Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr
Egbert:
Mężczyzna wyprostował się z kucek i przeciągnął. Smród palonych ciał nie należał do najprzyjemniejszych, dlatego Egbert postanowił przejść się po wiosce. Pobitewny poranek okazał się być dosyć senny i leniwy. Czując ścisk w żołądku, najemnik zdecydował, że dobrze będzie znaleźć sobie coś do jedzenia. Kierowany tą myślą zagadał do jednego z tutejszych. Chłop, rzecz jasna, podzielił się strawą z członkiem oddziału który ochronił jego osadę. Wprawdzie była to tylko suszona kiełbasa i pajda chleba, ale na razie wystarczy. Jak to zwykł mawiać jeden z poprzednich dowódców Egberta? Wojownik wytężył pamięć. Jak to szło? "Brzuch żołnierza nie musi być pełen, jeśli jego serce przepełnia odwaga?" No, coś w tym guście. Zawsze gdy przełożony to mówił, oddział wiedział że trzeba przygotować się mentalnie na ciężką przeprawę.
Narrator:
Bitwa bitwą, ale bydełko trzeba oporządzić, napoić, obornik uprzątnąć... toteż Ashog odnalazł sołtysa w oborze, dojącego krowy. Oczywiście bez zbroi.
Tymczasem Egbert zauważył że drogą od wschodu nadjeżdża jakiś wóz. Tą samą drogą tu przyjechaliście. Cóż, na kaprala było za wcześnie.
Egbert:
Najemnik przyłożył dłoń do czoła by słońce nie raziło go zbytnio po oczach. Wóz. Posiłki nie zdołałyby dotrzeć tak prędko, a bandyci raczej nie korzystaliby z takiego środka transportu. Więc kto? Oczywiście, mogli to być zwykli podróżni, ale ostrożności nigdy za wiele. Wiedząc, że Ashog jest zajęty, Egbert zawołał drugiego towarzysza. W razie gdyby przyjezdni mieli jakieś niecne zamiary, jego kusza mogła się bardzo przydać.
-Mirzak! Podejdź, mamy jakichś gości!
Mirzak aep Rothgar:
- Ide! Krasnolud podniósł się z wygodnego legowiska i chwyciwszy kuszę ruszył prędko na drugi koniec Gandawy. Stanął obok Egberta, nabił broń i na wszelki wypadek przycelował. Wóz był na tyle blisko że można było stwierdzić że woźnicą jest krasnolud.
Egbert:
-Prowadzi chyba któryś z twoich pobratymców.
Krasnoludy. Znaczy najemnicy, albo kupcy. Egbert, jak większość ludzi, żył w przekonaniu że przedstawiciele brodatego ludu nie mogą zajmować się niczym innym. To znaczy, byli jeszcze górnicy i kowale, ale oni rzadko wyprawiali się w podróże.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej