Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian I

<< < (30/49) > >>

Rikka Malkain:
Zabójczyni szybko zrozumiała, że czas nagli. Dlatego też nie chciała pytać, czy może pożyczyć wóz. Wolała dostać się na miejsce swoim sposobem. Kiwnęła twierdząco głową na znak, że się zgadza i odwróciła się do wszystkich tyłem ruszając gdzieś w ciemność zaległą pomiędzy dwiema chatami.
-Powodzenia!
Rzuciła jeszcze przez ramię. Przez moment trochę jej szkoda było zostawiać tą sympatyczną gromadkę, ale to przecież duże chłopaki. Poradzą sobie bez niej. Gdy była już na tyle daleko, by nikt z wioski nie mógł jej zauważyć, wyciągnęła z ukrytej w szerokim pasie kieszeni niewielką fiolkę pełną krwi. Chwyciła zębami korek, wyciągnęła go i wypluła kawałek dalej. Zawartość wypiła duszkiem. Nie czuła jakiejś specjalnej potrzeby by się pożywić, ale nie chciała za bardzo zmęczyć się lotem. Dodatkowy zastrzyk energii bardzo jej się przyda. Krew barghesta była wyjątkowo paskudna, ale za to bardzo odżywcza. Po wypiciu jej wampirzyca poczuła się trochę silniejsza i była już gotowa do zmiany postaci. Zamknęła oczy i wdziała swoją druga skórę. Jako nietoperz czuła się właściwie równie naturalnie co w ciele rudowłosej półelfki. Trzepocząc swoimi małymi skrzydełkami szybko wzbiła się wysoko w powietrze i pomknęła w kierunku zachodnim. W stronę morza. Rozkoszując się wiatrem na pyszczku pruła przed siebie z maksymalną prędkością, na jaką pozwalała jej obecna forma. Przemieszczała się dużo szybciej niż jakikolwiek człowiek, czy koń, więc nie minie dużo czasu zanim wampirzyca osiągnie swój cel.

Narrator:
- ÂŁo bogi... jo żem wiela dobrego słyszał o waszej hanzie panie. Mam wolną izbe w chałupie, jest do waszej dyspozycji. Jadło i napitek sie znajdzie.

Egbert:
Jedzenie na pewno nie było czymś, czym Egbert pogardziłby przed nadchodzącym walką. No bo jak tu dać z siebie wszystko mając pusty żołądek? Podejrzewał, że pozostali też chętnie przyjmą propozycję Włodka, więc skierował się już w stronę drzwi. Nie było po co stać tak dalej w nocy. Ciężko będzie wyczekać spokojnie do przybycia przeciwnika, ale najemnik zgadywał, że tym razem cierpliwość się opłaci. Z przyjemnością posiekałby już kogoś na kawałki. Fakt, był tam ktoś w stalowej zbroi, ale i na takich są przecież sposoby. Bękarty znają się na rzeczy.

Kazmir MacBrewmann:
- Miło słyszeć, dziękuję. Powiedział i ruszył za Egbertem. Drużyna weszła do przestronnej wiejskiej chałupy, z sieni wychodziło się do głównej izby, stamtąd do pozostałych dwóch.

Ashog "Stalowa furia":
Ashog by wejść do środka musiał się pochylić by nie wyrżnąć łbem w framugę. Wewnątrz też musiał uważać. Zasiadł przy dużym stole, chałupa była ładna, bogata jak na wiejskie warunki. Sołtys musiał lubować się w polowaniach bo ściany zdobiły skóry zwierząt i inne trofea, jak na przykład wilczy łeb.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej