Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tajemnicze wezwanie

<< < (41/46) > >>

Dragosani:
Drago spojrzał na drzwi.
- No to porozmawiamy sobie z NIÂĄ - powiedział tylko i ruszył w tamtym kierunku. Spojrzał na Adamusa, coby sprawdzić czy jest on gotowy. Podszedł ostrożnie do drzwi. Wiedział, że próby manipulacji nimi zaalarmuje osoby za nimi. Chociaż one zapewne i tak już dobrze wiedzą, że coś jest nie tak... Drago chwycił klamkę. Drzwi były zamknięte. Użył więc klucza...
- Gotów? - mruknął do Adamusa.

Adaś:
-Co bym nie był gotów.-Powiedziałem naciągając szyję najpierw w lewo, a potem w prawo. W każdej chwili byłem gotowy do strzału, więc stanąłem blisko Draga i rzuciłem:
-Otwieraj!

Dragosani:
Drago przekręcił klucz. Zostawił go w dziurce, wyciągnął szablę i otworzył drzwi kopnięciem. Wpadli do środka... Na trójkę wampirów. ONA, wampirzyca, stała trochę z tyłu, za postumentem z misą. Z przodu była dwójka wampirów z wyciągniętymi mieczami. Samo pomieszczenie zaś było dość duże i wygodne do walki.
- Zabić!  rozkazała wampirzyca. Jej słudzy ruszyli do ataku. Drago uniemożliwił im jednak to, cisnął piorunem z demonicznej ręki w podłogę przed nimi. Wampiry cofnęły, coby ostrożniej wybadać przeciwnika. Dało to szansę Dragowi i Adamusowi aby w pełni wejść do pomieszczenia.
- Któż zaszczycił moje progi... - parskęła ONA. - Sam Praojciec. - I skoczyła do ataku na Draga, wymachując mieczem. Do ataku na Adamusa ruszyli jej podwładni, najwyraźniej Draga zostawiając swej pani.

2 x Przyboczny

1 x ONA

Adaś:
Kiedy wpadliśmy do zamkniętego pomieszczenia, nie zdążyłem się nawet rozejrzeć zbytnio bo zaraz został podpisany na nas wyrok. Wampiry od razu się na nas, a dokładniej przyboczni rzucili się w moją stronę. Widocznie chcąc zostawić Draga dla swojej Pani, czy kim ona dla nich była.
Z racji że nie miałem zbytnio czasu na zastanawianie się, wyprostowałem obie ręce i wycelowałem w najbliższego wampira. Równocześnie wypaliłem z obu pistoletów celując w głowę przeciwnika. Zaiskrzyło, huknęło i zadymiło się, a wampir legł jak długi na podłodze, obficie zalewając krwią podłogę.
Lecz niestety nie miałem czasu ani załadować ponownie, ani nawet schować pistolety do kabur. Więc tylko je puściłem na podłogę a sięgnąłem po miecz na plecach. I od razu musiałem uskoczyć prze atakiem drugiego wampira. Rzucił się na mnie chcąc zaatakować z góry, lecz jego miecz przeciął tylko powietrze, postanowiłem od razu kontratakować i wyprowadziłem cios od prawej. Lecz wampir sprawnie go sparował, więc wyprowadziłem kolejny cios tym razem z dołu.
Ten wampir był dość dobry, bo bez problemu radził sobie z moimi atakami co zmusiło nas do gęstej wymiany ciosów. Szczękanie o siebie metali trwało moim zdaniem już ciut za długo. Walki na śmierć i życie mają to do siebie, że trzeba je szybko kończyć bo inaczej można go nie przeżyć. A więc w myśl tej zasady postanowiłem zagrać ciut nie uczciwie. Ale jak to mówią na wojnie i w miłości wszystko dozwolone.
Zaatakowałem ponownie, tak aby nas zewrzeć blisko siebie. Gdy już byliśmy naprawdę blisko siebie, zamiast użyć miecza, wyprowadziłem szybkie uderzenie lewą pięścią. Co skutecznie rozproszyło mojego oponenta, gdy ten lekko zamroczony starał się mnie zaatakować mieczem ja go skutecznie odbiłem i ciąłem w podbrzusze.
Miecz skutecznie rozciął zarówno ubranie jak i tkankę, a pod wypływem grawitacji na światło dzienne wysunęły "główkę" jelita wampira. Przyskoczyłem wyprowadzając cios, na którego trafieniu mi nie zależało, on miał tylko zająć miecz przeciwnika. A moja lewa ręka sięgnęła w kierunku wystających jelit i je mocno pociągnęła.
Pod wpływem szarpnięcia i zapewne bólu wampir upadł na kolana, co od razu wykorzystałem biorąc zamach i tnąc w szyje. Co prawda obrałem zły kąt bo miecz zatrzymał się na obojczyku, no ale głowa jego spadła.
Teraz dopiero miałem chwilę aby zerknąć jak sobie radzi jaśnie pan Praojciec w kontaktach rodzinnych z córką.....

Pozostało mi:
9x żelazny nabój

1xONA

Dragosani:
Dragosani nie zwracał już szczególnej uwagi na poczynania Adamusa. Chociaż podwójny wystrzał z pistoletów ciężko przeoczyć. No ale nie było to centrum zainteresowania wampira. Skupił się na własnej walce. Uchylił się przed atakiem wampirzycy i zadał kilka badawczych cięć szablą. Nie atakował jeszcze tak, żeby zabić. Badał umiejętności swojej przeciwniczki. Wampirzyca była dobra. Bardzo dobra. Władała mieczem jak mistrzyni. Ale była tylko wampirzycą. Pod względem czysto fizycznym ustępowała Dragosaniemu. Ich umiejętności władania bronią stały na podobnym poziomie. Drago był jednak szybszy i silniejszy. I to było widać. Bez większych problemów parował albo unikał zawziętych ataków wampirzycy, nie dopuszczając do siebie jej ostrza. I spychał ją powoli wgłąb pomieszczenia, za postument z misą. Odbił kolejny w jej ciosów i kontratakował. Pojawiła się pierwsza krew. Ostrze szabli rozcięło ramię wampirzycy. Rana nie była poważna, ale niewątpliwie bolesna. Wampirzyca syknęła i cofnęła się. A Drago nie ustępował. Natarł na nią niczym napalony fan na aktorkę erotycznych sztuk teatralnych w ciemnej alejce. Z tym, że wymachiwał szablą, a nie członkiem. Odbił jej cios, potem drugi i znów zaatakował. Ostrze szabli rozcięło jej pierś. Krew trysnęła fontanną. Wampirzyca zacharczała. A Drago zadał ostateczne cięcie, prosto w jej szyję. Klinga szabli gładko przez nią przeszła. Wysoka jakość ostrza i pewna ręka załatwiły sprawę. Bezgłowe ciało osunęło się na ziemię. Głowa poturlała się pod ścianę. Drago oczyścił broń z krwi i schował ją do pochwy.
- No i wsio - podsumował. - To chyba nasza misa. - Spojrzał na naczynie. Była ona oczywiście drewniana. ÂŚredniej wielkości. Co ciekawe widać było na niej kilka małych liści, które zdawały się wyrastać bezpośrednio z misy. Wewnątrz misy było trochę krwi. Dragosani kucnął przy ciele wampirzycy. Umoczył palec w jej krwi i spróbował jej. Potem uniósł lekko ciało i pociągnął większy łyk krwi z jednej z ran. Zamknął na chwilę oczy. Po chwili puścił ciało.
- No i chyba znam jako takie motywy... - mruknął, tak po części do siebie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej