Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tajemnicze wezwanie

<< < (9/46) > >>

Adaś:
Grzecznie słuchałem opowieści Dragosaniego i próbowałem sobie wyobrazić co się jakiś czas temu działo w okolicy. W pierwszej chwili moje wyobraźnia popłynęła w kierunku innego wymiaru, zwanego TINRILETEM!. W którym zdarzyło mi się brać udział w podobnej walnej bitwie. Lecz i tak ciężko przychodziło mi wyobrażenie sobie walki z armią demonów. Z pewnej przygody  w górach pamiętałem że jeden demon to był już ogromny problem. A co dopiero cała armia! Nasi chłopcy musieli dostać ładne baty wtedy, nim jak to Drago ujął "sprowadził ostateczne rozwiązanie".
-Powiem Ci że naprawdę dużo się tu wydarzyło pod moją nieobecność. Trochę żałuje że mnie tu nie było, ale swoje też zwojowałem. Ciekawi mnie tylko jedno, skąd pomysł na nazwijmy to, wspomożenie się boską mocą? Kto na to wpadł jeśli to nie tajemnica?

Dragosani:
- To był efekt badań, zbierania starych podań i takich tam - odpowiedział Drago. - Pracował nad tym Isentor, zanim mu się zginęło. My tylko doprowadziliśmy to do końca - wyjaśnił. I po tych słowach wjechali na most. Przed nim i na nim było kilka osób. Ot, podróżni, którzy zatrzymali się akurat tutaj, jakiś oddział rycerzy, kilku strażników. Wzdłuż mostu płonęły pochodnie, więc było tutaj całkiem jasno. No a jako, że most ów był dość ważnym elementem komunikacji, to i też w okolicy zgromadziło się kilku co bardziej przedsiębiorczych handlarzy. Sprzedawali przekąski i jakieś drobiazgi.
- A ty miałeś jakieś ciekawe przygody? - zapytał wampir.

Adaś:
-Mhm, trochę przez te parę lat się wydarzyło.-Odparłem, zastanawiając się nad tym co może być najbardziej ciekawe dla Dragosaniego. W końcu dla niektórych różne potyczki są interesujące, a dla innych podboje w burdelach.
-Na pewno Ciekawe jest to że na kontynent trafiłem zupełnie przypadkiem. Jak Ci wspomniałem w karczmie płynąłem na Doral i podczas sztormu mój statek niefortunnie zatonął. Taki niewielki wicherek, przeładowanie i tępota kapitana się na to przyczyniło.-Mówiąc to stwierdziłem, że przy opowieści wystarczy się napić. Tak więc odwiązałem bukłak i pociągnąłem łyka. Następnie wyciągnąłem rękę z nim w kierunku Draga robiąc pytającą minę.
-Po zatonięciu statku dotarłem na Ilusmir, ładna kraina ale ludzie jacyś tacy sztywni. Tam długo nie zabawiłem, bo szybko zaciągnąłem się do ochrony karawany handlowej. Trochu z nimi podróżowałem, choć powiem Ci że bandyci i inni maruderzy to był pikuś. Najgorszy to byli celnicy. Te chuje dawały się tak we znaki, te skurwysyny dawały tak popalić że po jednej kontroli człowiek po stokroć wolał iść się bić z byle hołotą niż przechodzić jedną kontrolę.-Zrobiłem krótką przerwę, spojrzałem na towarzysza czy aby nazbyt go nie nudzę. Co prawda nie wyglądał na znudzonego, ale mógł udawać uprzejmego i cierpliwie słuchać. Więc postanowiłem zadać mu pytanie.
-Choć Ciebie pewnie bardziej interesuje, jak to się stało że Valfdeński Szlachcic, przysięgający wierność koronie trafił do obcej armii? Czy się mylę?

Dragosani:
Podczas opowieści Adamusa Drago wykazywał coś, co można by nazwać obojętnym zainteresowaniem. Ot, słuchał, bo co innego mieli do roboty w czasie podróży? Gdy Adamus mówił zjechali z mostu i skręcił na trakt kierujący się na północ. Po ich prawej stronie płynęła szeroka rzeka. Z lewej były pola, łąki i lasy. Oczywiście pogrążone w ciemności nocy.
- Pewnie był to szereg nieporozumień i nieszczęśliwych wypadków, bo przecież honor nie pozwoliłby ci zdradzić korony - powiedział żartobliwie, biorąc od towarzyszą bukłak z alkoholem. Pociągnął łyk, starając się smakiem wyłowić ten tajemniczy składnik. Oddał bukłak Adamusowi.

Adaś:
-Ha żebyś wiedział że to była nieszczęśliwa wpadka!-Odpowiedziałem odbierając bukłak, już chciałem go odwiesić ale zawartość jednak mnie przekonała, aby jeszcze raz spróbować jej smaku.
-Po rozstaniu się z karawaną szukałem zajęcia z powrotem w Ilusmirze, w takim przygranicznym mieście na granicy z Torgonem i Ketofą. Tam trafiłem na miejscową..mhm oni się kazali nazywać Tongami. No ogólnie taki półświatek przestępczy. Dobrze płacili, to się chwyciłem prac dla nich. Głównie jakieś pierdoły ochrony transakcji, obstawa domów i ściganie dłużników. Można powiedzieć że coś takiego co u nas robili Samotni ÂŁowcy, to znaczy Krwawe Kruki.-Mówiąc to w międzyczasie odwiesiłem bukłak na swoje miejsce.-Aż w końcu trafiła się samobójcza misja dobrze płatne zlecenie. Mieliśmy udać się na południe dzień drogi od granicy, do pewnego folwarku i przywieźć stamtąd pewien artefakt co go sobie tamtejszy mieszkaniec przywłaszczył. Oczywiście szereg nieporozumień i nieszczęśliwych wypadków sprawił, że akurat nie opodal stacjonował Torgoński pułk kawalerii, a jej dowódca był w gościach w folwarku. Nie będę Ci opisywał co dokładnie się wydarzyło, ale stało się tak że złapali mnie i dwóch innych. Z racji że na nich wisiały wcześniejsze wyroki skończyli na stryczku. Ze mną nie wiedzieli co mieli zrobić, a stwierdzili że karę muszę ponieść. Ostatecznie stwierdzili że najlepiej odpokutuje w Karnej Kompanii Górskiej. Odsłużyłem swoje i postanowiłem że trzeba wracać do swojego królestwa.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej