Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tajemnicze wezwanie

<< < (12/46) > >>

Dragosani:
Adamus zwinnie odskoczył, wycelował i pociągnął za spust... i usłyszał jedynie cichy trzask. Nic się nie stało, broń nie wystrzeliła, gdyż Adaś zwyczajnie jej nie załadował. Ognik dalej leciał w jego kierunku. Uniemożliwił mu to Dragosani, który miał załadowaną broń. Wystrzelił. ÂŻelazna kula trafiła w ognika, niszcząc go. Coś tam lekko zaiskrzyło, ognik zgasł a na ziemię pod nim pacnęła kupka jakiejś srebrzystego czegoś.
- ÂŻelazem, srebrem albo magią - odpowiedział Adamusowi. Po tym musiał natychmiast odskoczyć, gdyż niewidzialność zrzucił drugi ognik, który cisnął w niego błyskawicą. Szczęśliwie dla wampira, zdołał on uniknąć uderzenia. Widoczny ognik zaczął krążyć wokół dwójki towarzyszy, pewnie knując atak. Ten niewidzialny gdzieś się czaił. Dragosani schował broń do kabury, po czym zdjął rękawicę z lewej ręki. Szczerze to nie pamiętał, czy Adamus wie o jego... odmiennym stanie. Chociaż chyba coś tam wiedział. W tej chwili to była lepsza opcja, niż próby strzelania do ogników.

// Nie mogłem znaleźć wzmianki, że ładujesz broń :P
Pozostały:
43 żelazne kule

2 x Błędny ognik

Adaś:
-Ups..-Powiedziałem gdy mój pistolet nie wystrzelił, jak na tyle lat doświadczenia to nieźle mi się noga powinęła. Całe szczęście że Drago wystrzelił i trafił ognika. Nagle pojawił się drugi, którego atak wampir zdołał uniknąć.
Widząc całe zajście i chwilę od kiedy ognik zaczął krążyć w okół nas, szybko przyskoczyłem do Draga i stanąłem do niego plecami. W końcu lepiej mieć zawsze dodatkowe oczy z tyłu głowy. A mając je i obserwując co najmniej jednego przeciwnika, można wykorzystać chwilę i nabić pistolet. Tak więc zrobiłem,wsypałem proch, przybiłem, wrzuciłem żelazną kule i ponownie przybiłem.
Kiedy już nabiłem pistolet, chwyciłem go lewą ręką a w prawą dobyłem szable.
-Czarna ruda też na nie działa?-Zapytałem wampira, lecz nie czekałem na odpowiedź. Tylko wyciągnąłem lewą rękę przed siebie bacznie obserwując przeciwnika. Jego dwa kółka w okół nas wystarczyły mi aby ocenić jego szybkość. Przy trzecim, kiedy pojawił się na mojej wysokości, wystrzeliłem starając się wziąć poprawkę na jego szybkość poruszania się.
Pozostało mi:
11 kul żelaznych
//:Nie będę się kłócił bo słowo MG ponoć rzecz święta. Ale w teorii mogłem mieć cały czas nabity pistolet. No ale szkoda się kłócić, więc zdaje się na twoją wolę.
//:A i w przypadku takich przeciwników, to wolę żebyś Ty decydował czy są uśmierceni czy nie. Bo nie chce za bardzo folgować, żebyś nie użył magicznych słów "Cofam akcje, nie uwzględniłeś ruchu przeciwnika".  :)

Dragosani:
Kula przeszyła eteryczne ciało ognika, niszcząc je. Podobnie jak poprzednio. pojawiło się kilka iskier i jakaś maź pacnęła na trawę.
- Nie - odpowiedział Dragosani. - To małe byty zrodzone z bagiennych gazów i magii. Większość ataków nie zadziała - wytłumaczył, nie wdając się w szczegóły. Trzeci ognik gdzieś tam się czaił, zapewne szykując się do niespodziewanego ataku. Z tym, że dla bestii nie mógł być niespodziewany, gdyż Drago cały cas był w stanie dostrzec niewidzialnego przeciwnika. W chwilę po tym, gdy Adamus zniszczył "swojego", wampir uniósł demoniczną dłoń i wyzwolił z niej wiązkę piorunów. Pomknęły one w, z pozoru, pusta przestrzeń. Natrafiły jednak na ukrytego ognika, całkowicie go niszcząc. Drago rozejrzał się.
- No i wsio - stwierdził. - To były błędne ogniki, jeżeli jeszcze takich nie spotkałeś. Małe, wredne, ale dość słabe - wytłumaczył, otrzepując dłonie z nieistniejącego pyłu. Sprawdził, czy pistolet dobrze leży w kaburze, po czym założył ściągniętą wcześniej rękawicę.

Adaś:
Całe szczęście że Drago zabił ostatniego ognika, bo kto wie czy zdążyłbym załadować pistolet ponownie. A skoro czarna ruda na nie zbytnio nie działała, to bym dopiero miał wesoło. W każdym bądź razie, kolejny raz udało się przeżyć.
-Jak długo żyje, tak nigdy nie zdarzyło mi się z nimi walczyć.-Schowałem szable i pistolet. -Chodźmy lepiej do koni, nic tu po nas. Chyba że chcesz coś z nich zbierać?

Dragosani:
Drago spojrzał na miejsca, w których ogniki zostały zniszczone. Bo ciężko mówić o zabiciu takiego bytu, o którym nie wiadomo nawet czy tak naprawdę "żyje".
- E tam - stwierdził. - Na nic mi się to nie przyda. A i tak nie mam wolnych fiolek - powiedział. - Wracajmy. - No i ruszyli do koni. Znaleźli je, wierne wierzchowce nie oddaliły się. Skubały sobie trawę i nawoziły przydrożne rośliny. Drago wsiadł na swojego konia.
- Miałeś kiedyś szansę walczyć z jakimiś duchami? - zapytał, tak po części odnosząc się do walki z ognikami. - Albo demonami? -

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej