Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian I
Kazmir MacBrewmann:
Nazwa wyprawy: Na zachodzie bez zmian I
Prowadzący wyprawę: Kazmir/Narrator/Maerith
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Brak
Uczestnicy wyprawy: Rikka Malkain, Kazmir Mac Brewmann, Merith, Mirzak, Ashog, Egbert
Był późny wieczór gdy Kazmir wkroczył do "Misia Uszatka". Skromnej, ale przytulnej gospody na podgrodziu. Przybytek ten wbrew pozorom nie był zwykłą mordownią pełną meneli. Nie, tu dbano o porządek. Zawsze pachniało dobrym jedzonkiem, a w kominku trzaskał ogien nad którym zwykle dochodziła jakaś świnka. MacBrewmann siedział przy jednym ze stołów sącząc browara. Nie wiedział co go spotka.
Rikka Malkain:
Gdy tylko słońce schowało się za horyzontem, Rikka wyszła z ukrycia. Szybkim krokiem przemierzała uliczki podgrodzia, swoim zwyczajem starając się nie przyciągać zbędnej uwagi. Zmierzała do pewnego konkretnego miejsca. Karczma nosząca wdzięczne miano „Miś Uszatek” może nie była jej ulubionym lokalem, ale tej nocy wampirzyca miała tam pewien interes do załatwianie. To znaczy chyba. Jeszcze do końca nie wiedziała w czym rzecz, ale tak to już bywa w tym zawodzie. Dowiedziała się, że może tam spotkać o tej porze osobę potrzebującą pomocy złodziejki i zabójczyni. Ile było w tym prawdy? O tym przekona się, gdy już znajdzie owego krasnoluda. Chociaż była już pora, o której większość porządnych obywateli kładła się spać, w gospodzie ciągle odpoczywało kilku klientów. Wśród nich był i krasnolud, którego facjata zgadzała się z opisem jaki otrzymała Rikka. Nie pozostało jej zatem nic innego jak zbliżyć się do nieznajomego. Na chwilę złapała z nim kontakt wzrokowy, jednak zaraz po tym usunęła się z jego pola widzenia korzystając ze swoich niezawodnych metod. Po raz drugi zobaczył ją dopiero, gdy usiadła koło niego.
-Kazmir MacBrewmann?-Zapytała cicho, coby wszyscy goście nie poznali jego nazwiska.
-Skąd to przygnębienie, panie krasnoludzie?
Kazmir MacBrewmann:
Krasnolud był wyraźnie zaskoczony obecnością kobiety, ładnej, w dodatku wampirzycy. No i skąd go znała? Przecież on przyszedł się tylko napić. Ale! Jej ton świadczył jakoby jej oczekiwał, czyli to mogło znaczyć jedno. Właśnie go w coś wciągnięto. Siedzący pod stołem Frodo zaczął obwąchiwać wampirke.
- Eee... Tak. Wydusił z siebie kapral - Przygnębiony? Nie, raczej zadziwiony. Ale w sumie to o co chodzi?
Rikka Malkain:
Rikka skrzywiła się z powodu psa. Nie bardzo lubiła podobne towarzystwo. Głównie z powodu sierści i śliny, które z reguły pozostawały jej na ubraniach jako pamiątka po spotkaniach z takimi zwierzakami. No i był jeszcze ten okropny zapach. Oczywiście jako stuprocentowa profesjonalistka musiała udawać, że Frodo w niczym jej nie wadzi, ale łatwe to to nie było.
-Słyszałam tu i ówdzie, że przydałaby ci się pomoc w jakiejś delikatnej sprawie. Tak się przypadkiem składa, że dobrze radzę sobie z zadaniami tego typu. Rzecz jasna, nic charytatywnie.
Swoją drogą, jeśli krasnolud jeszcze nie zaczął szukać żadnej pomocy, to mógł się nieźle zdziwić. Co za okropne czasy. Masz jakiś kłopot, ktoś się o tym dowiaduje i mówi komuś innemu kto tak po prostu do ciebie przychodzi i chce jakieś pieniądze w zamian za pomoc, podczas gdy ty nawet jeszcze nie zdążyłeś zastanowić się co z tą sytuacją zrobić! Prywatność umiera w czasach szpiegostwa i donosicielstwa.
Kazmir MacBrewmann:
- Ale ja nie mam kłopotu z niczym, czegoś tu nie rozumim. Chyba że...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej