Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr

<< < (70/82) > >>

Narrator:
Oficer złapał za papier i zajął się czytaniem. Po chwili drużyna mogła zaobserwować jak twarz królewskiego z pomidorowej czerwieni zamieniła kolor na blady niczym ściana, prawie jak kameleon. Oficer przez chwilę ruszał szczęką próbując coś powiedzieć, ale po szoku jaki teraz doznał nie mógł nic powiedzieć. Dopiero później otrząsnął się i klnąc pod nosem spojrzał na krasnoluda.
- Już, oczywiście. Proszę za mną.
Rzekł oddając papierek i odwracając się na pięcie ruszył przed siebie. Tu jakieś schody, tu jacyś minięci dwaj wartownicy, tu drzwi, a tu kolejne schody. Wreszcie znaleźliście się w górnym zamku. Weszliście do jakiegoś budynku, a tam schodami w górę i korytarzem w prawo znaleźliście się przed solidnymi, dębowymi drzwiami. Wasz przewodnik zapukał swoją stalową rękawicą, a zaraz za drzwiami usłyszeliście niski głos.
- Wejść!
I weszliście. Znaleźliście się w średnio dużej komnacie, naprzeciwko was stał długi, solidny dębowy stół, a za nim pewien jegomość, który trzymał swoje ręcę na pewnych papierach. Oficer zasalutował. Po waszych bokach stało dwóch strażników, a za samym kapitanem dwóch jeszcze innych.
- Kasztelanie, oto goście..
Wskazał na was ręką, kasztelan uniósł ciekawsko brew.
- Z czym przychodzicie?

Kazmir MacBrewmann:
- Jestem Kazmir MacBrewmann, a przychodzę tu parszywa gnido by cię aresztować. Za korupcję, zdradę, niedopełnienie obowiązków... Wyliczał na palcach. - Z woli Jego Wysokości, miłująco nam panującego Dragosaniego I aep Thor von Cyric Antaresa, pana na Valfden, Księcia Efehidonu; Szlachcica Efehidonu, Tykon oraz Weqru. Celowo podał pełne nazwisko władcy. - Aresztować kasztelana. Ma czekać na proces, aż Hetman wróci z Zuesh.

Narrator:
Kasztelan skwitował to jednym krótkim zdaniem.
- Co kurwa?! Oszuści, zdrajcy! Brać tych skurwysynów!
Ze wściekłości uderzył pięścią w stół, że aż kilka papierów od podmuchu porozlatywało się po okolicy. Dowódca garnizonu wstał i wskazał na Kazmira i oficera, który się od niego odwrócił. Strażnicy powyciągali broń i już mieli skierować się w stronę drużyny gdy głos zabrał oficer.
- Milcz, psie! ÂŻe też byłeś kasztelanem, wstyd i hańba! Zdrajco! Obyś spłonął w rozpaczy, bodej ród twój wygasł, bodej diabeł duszę z ciebie wywlókł, zdrajco. Zdrajco, po trzykroć zdrajco!
- Brać go! Dowody są na tego paskudnego gada! Do lochu z nim i czekać na zabranie go do lochów w stolicy.
W końcu żołnierze podjęli decyzję i dwaj, którzy stali za kasztelanem schowali broń i pochwycili go, a zaraz zaczęli go wyprowadzać. Zdrajca zaczął się szamotać, przeklinać i obiecywać zemstę, ale w końcu wyszedł. Oficer spojrzał na Kazmira.
- Dziękuję, że otworzyliście nam oczy i pozbyliście się tego zdrajcy. Ilu żołnierzy mam przygotować do wymarszu?

Kazmir MacBrewmann:
- A proszę, 300 ludzi starczy. Postawiłem im co prawda ultimatum by się wycofali, niby przystali na to. Ale nie ufam takim typom. Tak więc 300 styknie. Naszym celem jest Nardea.

Narrator:
- Idź przygotuj trzy setki ludzi do wymarszu.
Rzucił do jednego stojącego żołnierza, a ten żeby ich uprzedzić wyleciał szybko i poszedł wszystko zorganizować.
- Macie zamiar przeszukać tą komnatę, czy może wracamy z powrotem?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej