Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian I
Kazmir MacBrewmann:
- Wesoło to będzie zaraz. Ten miś to Kubuś Puchatek Kapturku. Chowaniec sołtysa, i ukochane zwierzątko jego córeczki... Odpowiedział głaszcząc miśka za uszkiem. Wtem, Rikka usłyszała tętent kopyt.
Rikka Malkain:
Uczucie zaskoczenia szybko ją opuściło i teraz słuchała Kazmira z nieskrywanym rozbawieniem, gdy nagle w ucho wpadł jej inny dźwięk. Odgłos, który zapowiadał niebezpieczeństwo. Rikka spojrzała w tamtą stronę i ściągnęła z pleców swoją niezawodną kuszę. Kilka ruchów i broń była ponownie załadowana. Teraz wystarczyło znaleźć sobie właściwy cel.
-Uwaga. Ktoś tu jedzie.
Ostrzegła drużynę. Czyli zaraz miało się zacząć. Minuty dzieliły ich od rozpoczęcia krwawej jatki. Wampirzyca wyostrzyła zmysły i przygotowała się mentalnie do walki. Zaraz znowu zacznie zabijać. Dla niej nie było to nic wielkiego, ale ciekawiło ją trochę co dzieje się teraz w głowach mieszkańców wioski. Ich twarze wyrażały gotowość, ale czy wiedzieli na co się zgodzili? Z drugiej strony, wybór mieli niewielki. To był ich dom i jeśli Bękarty zawiodą, ci ludzie stracą wszystko.
Kazmir MacBrewmann:
- Na stanowiska! Goście jadą! Ryknął Kazmir biegnąc na swoją pozycję po lewej stronie drogi, Bękart ułożył się wygodnie. Oparł kuszę o worki z piachem i naładował "Baśkę". Frodo leżał obok.
Egbert:
-Do szyku! Tutaj! Nie bać się ludzie!
Egbert znowu wziął na swoje barki obowiązek zorganizowania wioskowych. Gestem i krzykiem nakazał im ustawić się pomiędzy stanowiskami strzelców. Tym samym, obrońcy całkowicie zaczopowali przejście między chatami. Jeśli ktoś chciał przejechać tą drogą, to musiał ich pozabijać. Innego rozwiązania nie było. Samemu najemnik stanął gdzieś pośród chłopów żeby móc wspierać ich w walce. Tych kilku, którzy dzierżyli widły i kosy, brodaty żołnierz wypchnął do przodu i kazał przyklęknąć na jedno kolano. Po chwili namysłu dobył też drugiego miecza. Stojąc tak na środku drogi czekał na pojawienie się pierwszych napastników. Będzie gorąco.
-Spokój! Zrobimy to!
Narrator:
I nadjechali, piętnastu na oko ludzi. Pochód prowadził kapłan. Wojownicy jakich przyprowadził wyglądali niemal jak pospolici bandyci. Zatrzymali się 40 metrów od naszych pozycji, zeszli z koni. Kapłan w eskorcie dwóch typów w kolczugach począł iść w waszą stronę.
- Widzę że podjęliście decyzje, ale Mściciel jest miłosierny. Daje wam ostatnią szanse.
1x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Op%C4%99tany_magin_ognia (nie jest opętany, chodzi o staty)
2x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Ochroniarz
11x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej