Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian I

<< < (10/49) > >>

Rikka Malkain:
-Zawrotna prędkość.
Skomentowała wampirzyca sarkastycznie, chociaż była nawet rozbawiona. Dziwnie tak było czuć pod siedzeniem każdą nierówność drogi. Nie przywykła do jeżdżenia czymkolwiek, a siodła omijała z daleka. Latanie było przecież dużo wygodniejsze. Do niedawna myślała też, że i bezpieczniejsze. Niestety ostatnia zamieć, w którą wpadła, zmusiła ją do drobnej zmiany opinii. Kilka lat temu zastanawiała się jakby to było zostać nietoperzem na stałe, ale doszło do wniosku że ciężko byłoby jej wtedy o porządny posiłek. Teraz Rikka zajęła się obserwowaniem mijanych domów i pojawiających się okazjonalnie przechodniów. Mowa głównie o ludziach wracających z nocnej zabawy w karczmie i różnorakich typach spod ciemnej gwiazdy. Eskortowany przez orkowego jeźdźca furgon przemieszczał się bezustannie w kierunku zachodnim. Jadąc dalej tym tempem powinni niedługo opuścić obrzeża stolicy i wjechać na właściwy trakt. Dalej będą gospodarstwa rolne, a później pola, łąki i lasy. I jakaś wioska. I kolejna. I znowu lasy. Jednym słowem, nuda. Na myśl o tym rudowłosej odechciało się patrzenia na trasę i podgrodzie, które i tak znała aż za dobrze. Zamiast tego zwróciła się do Kazmira.
-Masz zaplanowane jakieś postoje, czy od tak zatrzymamy się gdzie będzie wygodnie?
Zagadnęła bez powodu. Nie żeby ją to jakoś specjalnie interesowało, chciała tylko czymś zająć sobie czas. Rozmowa nadawała się do tego jak znalazł. Fakt, może krasnoludy nie słynęły ze swoich zdolności oratorskich, ale nie można ot wrzucać całej rasy do jednego worka! Rasizm był zły! Kto wie? Może Kazmir wypadnie na tym polu lepiej od większości brodaczy? Nie można kogoś tak zwyczajnie skreślać!

Egbert:
Egbert zaś siedział na swoim miejscu i wydawał się drzemać. Naprawdę jednak bezustannie czuwał, mimo spuszczonych do połowy powiek i pleców opartych o ścianę furgonu. Ogromna dłoń, jak zwykle zresztą, spoczywała spokojnie na głowicy prostego miecza. Od czasu do czasu nienaturalnie wprost długie palce poruszały się i zaciskały na broni, jakby właściciel chciał upewnić się że miecz jest dobrze ułożony i w razie czego da radę szybko go wyciągnąć. Egbert robił to machinalnie nawet o tym nie myśląc. Pracował mieczem właściwie od zawsze, a takie pozornie głupie i mało istotne nawyki nie raz już ocaliły mu skórę. To był jeden z tych ludzi, którzy naturalnie czuli się tylko w trakcie walki. Mężczyzna, jako zawodowy żołnierz, traktował swoją pracę poważnie i nie zamierzał odwalać fuszerki. Chociaż zatrudnił go elf, to jechał razem z innymi członkami swojej kompani, dlatego rozkazy będzie przyjmować od najstarszego stopniem. Dyscyplina być musiała i tego należało się trzymać. Takie myślenie ułatwiało wiele spraw.

Kazmir MacBrewmann:
- A mam zaplanowane postoje Kapturku. Otóż karczm na tej trasie ci niedostatek, jedynie "Pod Toporem" na ziemiach imć Lothbroka. Odparł, upuścili tereny Podgrodzia i wjechali na trasę prowadzącą ku przeprawie przez Amertodon. - A tak to bida. Będziem na dzień stawać, a po zachodzie słońca jechać. Niebezpieczniej, no ale... wiadomo.

Rikka Malkain:
-Zależy dla kogo niebezpieczniej, ale dzięki. Doceniam gest.
Mówiła prawdę. Jechanie cały dzień w zamkniętym wozie i podskakiwanie na każdej dziurze na pewno nie wyszłoby jej na dobre. Ludzkie kobiety robią sceny, bo krwawią co miesiąc. Boki zrywać. Ona miała takie atrakcje codziennie. No, a oprócz tego ciężko byłoby jej wtedy zachowywać się normalnie przed pozostałymi, a chciała sprawiać wrażenie zwyczajnej tak długo jak się dało. Gdy będą wstrzymywali się razem ze świtem zawsze będzie mogła owinąć się płaszczem i udawać, że cały dzień odsypia zarwaną nockę. Wampiryzm Rikka uważała za błogosławieństwo, chociaż jednocześnie było to coś co mogło sprawiać pewne problemy. Jedna z trudności polegała na tym, że ciężko było ukryć kim się jest. Nawet jeśli część dzieci nocy mieszkały pośród ludzi, to zazwyczaj lepiej było nie przyznawać się do bycia krwiopijcą. Na szczęście rudowłosa nie musiała martwić się o takie rzeczy zbyt często. Za dnia zwykła chować się gdzieś głęboko do jednej ze swoich licznych kryjówek, a wtedy mogła niczym się nie przejmując przeczekać te kilka, albo kilkanaście godzin. Czasami marzył jej się świat, w którym żaden nieśmiertelny nie musiałby się ukrywać. Szkoda, że były to tylko mrzonki.
-Tędy dojedziemy do mostu nad Amertodonem.
Rikka dopiero teraz skojarzyła, że tak wypada najkrótsza lądowa trasa do Omas.
-Na wyspie doszło w sumie do dwóch wojen?
Wampirzyca wspomniała w myślach ostatni kryzys z demonami i rebelię Khera. W porównaniu do państw z kontynentu, to pewnie i tak nieźle.

Merith:
- Technicznie to trzech. Dobiegł głos elfa z wnętrza wozu, przez tą samą klapke co wcześniej Ashog - Aragorn toczył regularne bitwy z sektą zwaną Zgromadzeniem Angelosa, pożar archiwum niestety strawił materiały historyczne na ten temat. Największe bitwy były dwie, o siedzibę Krwawych Kruków i o Opactwo Raanaarów.


//Awaria serwera zjadła kiedyś dużo wypraw  ;[

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej