Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Adaś:
Z uwagą spoglądałem jak Drago kończy walkę, co prawda widziałem samą końcówkę tej sceny. No ale zawsze można było sobie popatrzeć. Już nawet chciałem skomentować złośliwie byleby tylko dogadać, ale ostatecznie sobie odpuściłem. Nie ma sensu drażnić wampira z szablą dłoni, a przynajmniej tego konkretnego.
Gdy Drago skończył walkę, zabrałem się za czyszczenie swojego miecza. Jak już trafił on do pochwy, ruszyłem po swoje porzucone pistolety. W międzyczasie powiedziałem:
-Ciekawe czy Ilara będzie zadowolona, bo kto wie co robili z tą misą czy ją jakoś zbezcześcili?-Spojrzałem na Draga, a ten już był przyssany do wampirzycy. W pierwszej chwili pomyślałem, że sobie chce podjeść, ale gdy mruknął sobie pod nosem, od razu skojarzyłem że wampiry mają te swoje moce.
-To podziel się tym co wiesz. A ja poszukam klucza do celi w międzyczasie.
Dragosani:
Drago otarł usta.
- Ta lasia żyła sobie na północy, pośród tych bandyckich zdziczałych wampirów. Jak wielu podobnych jej renegatów - zaczął. - ÂŻyła tam sobie ze swoim fagasem. W jej wspomnieniach był wyidealizowany, ale stawiam, że zrozumiałby się z Kaganem. - Wampir zaśmiał się do jakiegoś swojego żartu. - Po wojnie nasza para zakochanych uznał\a, że powędrują sobie w inne rejony wyspy. Po drodze przemienili kilka osób i tak trafili tutaj. Fagas szybko wybadał, ze w okolicy żyją driady, więc uznał za dobry pomysł zapolowanie na nie. Skoczyło się to dla niego strzałą w sercu i odcięciem łba. Lasia się zdenerwowała i poprzysięgła zemstę. Wymyśliła sobie, że jak ukradnie i zbezcześci święty artefakt driad to Ventepi się od nich odwróci, dzięki czemu będzie mogła bez przeszkód Napaść Sanktuarium i żyjący tam leśny lud. Oczywiście to idiotyzm, no ale takie jak ona nigdy nie słynęły z rozsądku. I koniec opowieści, leży teraz bez głowy. - Tymczasem Adamus znalazł klucz. Jednak był on identyczny do tego, który pokazał u wcześniej Drago. Czyli otwierał te same drzwi, były po prostu dwa takie klucze.
- A co do misy... nie wiem. Odzyskaliśmy ją, zobaczymy co Ilara powie. - Drago wzruszył ramionami.
Adaś:
Gdy Drago zakończył historię, jedyne co mi przyszło odpowiedzieć na to było krótkie:
-Trudneeee sprawyyy
Zaś w tak zwanym międzyczasie znalazłem jakiś klucz, ale łudząco podobny był do tego co miał Drago. Dla pewności nawet sprawdziłem w zamku, wyciągając tamten a wkładając ten. Niestety pasował więc powiedziałem do Draga odnośnie klucza:
-Trzeba by chyba nam jeszcze sprawdzić to jedno pomieszczenie.-Zrobiłem krótką pauzę i dodałem.-W ostateczności przestrzelimy zamek, albo wyłamiemy kraty. No zobaczy się.
Podszedłem do postumentu i wylałem krew z misy, wziąłem jakąś walającą się szmatę i trochę misę przetarłem w środku. Mocno ją chwyciłem i trzymając ją w ręku, kiwnąłem Dragowi że możemy iść.
Dragosani:
- Matka nie uczyła, żeby jedzenia nie marnować? - zbulwersował się Drago, na widok wylewanej krwi. - A właśnie teraz, głodne wampirze dzieci w biednych zakątkach świata głodują. Wstyd! - skarcił Adamusa, po czym zaśmiał się z własnego żartu.
- No to idziemy - powiedział. - W sumie słusznie, może nawet nie musimy szukać klucza.
Adaś:
-Z krwi to jedynie kaszanka, a ze słodkości to tylko śledzie.-Odparłem Dragowi na jego uwagę o marnowaniu jedzenia, w końcu co to było za jedzenie? Więc mu to powiedziałem to powiedziałem z szyderczym uśmiechem.
-Powiem Ci tak, z racji że aktualnie wyż demograficzny wśród wampirów wzrósł za wysoko, to tym bardziej niech zdychają z głodu.
A następnie już dodałem poważnym tonem, kierując się w stronę drzwi:
-To co idziemy zniszczyć te kratę? Czy próbujemy z tym kluczem?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej