Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian I
Rikka Malkain:
-Grupę osób, która postanowiła porzucić fałszywych bogów i zapoznać się bliżej z kultem, o którym na gościńcu mówi się dużo dobrego. Powiemy, że chcemy ich wesprzeć.
Odpowiedziała szybko mówiąc o tym, co już wcześniej wspólnie ustalili. Jak dla niej, to wstępnie pomysł był całkiem dobry. Równocześnie uważnie obserwowała wioskę, chociaż nie spodziewała się raczej dojrzeć niczego niezwykłego. Była przecież noc, normalni chłopi powinni spać. Chociaż, kto ich tam wie tych kultystów.
-Na dobrą sprawę, to nie musimy się zbytnio wysilać z jakąś maskaradą. Nasz czarodziej może udawać głównego zainteresowanego. Powiedzmy, jakiegoś szlachcica albo bogatego kupca, który nagle dostał objawienia. Ja będę jego asystentką, a pozostali ochroną.
Kazmir MacBrewmann:
- Dobra myśl, tylko ten no, Merith zgaś światło. Kazmir chciał dobrze. Ale pech chciał że byli obserwowani, no i doskonale widoczni z daleka. Na wjeździe do wsi pojawili się dwaj przedstawiciele "wymarłego gatunku", skamieliny branży najemniczej.
- Kurwa... Zaklął, bo plotki okazały się prawdziwe.
- Stać! Kim jesteście, i czego chcecie.
Rikka Malkain:
-Spokojnie! Mój pan, czarodziej Potter, nie szuka zwady. To elf wielce uduchowiony, który dużo dobrego słyszał o tym co się tutaj dzieje. Męczą go już zakłamani bogowie i chciałby sprawdzić, czy pogłoski o nowym kulcie są prawdziwe.
Wypaliła. To nie było jej pierwsze kłamstwo w życiu. Gdy chciała, wampirzyca potrafiła być naprawdę przekonująca. Jakby nie patrzeć, krasomówstwa uczyła się od najlepszych! Cóż, może tym razem nie wzniosła się na wyżyny swoich możliwości, ale historyjka powinna być dosyć wiarygodna. Zawsze warto spróbować. Kusze łowców wyglądały dosyć groźnie, a Rikka nie miała najmniejszej ochoty dostać bełtem w brzuch.
-Najemnicy są z nami dla ochrony.
Narrator:
Pół biedy w brzuch. Rikka powinna martwić się o głowę. Gdyby nie zakrywający twarz hełm to można by na twarzy dostrzec perfidny uśmieszek. Jednakże z racji owego garnka twarz łowcy pozostawała zagadką.
- Zatem witamy w Gandawie przybysze. Macie szczęście, akurat przybył kapłan. Rozmawia z sołtysem. Możecie jechać.
Mirzak aep Rothgar:
Mirzak zrobił się nieco nerwowy gdy wjechali do wioski, rękę trzymał na trzonku toporka. Czując że coś się spierdoli. Jak nie teraz to zaraz. Przeżył coś podobnego w Ekkerund, gdy nagle z dupy zaatakowały wampiry wbijając im nóż w dupsko. No cóż... Pomodlił się w myślach do Ellmora.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej