Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Adaś:
-Uch...-Skomentowałem sam do siebie zapach który do mnie dotarł, to oznaczało że mój nowy kolega jednak nie wytrzymał. W sumie nie dziwię się mu, gdybym nie był przy drzwiach wychodka, to kto wie czy bym doleciał. A tak to przynajmniej chociaż ja nie miałem pełnych gaci. Grzecznie się podtarłem, ubrałem i wyszedłem przed drzwi lustrując "przedpole". Na ziemi faktycznie leżał jakiś gość, troszku poskręcany i bił od niego nie ludzki fetor. Chwyciłem się pod boki i stojąc nad tym gościem dumnie powiedziałem, przybierając szczery, lecz lekko ironiczny uśmiech:
-Ach, nawet nie wie Pan jaka to ulga zrzucić z siebie taki ciężar.
Dragosani:
- Yyych... - odpowiedział mu powalony mężczyzna. Nie prezentował sobą najlepszego widoku. Właściwie to wyglądał koszmarnie. Jego zapach też nie był najlepszy. Kpiny Adamusa też nie najlepiej wpływały na jego samopoczucie. - Ty chuu... - mruczał coś pod nosem. Adamus mógł sie pastwić nad zdominowanym przeciwnikiem, pokazać mu kto tu tak naprawdę rządzi i oznaczyć swoje toaletowe terytorium. Ale...
- Coś ty zrobił Jętkowi?! - usłyszał za sobą wściekły głos. Zbliżała się do niego trójka mężczyzn. W dość bojowych nastrojach i bandyckich facjatach. Zdawali się być trochę podpici i ewidentnie świerzbiło ich, aby komuś w ryja dać.
// Daje staty, ale nie musi dość do walki :)
3 x Karczemny zbir
Adaś:
-Dzień, dobry wieczór Panom.-Powiedziałem do zbirów, kłaniając się lekko. Zrobiłem to nie ze względu na szacunek, którego bynajmniej mi brakowało dla podobnych pajaców, a z potrzeby zagrania na zwłokę. Gdyż na szybko musiałem obmyślić plan działania. W takich momentach żałowałem, że nie mam przy sobie ukrytego ostrza, które całe lata temu zdarzyło mi się używać. A tu kicha ostrza nie miałem, planu też nie. Bo nie miałem czasu go obmyślić, więc postanowiłem ciut zaimprowizować.
-Co zrobiłem Jętkowi? Absolutnie nic, wasz serdeczny kolega posrał się w gacie jak małe dziecko. Choć powiem Panom, że się mu nie dziwię, bo po tej grochówce to mało nie skończyłem tak jak on. Nie powiem dobra była, ale żona Karczmarza musiała coś spieprzyć przy gotowaniu.
Gdy to mówiłem, delikatnie zbliżyłem ręce do kolb obu pistoletów i zacząłem je delikatnie muskać. Dając wyraźnie do zrozumienia zbirom, że nie zawaham się ich użyć. W końcu nic nie działa skuteczniej niż świadomość, że w każdej chwili mogę wypalić i dwóch położyć co najmniej rannymi, jak nie martwymi. A że widać było wyraźnie po nich, że szukają zwady to trzeba było im przemówić do rozsądku, nim zapaskudzimy obejście posoką.
-Także ja nie czuję się winny stanowi waszego kolegi. Nie wytrzymał w kolejce i się posrał, cóż życie. A wam Panowie radzę dać mi święty spokój, jak i zabraniam wam szukać pomsty na żonie karczmarza. Jeśli któryś z was poczyna się ginąć za tego obsrańca, proszę bardzo. Ale wiedzcie że nim do mnie doskoczycie dwóch będzie leżeć, a trzeci to będzie tylko formalność. Więc radzę wam odstąpcie.
Ostatnie zdania wypowiadałem tonem, który wyraźnie dawał sygnał że nie żartuje.
//:Draguś pamiętaj że mam perswazje.
Dragosani:
- Co kurwa? - odpowiedział jeden ze zbirów. Chyba nieczęsto ktoś mówił do nich takim potokiem słów i musieli to najpierw przetrawić. Proces przetwarzania słów Adamusa przerwał Jętek.
- Hrr... - wyraził swoją opinię. Spróbował wstać. - No kurwa, pomóżcie mi kurwa - warknął do swoich towarzyszy. Dwójka z nich natychmiast doskoczyła do Jętka i pomogła mu wstać. Ostrożnie, coby się nie ubabrać. Zbir prowadzący konwersację z Adamusem zerknął na jego pistolety. Coś mu tam pod kudłata czupryną zaczęło działać.
- Musimy znaleźć Jętkowi spodnie, więc tym razem ci się upiekło! - Pogroził Adasiowi palcem. - Ale następnym razem jak się spotkamy, to będzie wpierdol! - Coś tam jeszcze burknął i odszedł wraz z prowadzącymi Jętka kompanami. Udali się na poszukiwanie czystych spodni.
Adaś:
Całe szczęście że udało mi się przemówić zbirom do rozumu. Co prawda nie brałem pod uwagę szansy na przyszłe spotkanie, ale twarze sobie zapamiętałem. Tak w razie czego, jakby nasze losy znów się zeszły. Kiedy odchodzili, naszło mnie pewne przemyślenie. A dokładnie pomysł na tytuł ballady, "O Obsranym Jętku i poszukiwaczach zaginionych spodni". Tylko że kto chciałby pisać o takich pajacach? Choć tytuł do jakiejś satyry, albo innej komedii by pasował.
Ostatecznie machnąłem ręką i wróciłem do karczmy, aby usiąść z powrotem naprzeciw Draga. Kiedy tylko usiadłem odetchnąłem głęboko i powiedziałem do niego:
-Nie jedz grochówki, szkoda zdrowia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej