Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tajemnicze wezwanie

<< < (7/46) > >>

Adaś:
Słysząc słowa Draga o spóźnieniu odruchowo spojrzałem w kierunku zachodzącego słońca. Następnie spojrzałem na swój lewy nadgarstek, oraz obśliniłem prawy kciuk i wystawiłem go na działanie wiatru.
-Według moich wyliczeń, to Ty jesteś dwie minuty przed czasem!-Odpowiedziałem na zaczepkę króla, następnie otwarłem rzucony mi bukłak i przyłożyłem zawartość do nosa.
-Dziękuje że tak dbasz o przyjemności tej podróży. Dobremu bimbrowi ze śliwek się nie odmawia! Chociaż...-Jeszcze raz przyłożyłem bukłak do nosa, tym razem dłużej wystawiałem go na próbę mojego powonienia.
-Mam wrażenie że czuję tu coś jeszcze egzotycznego. ÂŚliwka to główna kompozycja, ale coś jeszcze wyczuwam. Tak jakby jakiś cytrus, czyżby pomarańcza? Nie wiesz co on dodaje do zacieru?

Dragosani:
Wampir miał oczywiście znacznie bardziej czuły węch od Adamusa. Dlatego nie musiał nawet brać od niego bukłaku. Powęszył w powietrzu, w kierunku butelki.
- Tak, pomarańcz - powiedział. Mogło zastanawiać skąd stajenni mógł mieć taki owoc, no ale na Valfden było kilka ciepłych rejonów. No albo owoce te zostały sprowadzone z Chatal. - Ale coś jeszcze tam siedzi... - Wampir zmarszczył brwi. - Nie mogę poznać... No trudno! - Wskoczył na swojego wiernego konia.
- Ruszajmy więc. Aha i wolałbym pozostać incognito w czasie tej podróży. Więc nie wygadaj się kim jestem. Ot Drago, zwykły wąpierz valfdeński.

Adaś:
-Skoro nie wiesz co tam czujesz to trudno. Ale przyznam że mnie zaintrygował ten trzeci składnik.-Krótką chwilę się zastanawiałem nad ty trzecim składnikiem, którego nie potrafiłem samodzielnie wyczuć.
-Co do incognito masz to jak w krasnoludzkim banku. I tak nie przywykłem jeszcze do tego że powinno Ci się mówić per Król. Więc nawet lepiej że nie będę musiał zmieniać na razie nawyków.

Dragosani:
- Więc nie ma problemu - powiedział wąpierz valfdeński. - Jak to by powiedział pewien dawno zmarły mędrzec - "gites majonez" - dodał jeszcze i dał znak swemu wierzchowcowi aby te ruszył. Czarny koń nie zwlekał. Drago skierował się w stronę bramy, która była otwarta, mimo iż zbliżała się noc. Dwaj towarzysze szybko minęli straż i wyruszyli w drogę. Na razie traktem bezpośrednio na zachód, potem mieli przejść przez most na rzece Amertodon, aby za nim odbić na północ.

Adaś:
Powolutku sobie jechaliśmy traktem, jedynie ciemność dawała mi się we znaki. W końcu człowiek nie ma zbyt przystosowanego wzroku do takich warunków, no ale podróżowałem z wampirem. Więc nawet jakby przyszło o ścisłość to bym mógł zamknąć oczy i dać mu się prowadzić.
Na razie zrównałem się z Dragosanim i wyciągnąłem do niego rękę z bukłakiem bimbru który przywiózł od stajennego:
-Napijesz się?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej