Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian I
Ashog "Stalowa furia":
Ashog przywitał się z Egbertem, gdy dojechali do stajni niechętnie wygramolił się z furgonu i dosiadł przygotowanego Mariana.
Rikka Malkain:
Zawsze dobrze wiedzieć. Rikka westchnęła sobie cichutko w odpowiedzi. Prawie było jej żal tego tak zwanego prostego ludu. Tacy to nigdy nie mogli zaznać spokoju. Nie dość, że musieli płacić podatki, to jeszcze wiecznie coś czyhało na ich życia i majątki. Na myśl o tym wampirzyca uśmiechnęła się pod nosem, bo przecież ona też nierzadko pozbawiała ludzi żywotów i ograbiała z kosztowności. No, ale kto mógłby porównać wampirzycę do jakiegoś zaplutego kretoszczura! Potworem rudowłosa się nie czuła, a jeśli nawet ktoś chciałby ją niesprawiedliwie i wbrew faktom za takiego uznać, to musiałby przyznać że nocna spacerowiczka ma zdecydowanie więcej klasy niż wszystkie bestie na wyspie razem wzięte.
Egbert:
Po tym jak ork wysiadł z wozu w środku zrobiło się dużo luźniej. Nie mowa tylko o przestrzeni, powietrze też zrobiło się jakby świeższe chociaż od Egberta i tego Mirzaka także fiołkami nie dawało. Człowiek stwierdził w myślach, że krasnolud sprawia wrażenie prostego, ale raczej twardego kurdupla. Generalnie zakazane mordy bękartów z nowej drużyny przypadły Egbertowi do gustu. Wolał tych doświadczonych przez życie, bliznowatych, i, jak podpowiadała mu intuicja, nie stroniących od alkoholu wojowników od narwanych młodzików w wypolerowanych zbrojach. Z tym pierwszym typem najemników zawsze pracowało mu się dużo lepiej.
Narrator:
Ruszyli, zgodnie z tym co mówił Kazmir mieli jeszcze skoczyć do Jana. Tam też skierował sie wóz.
Kazmir MacBrewmann:
- A chuj... nie chce mi sie. Mruknął do siebie i skręcił w inną ulicę. Prowadzącą na zachód. Szkoda mu było 50 grzywien i czasu. - Wio! Smagnął szkapę lejcami i wóz przyspieszył.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej