Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian I
Ashog "Stalowa furia":
- Kazmir, gadałeś z Longinusem w sprawie K'efir? Spytał przez uchyloną klapkę w przedniej ścianie wozu. Był ciekaw, w końcu to oni tam namieszali ratując Renfri i wampirzą rodzinę przed pogromem. Koniec końców i tak trzeba było się stamtąd wycofać, przed fanatykami, bandytami i dzikimi wampirami. Jednocześnie.
Rikka Malkain:
-Sihil? To takie krasnoludzkie miecze?
Zapytała, bo gdzieś już słyszała tą nazwę. Jednocześnie zauważyła dziwny błysk w oku Kazmira. Miała nadzieję, że krasnolud nie pamięta jej twarzy, ale ten chyba ją jednak skojarzył. Widzieli się już przecież wcześniej, krótko po wojnie. Cóż, a ona tak lubiła swoją anonimowość. Pozostawało liczyć na to, że krasnolud nie zdradzi jej tożsamości pozostałym. No bo jakby to wyglądało! Taka dama szuka na trakcie przygód jak pierwszy lepszy najemnik? Cała jej reputacja legła by w gruzach! Chciała powiedzieć coś do brodacza, ale przerwał jej ten ork.
Kazmir MacBrewmann:
- A owszem, sihil to miecz krasnoludzki. Mój jest z Ekkerundzkich stopów metalu, dał mi go młody Tacticus na złość ojcu. Hihi. Zaśmiał się na wspomnienie rodowej sprzeczki - Niestety nie pamiętam o co się żarli, znając życie to stary Tacticus chciał posłać syna na rycerza. I chyba faktycznie tak było, bo Bractwo się śmiało z niego jak został pierwszym wodzem Bękartów. Jeszcze w Atusel. Odparł Rudemu Kapturkowi. Po czym odpowiedział Ashogowi.
- Nie, miałem jechać jutro ale o. Trafiła się robota, a po za tym z nas tacy sabotażyści że wiesz... Yarpen jest od psucia rzeczy w widowiskowy sposób. My jesteśmy szturmowcy.
Egbert:
Tymczasem na jednym ze skrzyżowań, przez które musiał przejechać wóz z drużyną, czekał kolejny bękart. Z tymi co to mieli zaraz nadjechać jeszcze nie pracował, ale przecież nie musi się z kimś przyjaźnić żeby móc z nim trochę pomachać bronią. Gdy turkoczący pojazd wyłonił się zza rogu, Egbert uniósł swoją wielką łapę ozdobioną jakimś paskudnym sygnetem w powitalnym geście. W kilku długich krokach zbliżył się do furgonu.
-Egbert. Ten szeregowy, który miał z wami jechać.
Przedstawił się krótko i wyjaśnił powód, dla którego się tutaj zjawił.
Kazmir MacBrewmann:
- Prrr ÂŚkoda, prrr. Zatrzymał pojazd. Ilu jeszcze zatrudnił ten elf? Pieprzoną armię? Pomyślał na widok szeregowego, nie znał go. Ale przecież Bękartów jest sporo. - No to wskakuj, ja jestem kapral MacBrewmann. Przedstawił się, z dumą ale nie wyższością.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej