Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tajemnicze wezwanie

<< < (8/46) > >>

Dragosani:
Drago odmówił.
- Wolę jak się najpierw trochę przekrwi - powiedział tajemniczo i bardzo niepokojąco. I żartobliwie. Chyba. Może po prostu nie miał chwilowo ochoty na picie? Któż to może wiedzieć? Oddalali się od miasta i zaczynała otaczać ich ciemność. Dla wampira nie była to przeszkoda. Dla Adamusa już trochę jednak była. Szczęśliwie jego koń sprytnie omijał wszelkie elementy otoczenia, które mogły uczynić podróż jego jeźdźca nieprzyjemną. No i tak sobie jechali.
- Masz jakieś zapasy na drogę? - zapytał nagle wampir. Sam oczywiście zapasy miał. No ale raczej one były średnio użyteczne dla człowieka.

Adaś:
-Przekrwi?-Spojrzałem pytająco, ale znając naturę Dragosaniego nie liczyłem na odpowiedź.-E tam, człowiek nie wie z czego tyje!-Powiedziałem bardziej do siebie i pociągnąłem solidnego łyka, bimber był dobry choć pijało się lepsze. Ale jak to mawiają nie ważne co, byleby sponiewierało.
Przywiązałem bukłak do siodła i tak powoli sobie jechaliśmy, kiedy Drago przerwał otaczająca nas cisze i zadał pytanie.
-Szczerze? Ten bukłak to mój jedyny zapasa. Co do jedzenia liczę na to że na trasie są jakieś gospody.- Zrobiłem krótką przerwę i dodałem.-W razie czego masz wyczulone zmysły, ja pistolet to coś tam upolujemy.

Dragosani:
- Kurde, zorientowałeś się - burknął Drago. - A miałem nadzieję, że będziesz się teraz zamartwiał. W drodze na północ, przy rzece, jest sporo zajazdów. Albo nie wiem... zapływów? Bo tam często zatrzymują się transporty rzeczne - wyjaśnił. I tak sobie jechali. Zapewne mimowolnie zmierzając do najbliższego zapływu. Zbliżali się do mostu na zachód od Efehidon. Mostu o który nie tak dawno temu rozegrała się wielka bitwa. Jej nieliczne ślady były jeszcze gdzieniegdzie widocznie, zarośnięte przez trawę i krzewy. Gdzieś jakieś resztki zbroi, kości z pominiętego ciała, rdzewiejący miecz. Niemi świadkowie bitwy Przeważająca większość została już jednak uprzątnięta.
- Słyszałeś o bitwie, która się tutaj ostatnio rozegrała? - zapytał Adamusa, skoro już była okazja.

Adaś:
Na słowa Draga o bitwie rozejrzałem się w okół. Za wiele niestety nie widziałem z powodu ciemności, ale pewne doświadczenia mówiły że faktycznie odbyła się tu bitwa. Niewielkie kontury wyrastających tu i ówdzie krzaków wyraźnie mówiły, że nie dawno dopiero zaczęły rosnąć. A dzikie krzewy w polu rosną jedynie z dwóch powodów. Kiedy pole nie jest uprawiane, czyli jak nikt o nie nie dba. Bądź jeśli przeszło tym polem wojsko.
Pole uprawne wykluczał fakt że nawet w ciemnościach było widać zniekształcenia na powierzchni ziemi. Na co żaden szanujący się gospodarzy sobie by nie pozwoliło.
-Nie wiele słyszałem, Ty też coś napominałeś. Coś mówiłeś że ktoś wam wtedy pomógł, rozwinąłbyś ten wątek skoro już o tym mówimy?

Dragosani:
- Od razu mówię, że o szczegóły powinieneś dopytać się Thema. On tutaj dowodził, mnie zaś nawet nie było w tej bitwie - powiedział. - Może powinienem, jako król, dla zwiększenia morale - dodał to co go trapiło od czasu wojny. - Na swoje usprawiedliwienie mam to, że miałem inną, wcale nie mniej ważną. No ale do rzeczy! - Odchrząknął, coby lepiej opowiedzieć to co wiedział i czym chciało mu się mówić.
- Na stolicę demony ruszyły głównie z zachodu - zaczął. - A przynajmniej na zachodzie właśnie, nad Amertodonem doszło do największego starcia. Tysiące demonów, mutantów i zniewolonych przedstawicieli różnych ras przeciwko naszym obrońcom. Według relacji to była straszliwa bitwa. I w zasadzie wszystko wskazywało na przegraną. Szczególnie, że statki wroga zdołały wpłynąć w rzekę i ostrzeliwały naszych z armat. Ogólnie było przesrane, a doniesienia wskazywały także na to, iż na południu z morza wyszedł gigantyczny demon rozmiarów jakiejś katedry. Nasze siły w zasadzie kupiły bezcenny czas, za co należą im się dozgonne dzięki. Gdyby nie oni Valfden najprawdopodobniej by upadło, zanim wraz z grupką innych osób sprowadziłbym ostateczne rozwiązanie kwestii demonicznej. Jak sam wspominałeś, to była "pomoc". Można powiedzieć, że z przeszłości bogów. Więcej nie powiem, bo to tajne przez nie zrozumiesz - na chwile zamilkł. - Ostatecznie można to podsumować, że bitwa została wygrana wysiłkiem naszych wojaków, no ale też po części tej mojej grupki, co działała za liniami wroga. A żebyś widział, ile tu potem trupów demonów było! Zorganizowałem sporą akcję, coby je wszystkie spalić. Trochę to trwało i kosztowało, ale trzeba było to zrobić.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej