Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian I

<< < (42/49) > >>

Egbert:
Egbert dobył podarowanego na czas bitwy miecza i machnął nim kilka razy by sprawdzić, czy broń dobrze leży w dłoni. Pasowała do niej idealnie. Mimo zbliżającego się zagrożenia, rosły najemnik zachowywał całkowity spokój. Uwielbiał tą atmosferę przed walką. Jak cisza przed burzą. Po prostu czuć było, że coś wisi w powietrzu i niedługo dojdzie do rozlewu krwi. Mężczyzna nigdy nie potrafił wytłumaczyć tego uczucia. Ciekawe tylko ilu ludzi tamci ze sobą przyprowadzą? W oczekiwaniu na nieuniknione, Egbert usiadł na murze z wypełnionych piachem worków.

Narrator:
- My są gotowi, panie MacBrewmann. Powiedzcie mi jeno jedno, pokonacie te grupe i co? Te kołki z Zamku Omas bez rozkazu sie nie ruszą. A i wasze Bastardo jest daleko, nim posiłki dojdą minie miesiąc.

Kazmir MacBrewmann:
- Włodku, spokojnie. Bez paniki. Pojadę do stolicy i powiadomię miłościwie nam panującego Króla o tutejszym bordelu. Mam nadzieję że da mi jakieś pełnomocnictwo, albo powiadomi imć Hrabiego Nasarda który sprawuje tu pośrednią władzę. O ile dobrze to rozumiem. Wyśle też prośbe o wsparcie z Bastardo. No, a z pomocą Meritha utrzymamy się długo.

Narrator:
- No dobra, uspokoiłeś mnie. Odpowiedział sołtys.

Kilka godzin później... słońce zaszło za horyzontem. Rikka mogła wyjść. We wsi pozapalano pochodnie, a przy umocnieniach spore ogniska dające sporo światła.

Rikka Malkain:
Po krótkiej drzemce Rikka wstała z fotela, przeciągnęła się mrucząc cicho, i opuściła swój pokoik.  Czując, że słońce już zaszło, nie widziała większego sensu w dalszym siedzeniu pod sołtysowym dachem. Wyszła zatem na zewnątrz, gdzie odkryła że atakujących nigdzie jeszcze nie było widać ani słychać. Spóźniali się! Swoją drużynę odnalazła przy umocnieniach na końcu wioskowej uliczki. Wyglądało na to, że już od jakiegoś czasu czekali tak zwarci i gotowi.
-Jak tam nastroje?
Zagadnęła nie zwracając się do żadnego z Bękartów bezpośrednio. Ot, tak sobie rzuciła w przestrzeń. Zauważyła też, że chłopi również szykowali się do starcia z kultystami. Szczerze mówiąc, trochę ją to zdziwiło. Spodziewała się raczej, że pochowają się gdzieś po chatach.
-Co tak śmierdzi? Ashog?
Odwróciła się gwałtownie, ale zamiast orka zobaczyła za swoimi plecami jakieś wielkie owłosione bydle. Niedźwiedź? Co tu robił niedźwiedź?
-Nie za wesoło wam tu aby?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej