Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Adaś:
-Nie spadnę.-Krótko odpowiedziałem Dragowi na jego uwagę. W międzyczasie minęliśmy pierwszy z zajazdów, co prawda hałas dobiegający stamtąd sugerował że jest tam niezła zabawa. Tyle że jakoś mnie to nie obeszło, miałem w końcu bukłak z bimbrem. Co prawda Drago nie mógł zastąpić cycatej kelnerki, ale że tak to ujmę jechaliśmy z misją, więc nie wypadało rozmyślać o niewieścich wdziękach. No a przynajmniej nie wypadało ulegać pokusą.
Kiedy wjechaliśmy w las, Drago coś zaczął bredzić pod nosem i nagle pojawiło się nie wielkie światło. Postanowiłem przedstawić pewne spostrzeżenia.
-Na jakiś czas wystarczy, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Nie mówię ułatwi nam, a w szczególności mi podróż. No ale wszelkie tałatajstwo co się błąka po okolicy ma nas teraz jak na dłoni. Z krzaków będą mieli piękny widok na nas.
Dragosani:
- Zwierzęta to raczej będą uciekały od źródła światła w nocy - odparł Dragosani. - Przynajmniej te niewściekłe. Bandytów też nie ma co cię obawiać. Nie żeby ich nie było, bo po wojnie się zaroiło od takich szumowin, no ale raczej nie stanowią wielkiego zagrożenia dla naszej dwójki. - Drago był chyba dość pewny siebie w tym zakresie. Albo zwyczajnie nie chciało mu się rozpraszać zaklęcia, kto wie. Jechali tak chwilę, gdy nagle obaj dostrzegli małe punkciki świateł, jakby światło latarni. Błyskały gdzieś zza drzew, po ich lewej stronie. Adamus poczuł nagłą potrzebę sprawdzenia co to jest.
Adaś:
-Tak wiem, strzała z krzaków to nie jest zagrożenie.-Odparłem ironicznie na odpowiedź Draga, dotyczące moich spostrzeżeń. Najwyraźniej czuł się pewny swego, albo miał wszystko gdzieś. A ja nie miałem zamiaru się w to zagłębiać. Tylko trzeźwo zwolniłem ciut konia, aby Drago wyjechał na przód.
Lecz na długo to się nie zdało, bo nagle w oczy rzuciły mi się niewielkie punkciki świetlne. Normalnie bym to olał, starając się tylko wyczulić zmysły na ewentualny atak. Ale nie wiedzieć czemu poczułem nagłą potrzebę sprawdzenia tego, tak jakby jakaś obca siła pchała mnie w tamtą stronę.
-Czekaj, coś widzę!-Powiedziałem do wampira i zsiadłem z konia.-Sprawdzę to!-Wyciągnąłem jeden z pistoletów i dzielnie ruszyłem w kierunku światełek.
Dragosani:
Drago też spojrzał w bok, tam gdzie patrzył Adamus. Wzruszył ramionami. Tak bardziej do siebie niż w jakimś konkretnym kierunku.
- No dobra... - mruknął. Podprowadził konia do drzew i zsiadł z niego. Polecił mu zostać. Wierzchowiec oczywiście nie zrozumiał, lecz był na tyle dobrze wytresowany, że wiedział co robić. Zaczął sobie skubać przydrożną trawę. Wampir zaś ruszył za Adamusem. Również wyciągnął swój pistolet. Był też gotów do ściągnięcia rękawicy z demonicznej ręki, coby móc ciskać piorunami bez niszczenia odzienia. Załadował broń i wszedł w las. Przeszli tak kilkadziesiąt metrów i wyszli na małą polankę. Unosiły się nad nią światła. Konkretnie trzy świetlne kulki. Błędne ogniki. Gdy spostrzegły przybyszów, dwa z nich zniknęły, kryjąc się pod osłoną niewidzialności. Ten, który pozostał wystrzelił błyskawice w kierunku Adamusa. Lub raczej pod jego stopy. Piorun uderzył o ziemię, wypalając trochę trawy. ÂŚwietlik zaś pomknął ku Adamusowi, zapewne próbując zaatakować go bardziej bezpośrednio. Dragosani wpatrywał się gdzieś w przestrzeń, jakby śledził wzrokiem coś niewidocznego.
3 x błędny ognik
// Jest noc, ale nie działa na ciebie kara z nią związana z racji mojego zaklęcia. Obszar w promieniu 15 metrów ode mnie jest oświetlony.
Adaś:
Powoli szedłem w las w kierunku dziwnego światła, niczym ćma lecąca do blasku świecy. Na małej polance dostrzegłem trzy dziwne kule światła. Dwie nagle znikłe, a trzecia wystrzeliła ku moim nogom piorunem. Odruchowo odskoczyłem od miejsca gdzie piorun uderzył i na krótką chwilę spojrzałem w niewielką dziurę, którą piorun zostawił.
Kiedy spojrzałem w kierunku ognika, ten już leciał w moim kierunku. Odruchowo wymierzyłem z pistoletu i strzeliłem w to coś. Równocześnie wykrzykując pytanie do Draga:
-Jak z tym kurwa walczyć?!
Pozostało mi:
11 żelaznych kul
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej