Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Dragosani:
- Aha - odpowiedział Dragosani, który nie miał pojęcia jakie niesamowite przygody spotkały Adamusa. No bo i skąd? Skończył pic piwo, tak w samotności, jak odpowiedzialna osoba i teraz siedział sobie po prostu w karczmie, obserwując jej gości. Nie żeby miał jakieś plany. Ot, nie chciało mu się ruszać z miejsca. No ale ruszyć w końcu by się musiał, wszak z samego rana mieli wyjechać. - Nie będę pytał jak było, chociaż wierzę, że opowieść byłaby zacna - powiedział. Przeciągnął się i wstał.
- Dobra, nie wiem jak ty, ale ja idę zobaczyć jakie mi lokum przygotowali - powiedział. - A potem, nie wiem, zobaczę. Jakbyśmy się nie widzieli już dzisiaj, to masz być jutro przed świtem przy stajni. Jeżeli zaśpisz, to obleję cie wiadrem zimnej wody, więc liczę na to. - Uśmiechnął się wstrętnie i sobie wyszedł.
// Jeśli chcesz możesz opisać swój pokój.
Adaś:
-Pamiętaj będę spał nago!- Rzuciłem do odchodzącego Draga, co prawda brzmiało to dwuznacznie. Ale trzeba było na wszelki wypadek się zabezpieczyć. Bo jakbym faktycznie zaspał i Drago rzeczywiście chciałby wcielić w życie manewr "wiadro", to wątpię aby miał ochotę oglądać wkurwionego gołego gościa, który na pewno chciałby dać mu po mordzie.
Kiedy wyszedł stwierdziłem, że nie ma co dłużej siedzieć. Przed wyjściem tylko sprawdziłem czy w dzbanie coś zostało i ostatnie resztki dopiłem. W końcu grzechem by było wylać. Wstałem i ruszyłem na przygotowaną kwaterę.
Pokój był, jak to karczemny pokój nic wiele się nie wyróżniał od standardów przyjętych na Valfden. Standardowy kwadrat, z oknem wyglądającym na główny plac zajazdu. Było łóżko, z nawet dobrze wypchanym siennikiem i poduszką, jakiś wieszak na ścianie z czystą szmatą pewnie służąca za ręcznik. Naprzeciw łóżka stała szafa,zydelek i niewielki kwadratowy stół. W rogu natomiast zaraz za drzwiami stała misa z wodą.
Szybko się porozbierałem i zostając w samych bawełnianych spodniach ruszyłem do miski z wodą. Trochę się obmyłem z kurzu gościńca i siadłem na łóżku. Który głośnym dźwiękiem zaskrzypiało, na znak że odczuwa moją wagę. Już miałem się kłaść, ale postanowiłem że przezornie przygotuje się na wszelkie ewentualności. W końcu życie nauczyło ostrożności. Tak więc nabiłem jeden pistolet i ułożyłem go pod wypchaną poduszką, tak aby mieć go pod ręką. Resztę broni też tak ułożyłem aby mieć blisko siebie, miecz i szable oparłem o krawędź łóżka. Natomiast drugi pistolet położyłem na zbroi, która leżała rozłożona na stole.
Tak przygotowany położyłem się spać.
Dragosani:
Tak przygotowany położył się spać.
I spał. Przez całą noc, twardo i głęboko. Miał zapewne jakieś sny, coś tam kotłowało się pod jego rozczochraną czupryną. Jakieś narkotyczne i senne wizje, pomieszane myśli i wspomnienia z ostatnich dni, które próbowały znaleźć swoje miejsce w pamięci Adamusa. Zapewne były one inspiracja do niesamowitych idei. Szkoda tylko, że porażającą większość z nich Adamusa zapomniał, gdy se przebudził.
Za oknem było ciemno, lecz ciemność ta zdawała się być lekko przerzedzona blaskiem światła na wschodzie. Tak przynajmniej wydawało się Adamusowi, rozbudzonemu i porażonemu powrotem do realnego świata. Jego umysł starał się na powrót zrozumieć w jaki sposób może istnieć we wszechświecie, który nie jest jego własną imaginacją. Usilnie zapominał wszystkie te wspaniałe myśli i senne rozważania, których znaczenie mogłoby zmienić świat.
*stuk* Coś uderzyło o okno.
*stuk* Znowu. Był to chyba jakiś nieduży kamyk. Taki, że uderzyć w okno uderzy, lecz szyby nie wybije.
*stuk* I znów. Ktoś wyraźnie starał się zwrócić uwagę Adamusa.
Adaś:
Gdy tylko się przebudziłem, od razu czułem się jakoś dziwnie i nie był to drugi atak grochówki. Coś mi w nocy nie dawało spokoju, tylko nie byłem sobie w stanie przypomnieć niczego przypomnieć. Ani co mi się śniło, bądź jakie miałem wizje. Rozważania moje przerwało stuknięcie w szybę. Odruchowo złapałem za pistolet i rozjarzałem się po pokoju. Drugi raz coś stukało, więc powoli wstałem i ruszyłem ku oknie. Nim do niego dotarłem stuknęło trzeci raz, a to znaczyło że prawdopodobnie nadchodzi mój książę, na białym koniu ktoś coś ode mnie chce. Więc gdy zbliżyłem się do okna, uchyliłem je i starając się zbytnio nie wychylać, spojrzałem co to za żartowniś rzuca mi w szybkę.
Dragosani:
Kolejny mały kamyczek musnął twarz Adamusa. Pod oknem stała jakaś ciemna postać. Słońce jeszcze nie wstało, więc ciężko było poznać kto to. Ale to długo nie pozostało tajemnicą.
- Wstawaj! - Adamus usłyszał głos Dragosaniego, który chyba nie bardzo dbał, czy pobudzi też resztę gości zajadu. - Wstawaj szkoda dnia! - Drago był nieprzyzwoicie radosny jak na tak paskudnie wczesną godzinę. Chociaż zapewne to się zmieni gdy tylko wstanie słońce.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej