już jest co innego. - Racja, dwu i półmetrowe są te węże, ale to nie jest powód do paniki, tak jak mówiłem. Mombaki polują tylko w dzień, nocą to się raczej nie zdarza. - potwierdził słowa Marka i tylko patrzył jak ich towarzysz wzywa o pomoc Zewolę, ale to chyba nic nie da. Jaszczur też nie mógł zapewnić w stu procentach, że mombaki nie polują w nocy. Zawsze się znajdzie jakiś wyjątek od reguły co upodobał sobie polowanie nocą.
Zaidaan:
- Obyś miał rację jaszczurze, obyś miał rację. Zajmę się pierwszą wartą, gdy coś się stanie to Cię obudzę. - Zapewnił Edward, a Marek szykował się już do snu. Wycie wilków też ustało, zapowiadało się na raczej spokojną noc. A właśnie jutro macie dotrzeć do osady, a stamtąd dalej czeka Cię walka z mombakami i zdobycie tych jaj.
Gascaden:
I tak po skończonej kolacji i po krótkiej pogawędce, oraz uspokojenie Edwarda, jaszczur już mógł iść spać i przygotować się na jutrzejsze polowanie. Na pewno te łowy nie będą należeć do łatwych, nawet jak Gascaden zamierza wejść do jaskini za dnia, gdy większość osobników będzie szukać pożywienia. Jaszczuroczłek przygotowuje się też, że może spotkać jakieś matki chroniące swoje gniazda, a to zawsze może nieco utrudnić wyprawę. Ale o tym będzie myślał jutro. Teraz dopił swoje piwo i też zasnął, aby jutro wstać wypoczęty.
Zaidaan:
Noc minęła spokojnie bez żadnego niepotrzebnego wybudzania. Dopiero nieprzyjemne wybudzanie nastało o poranku, kiedy poczułeś, że ktoś szturcha Cię patykiem.
- Halo, pobudka. Wstajemy, wyruszamy już. - usłyszałeś głos Marka, gdy otworzyłeś oczy mogłeś zauważyć jak towarzysze są już gotowi do drogi, a jedynie czekają na Ciebie. W dodatku szkapa jeszcze na Ciebie prychnęła, żeby Cię nieco pogonić.
Gascaden:
Wszystko było w porządku, nocą jaszczur nie usłyszał żadnych krzyków i jęków o litość, czy słów, że to znowu te cholerne bestie. Noc była nadzwyczaj spokojna jak na te tereny, tutaj spodziewał się już jakiejś bitki, ale widocznie trafili na jakiś dzień, co wszyscy bandyci i krwiożercze bestię wzięły urlop i dały spokój przejezdnym. Niestety, wszystko co dobre musiało się kiedyś skończyć. Mianowicie spokojne drzemanie przeszkodził Marek, który wziął jakiś patyk i za jego pomocą zaczął próbować wybudzić jaszczura. No, można powiedzieć że mu się udało. Gascaden wstał jeszcze lekko zaspany i wpakował się na wóz, bo trzeba było już jechać. Jeszcze tylko zanim wsiadł na wóz to syknął w swój jaszczurzy sposób na prychającego na niego konia. - To ile drogi nam jeszcze zostało? - zapytał w sumie o najważniejszą rzecz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej