Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Dragosani:
- Tak myślałem, że trafiłeś do Torgonu - skomentował wampir. - Chociaż z naszych doniesień to za czasów Meaneba krasnoludy się tak ufortyfikowały, że bez kija nie podłaź i nie ma chuja we wsi - powiedział to co wiedział (lu raczej to co chciał pokazać, że wie), używając tego porównania dość niskich lotów.
Jechali teraz na północ, tak mniej więcej wzdłuż rzeki. Sama rzeka przepływały czasem jasno oświetlone barki, czasem mijali podróżnych wędrujących traktem lądowym. Nikt oczywiście nie miał pojęcia kim jest dwójka wędrownych towarzyszy. No bo i skąd? Gdzieś tam w oddali przed nimi widać było błyski światła, sugerujące zabudowania. Jakby zbliżali się do jednego z tych osławionych zajazdów, o których mówił Drago. Minęła właśnie północ.
Adaś:
-Tu masz rację że Krasnoludy siedziały bezpieczne w swoich miastach. Ale zapominasz że są tam jeszcze ludzkie miasta i osady, a one nie są wykute w skałach.
Gdy tak jechaliśmy najbardziej zdziwiła mnie jedna rzecz. Co się wydarzyło na Valfden że ludzie nawet w kompletnych ciemnościach zaczęli podróżować. Barki nie były zaskakujące, ale ludzie na trakcie? To dawało do myślenia dokąd i po co idą w środku nocy?
Dragosani:
Adamus jeszcze nie wiedział, że to pytanie pozostanie dla niego bez odpowiedzi już na zawsze. Do swojej śmierci miał nie poznać tajemnicy, która skłoniła podróżnych do wyruszenia nocą na trakt. A rozmowa o jego przygodach tez jakoś powoli wygasała, gdy towarzysze zbliżali się do pierwszego zajazdu na swej drodze. Była to spora gospoda otoczona palisadą. Jej teren przylegał do rzeki i miał coś w rodzaju małej przystani dla rzecznych podróżnych chcących zatrzymać się tutaj. Noc zaś była już w pełni.
- Możemy się zatrzymać - powiedział Drago. - Zapewne ledwo co na koniu siedzisz. A ja tam mogę podróżować nawet za dnia, przywykłem do tego.
Adaś:
-Wszystko zależy teraz od Ciebie Panie przewodniku.-Odpowiedziałem wampirowi, w końcu to on decydował o trasie naszej podróży. A ja prosty człek, sługa korony cóż mogłem począć? No co prawda mogłem niczym bohater bajki cały czas pytać, czy "daleko jeszcze?". Ale że tak to ujmę, potrafię się dostosować do decyzji innych, jak tylko nie wchodzą mi w paradę i nie kolidują z moimi planami.
-Jeśli Tobie bardziej odpowiada nocna jazda, to do rana spokojnie możemy jechać. O mnie nie musisz się martwić dam radę, więcej czasu się już w siodle spędzało.
Dragosani:
- Jak chcesz. - Drago wzruszył ramionami. - Ale nie będę cie łapał, jak nagle z siodła spadniesz - uprzedził. I minęli zajazd nie zatrzymując się. Przez palisadę słyszeli jakieś głosy i śpiewy, jakby trwała tam jakaś grubsza zabawa. Przejechali obok i zostawili zabudowania za sobą. Wjechali w las i otoczyły ich jeszcze większe ciemności. Drago jako, że zdał o towarzyszy i obywateli królestwa, uniósł jedną dłoń. Zaczerpnął mocy magicznej z odłamka Krwawego Kryształu, który nosił ze sobą prawie zawsze.
- Elisash - mruknął. Rozbłysło światło. Nad głową wampira pojawiła się jasna kula, która oświetlała pobliski teren. - Na jakiś czas powinno wystarczyć - powiedział. Wjeżdżali coraz głębiej w las. I też było coraz mniej podróżnych. W zasadzie prócz nich nie było widać nikogo. Po krzakach słychać było czmychające małe zwierzątka. Gdzieś tam w oddali zawył wilk.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej