Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian I

<< < (31/49) > >>

Egbert:
Egbert zajął miejsce naprzeciwko orka. Izba może i była duża, ale gdy wtargnął do niej oddział Bękartów zrobiło się w niej odrobinę tłoczno. Nie mniej jednak wszyscy się pomieścili, więc powodów do marudzenia nie było. Najemnika zaskoczyły trochę trofea, bo sołtys na wielkiego łowczego nie wyglądał. Cóż, każdy ma jakiś ukryty talent. Z resztą, ten Włodek postawił się sekcie po tym jak na jego oczach spalili dwójkę wampirów. O brak jaj nie można go więc było posądzić. Dobrze, że trafiają się jeszcze ludzie gotowi walczyć o swoje.

Narrator:
- Prosze, czym chata bogata. Powiedział na stole kładąc sporą tacę z baranią kiełbasą, chleb, owczy ser i dzban piwa.
- Mój najstarszy syn u was służy, walczył pod Amertodonem. Gościwuj. Dodał Włodek siadając na rogu.

Egbert:
To by wyjaśniało, skąd u sołtysa takie podejście do najemników. Większość prostych ludzi bałaby się przyjąć pod swój dach uzbrojoną bandę. Jakkolwiek by się nie zasłużyli dla państwa, zawsze będą kompanią walczącą za pieniądze. Takich jak oni z reguły obdarza się ograniczonym zaufaniem. Egbert sięgnął po kiełbasę i urwał sobie kawałek chleba. Po chwili namysłu, wziął też do ręki dzban z piwem. Od jakiegoś czasu nie miał już w ustach niczego płynnego i właśnie zaczęło go męczyć pragnienia. Odrobina złocistego płynu nie powinna obniżyć jego koncentracji, w końcu nie był to mocny alkohol. Napił się oszczędnie. Później zagryzł baraniną.
-Masz zatem powody do dumy.
Powiedział, gdy już przełknął mięso. Po prostu czuł, że ktoś powinien coś teraz powiedzieć.
-Mówiliście sołtysie, że to ostatnia wioska, która jeszcze się nie poddała. Dużo tu w sumie osad?

Kazmir MacBrewmann:
- Ja go chyba znam, taki wysoki? Z hete... - chciał zabłysnąć znajomością nazwy różnokolorowych tęczówek ale mu nie szło - No... z jednym niebieskim a drugim zielonym okiem? Dobry strzelec. Pochwalił szeregowego, szczerze. Bo Bękarty dbały o swoich "braci".

Tymczasem w równoległym wszechświecie Kalesonów, prawej nogawce... Rikka dolatywała do Nardei.



Bramy pilnowali ÂŁowcy, sztuk dwa. W porcie stała koga, a po wiosce kręcili się mieszkańcy i najemnicy.

Narrator:
- Tak, to łon, a dziękuję. Pięć wsi, przed wojną więcej było. Jest kopalnia srebra i zamek. Ale garnizon nam powiedział że bez rozkazu z góry to oni sie nie ruszo. Bo nie, skurwesyn mnie psami poszczuł jeszcze.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej