Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Jaja dla kucharza
Zaidaan:
I zebrałeś z Edwardem potrzebny materiał do rozpalenia ogniska, a samym rozpaleniem zajął się już sam. A Marek przygotował już sprawiedliwe porcję kolacji. Dwie pajdy chleba, trochę kiełbasy, a też nalał każdemu trochę piwa.
Gascaden:
Gascaden pomógł szybciutko zebrać potrzebne materiały, a przy okazji upilnował Edwarda żeby przypadkiem nie zachciało mu się ginąć, albo żeby jego coś nie zjadło. Zaniósł potem wraz z towarzyszem wszystko na miejsce, a ten zaczął rozpalać ognisko. W dodatku Marek czekał już z gotową kolacją, mało bo mało, ale zawsze coś. Gascaden zaczął powolutku zjadać swoją porcję, a przy okazji popijał jeszcze piwerkiem. Narazie nie zamierzał podejmować rozmowy, chciał w spokoju zjeść. Zerknął jeszcze jedynie na szkapę towarzyszy.
Zaidaan:
I jedliście spokojnie, jedynie jakiś wilk zawył nieopodal. Skoro sam się nie kwapiłeś do rozmowy to Edward sam do Ciebie zagadał.
- A ten... Tak w ogóle to czemu zmierzasz na północ? - zadał dość zasadnicze pytanie.
Gascaden:
I siedzieli, i spokojnie jedli swój posiłek, nikomu się nie śpieszyło. Jedynie słychać było wycie wilka, pewnie szkapa może się nieco zaniepokoić, bo koń to jest niezła uczta dla wilka albo dla całej watahy. Oby tylko jaszczur nie musiał w środku nocy wstawać i odpędzać wilki, samo ognisko powinno wystarczająco odstraszać te zwierzęta. Ale głód zawsze może zagłuszyć poczucie strachu i wtedy nie stanie nic na przeszkodzie wilkowi żeby dorwać tą szkapę, za wyjątkiem Gascadena oczywiście. Wtedy Edward zadał to pytanie, na które w sumie jaszczuroczłek czekał od samego początku i dziwił się dlaczego jeszcze nikt go o to nie zapytał. Pewnie te opowieści były takie ciekawe, że aż zapomnieli o to zapytać. Gascaden spokojnie dokończył kolację i spojrzał na Edwarda. - Dlaczego? Ruszam tam żeby zebrać parę jaj mombaka, dla pewnego kucharza. Najczęściej te węże właśnie występują w tych północnych lasach. Ale nie martwcie się, polują przeważnie w dzień i ludzi nie atakują, dopóki nie będzie jakiś człowiek te mombaki drażnił lub im przeszkadzał. - uspokoił towarzyszy, coby nie przestraszyli się tych mombaków za bardzo.
Zaidaan:
Edward zadziwił się, że w tych okolicach czają się takie stwory, a Marek słuchał spokojnie jakby to nie była żadna nowość.
- Ja słyszałem, że te skurwysyny to na dwa i pół metra są długie. I że mają jakiś jad, cholerne bestie.
- Dwa i pół metra? Jad? Oh, Zewolo przenajświętsza, chroń nas! - Edward już chyba wystarczająco się przestraszył i dowiedział na temat mombaków.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej