Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian I

<< < (27/49) > >>

Rikka Malkain:
Rikka skinęła wartownikom głową i podziękowała uśmiechem, ale gdy wóz znowu ruszył przygryzła lekko wargę. Nie żeby nie wierzyła w swój dar przekonywania, ale przepuścili ich jakoś za łatwo. Cichy głosik podpowiadał, że trzeba teraz uważać. Tym bardziej, że tamci dwaj nie wyglądali na pierwszych lepszych oprychów zwerbowanych w jakiejś portowej spelunie. Wystarczył rzut oka na ich wyposażenie. Który zwyczajny kusznik paradowałby w płytach? No i kto potrafiłby poruszać się w nich prawie bezgłośnie? Wykorzystując swoją zdolność widzenie w ciemnościach, dyskretnie wskazała Kazmirowi dom sołtysa żeby nie musieli jeździć od drzwi do drzwi. ÂŁatwo było go rozpoznać. Jak w każdej wiosce, chata człowieka piastującego najbardziej prestiżowe we wsi stanowisko była największa i w wyraźnie lepszym stanie niż okoliczne rudery. Czując, że coś może pójść nie tak, wampirzyca starała się mieć wszystko na oku. Omiatając spojrzeniem całą osadę próbowała wypatrzeć resztę łowców.

Egbert:
Egberta denerwowało to, że będąc wewnątrz furgonu niczego nie widział. Wychylanie łba przez okienko raczej nie byłoby najlepszym rozwiązaniem, dlatego póki co musiał jeszcze trochę wytrzymać. Zacisnął mocno szczękę i sprawdził po raz tysięczny, czy jego mieczyk może gładko wysunąć się ze skórzanej pochwy. Mirzak chyba też czuł się nieswojo, bo zaczął zachowywać się jakoś inaczej. Krasnolud pewnie również wolałby widzieć ewentualnych przeciwników.

Kazmir MacBrewmann:
Więcej ciężko opancerzonych łowców nie było, byli za to najemnicy z niższej półki, też w barwach ÂŁowców. Kazmir zatrzymał furgon pod chałupą sołtysa.
- I jesteśmy panie Potter. Zaciągnął ręczny i zszedł z wozu, chaty pilnował jakiś najemnik w skórzanej zbroi. - Ja i Kapturek z panem pójdziemy, reszta zostaje.

Rikka Malkain:
Rikka zeskoczyła lekko na ziemię i poczekała aż Merith, od teraz Potterem zwany, wyjdzie z wozu. Wampirzycę ciekawiło kto dowodzi grupą i co takiego robi tutaj w środku nocy. Przy odrobinie szczęścia dowie się tego już za chwilę.
-Przepuść nas, mamy się zobaczyć z kapitanem.
Oznajmiła temu w skórzanej zbroi, coby nie próbował przypadkiem stanąć między nimi a drzwiami. Brak następnych ciężkozbrojnych trochę ją uspokoił, co nie znaczyło że Rikka przestała uważać albo straciła czujność. Na to nigdy sobie nie pozwalała.

Merith:
Harry Potter... To znaczy Merith, wysiadł z wozu, opierając się na kosturze jak na maga z klasą przystało. Elf ruszył w stronę drzwi, ale w tym samym czasie z chałupy wyszedł kapłan, w towarzystwie sołtysa.




- Sprowadzisz zgubę na wieś, kolejną zaprawdę powiadam ci...
- Wynoś się! Jesteście jeno łgarzami i mordercami! Co wam zawinili Herodot i Imira?!
- Zbluźnili przeciw Mścicielowi. Daje wam czas do jutra, po zachodzie słońca przybędę tu. I albo się nawrócicie, albo zginiecie. Kapłan spojrzał na nowych gości pogardliwie, prychnął, wydał strażnikowi rozkaz opuszczenia wsi i... teleportował się.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej