Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tajemnicze wezwanie

<< < (19/46) > >>

Adaś:
-Jeszcze pięć minut mamo-Powiedziałem do niego wychylając się z okna.-Nie boisz się że kogoś obudzisz i będą na Ciebie krzyczeć?-Rzuciłem do niego pytanie, w celu odwrócenia jego uwagi. Bo jednak miałem świadomość że Drago masz innych gości w głębokim poważaniu. Ale chciałem zrealizować swój plan, który nagle przyszedł mi do głowy, a może mi się przyśnił?
Powoli podszedłem do drzwi, tak aby nie budzić podejrzeń wampira i wziąłem misę z wodą którą się wczoraj myłem. Następnie ostrożnie podszedłem z nią do okna i chlusnąłem przez nie na nic nie spodziewającego Draga. Licząc w głębi duszy że w niego trafię.

//:Uprzejmie wnoszę wniosek, aby los zdecydował czy zostaniesz oblany! Chce abyśmy na Shoutbox wybrali niezależną osobę która użyje kostki. Gdzie w przypadku parzystej liczby Ci się upiecze, a nieparzystej zostaniesz oblany.

Zaidaan:
//: A więc zobaczmy co się stanie.
I woda poleciała..
Rolled 1d2 : 2, total 2

Dragosani:
Drago słyszał chlupotanie wody zanim Adamus w ogóle podszedł do okna. Ekstremalnie wyczulone zmyły bywały przydatne. Coś mu to się nie bardzo podobało, więc był czujny. Zobaczył jak Adaś wygląda przez okno i chluszcze woda z misy. Szeroki łuk wody wylał się z naczynia. Krople lśniły w bladym świetle wstającego dnia. Wampir był gotowy na reakcje. Cofnął się szybko kilka kroków w tył. Strumień wody chlusnął na ziemię, w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stał wampir.
- Coś ci się rozlało - błyskotliwie zauważył Antares. - Ale pospiesz się! Driady czekają! - zachęcił Adamusa.

Adaś:
-I poszedł w pizdu...-Zacytowałem klasyka pod nosem. Trochę żałowałem że nie udało mi się go trafić, ale cóż poradzić taki los. Więc postanowiłem na ten moment już nic nie kombinować. Szybko się ubrałem, poprzypinałem pochwy od broni, pozapinałem pasy i opuściłem pokój. Szybko zszedłem na dół, wyszedłem na plac i spojrzałem na błoto, które się utworzyło po moim wybryku. Spojrzałem na nie jakby nigdy nic i rzuciłem do stojącego w okolicy jeszcze wampira:
-To co idziemy po konie?

Dragosani:
- To idziemy po konie - potwierdził wampir. No i poszli po konie. Zabrali je ze stajni. Drago wskazał na jakąś paczkę. Takie zawiniątko. Niewielkie w sumie. - Załatwiłem ci śniadanie, cobyś mógł się posilić w drodze - powiedział. Tak dbał o towarzyszy. Chociaż zapewne bardziej zależało mu na czasie. Sam zapewne się posilił wcześniej krwią. Więcej nie potrzebował. Wyprowadził swojego konia ze stajni.
- No ale komu w drogę, temu banan. Jedziemy! - zapowiedział i skierował się w stronę bramy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej