Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Paserzy, świnie jedne!
Gascaden:
Okazało się, że rozpoznawanie głosów potrzebuje jakiś specjalnych umiejętności. W dodatku podsłuchiwanie stawia jaszczura przed matematycznym działaniem! To było najgorsze co mogło go spotkać, no ale nic. Może nie wie ilu ich tam rozmawiających jest, ale na pewno jest ich mniej niż pięciu! A to nawet dobrze, ale jeśli jest ich czterech to dobrze też nie jest. Mimo to jaszczur postanowił przeć naprzód i otworzył ostrożnie kolejne drzwi.
Longinus Podbipięta:
Twoim oczom ukazała się drewniana barierka. Jakiegoś rodzaju rusztowanie. A pod nimi trochę drewnianej podłogi, kilka beczek i skrzyń, oraz cztery osoby. No i schody prowadzące na dół. Dość wąskie. Dwie osoby na raz by się nie zmieściły w poziomie.
- Ej, patrzcie!- ryknęła jedna z osób, gdy Cię zobaczyła. Ruszyli ku schodom.
2x włamywacz
2x bandyta
Gascaden:
Gdy przy pierwszych drzwiach udało się wejść bezpiecznie, tak że żaden bandyta mu nie groził to niestety przy następnych drzwiach już tak nie było. Niestety. Tutaj już Gascaden odnalazł źródło tych rozmów i matematycznych problemów. Jak się okazało rozmówców było czterech, a więc szykują się cztery kolejne trupy na koncie gadziny. Jego oczom ukazały się schody, które prowadzą w dół do towarzystwa, które stwierdziło że gość nie chce przyjść do nich, to oni przyjdą do niego. A gość postanowił wykorzystać swoją pozycję i został tam gdzie stoi. Niech te schody staną się ostatnim bastionem jaszczuroluda. Prawie podobnie jak w pewnej legendzie, tylko w tamtej było 300 obrońców i dziesiątki tysięcy najeźdców, ale jak się okazuje na końcu tej legendy to dzielnych trzystu wojaków poległo, a najeźdcy ruszyli dalej. Jednak Gascaden miał przeżyć to starcie, i tak będzie! Po chwili jeden za drugim zaczęli wchodzić po schodach, pierwszy, drugi, trzeci, a czwarty... A czwarty nie wchodził wysoko, ten postanowił stać w bezpiecznej odległości i poczekać. Pierwszy bandyta ruszył po schodach z uniesionym mieczem i z takim krótkim rykiem. Niestety za długo sobie nie pokrzyczał, bowiem oberwał nagle butem w twarz wypluwając jakiegoś jednego zęba. A z powodu oberwania tak nagłego uderzenia, zatrzymał resztę towarzystwa, ale dalej stał na nogach, ale nie na długo! Zaraz po wykonaniu udanego kopniaka, Gascaden zamachnął się i rąbnął potężnie prosto w łeb delikwenta. Topór wbił się w czachę, a z ust ofiary rozległ się jakiś niewyraźny jęk zmieszany z jakąś chyba bluzgą, chociaż bardziej przypomniało bulgot śliny. Jaszczuroczłek zaraz chcąc odzyskać swój topór, pomógł sobie ręką wyciągając topór, a martwe ciało wykopał na towarzyszy nieboszczyka, których lekko zwalił z nóg. Jednak zaraz się ogarnęli i podnieśli. Kolejny z nich, ten był taki bardziej chudy i drobniejszy od swojego poprzednika, ale nie załamał się i chciał walczyć dalej. I właśnie za chwilę miał się przekonać o wielkości popełnionego błędu. Teraz ten bandzior wyprowadził pchnięcie prosto między żebra jaszczura. Jednak ten plan został zniweczony, ponieważ Gascaden złapał za rękę i korzystając z drobności swojego przeciwnika, wykręcił mu tak rękę że następnie pokierował pod barierkę schodów, a następnie siekając toporem po klatce piersiowej, zrzucił bandytę na dół rozwalając tam jakąś drobną skrzynię i podnosząc tumany kurzu. Widocznie nikt tu nie sprzątał!
//:Wykorzystuję jaszczury potencjał bojowy dla jasności. :)
1xBandyta
1xWłamywacz
Longinus Podbipięta:
Dwóch padło. Z kolei kolejny, włamywacz natarł, tnąc wściekle sztyletem w kierunku Twojej szyi. Drugi wchodził po schodach.
Gascaden:
Mimo, że już dwóch padło to kolejna dwójka dalej walczyła. Czy nie wiedzieli, że skoro ten wielki jaszczur pozbył się już jednej dwójki to tylko kwestia czasu jak skończy tak następna dwójka? Widocznie oni byli bardzo odważni, albo głupi. Jedno w sumie nie wyklucza drugiego! Jednak trzeba się z powrotem skupić na walce, bo to jeszcze nie koniec! W dodatku kolejny bandzior postanowił rozciąć szyję jaszczurowi. Ale jak to mówią.. Nic bardziej błędnego! Albo jakoś podobniej. Ale dobrze - Gascaden musiał szybko i zwinnie zrobić krok w tył, w dodatku odchylając się do tyłu żeby przeciwnik nie mógł dosięgnąć jego pięknej, gadziej szyi. Mimo to dalej włamywacz nie przerywał ataków. Do momentu aż kolejny atak został zblokowany przez toporek jaszczura. A potem jeszcze dla pewności Gascaden złapał za rękę wroga ze sztyletem i wyginając mu ją, zbliżył go do siebie, na odległość paszczy, a po co? A po to żeby w tej chwili wgryźć mu się okrutnie w gardło. Chciał poderżnąć gardło jaszczurowi? Jaszczur wgryzie mu się w jego gardło! Jednak zaraz gad puścił szczękami szyje bandyty, a momentalnie z gardła zaczęła tryskać krew. Właściwie to już nawet sam wyraz twarzy ofiary mówił, że to był śmiertelny gryz. Ale dla pewności rąbnął jeszcze w jego szyję toporkiem, przez co głowa już ledwo się trzymała.
Został już teraz jeden, ostatni z szumowin które postanowiły zaatakować jaszczura. Gascaden już znudzony czekaniem co chwila na kolejnego przeciwnika, rzucił wściekle ugryzionym truchłem w wchodzącego zbira. Siła z jaką ciało spadło na bandytę spokojnie powaliła go na ziemię. Jednak długo tak nie leżał, zaraz zrzucił siebie trupa byłego towarzysza. Zaraz do jeszcze zbierającego się z ziemi przecienika, podbiegł jaszczur. Momentalnie oplótł ogon wokół ręki z mieczem, żeby nie mógł nim drasnąć gadzinę. A sam Gascaden w wirze furii nie zważając na nic zaczął rąbać po przeciwniku. Nie dawał mu chwili wytchnienia, to były chaotyczne ataki, które miały jedynie za cel zmasakrowanie bandyty. I tak też się stało. Po chwili z jeszcze gotowego do walki bandyty, została jedynie zakrwawiona papka, która tylko kształtem przypominała człowieka. Po minucie odetchnięcia, Gascaden zostawił truchła w spokoju, a podszedł do jednej ze skrzyń, był ciekaw co jest w środku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej