Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Dragosani:
Adas wyszedł i udał się sprawdzić pomieszczenie, gdzie ktoś lepił pierogi. Gdy szedł wydawało mu się, że gdzieś tam w oddali usłyszał jakieś uderzenie. Jakby coś mocno walnęło w ścianę. Zajrzał do pomieszczenia. Nie znalazł tam wampirów. Co gorsze, ne znalazł tam także pierogów. Znalazł za to trójkę wynędzniałych ludzi za drzwiami z krat. Wychudzonych i brudnych. Dwóch mężczyzn i jedną kobietę. Wszyscy młodzi. Z początku skulili się oni, widząc, że ktoś nadchodzi. Lecz zauważyli, ze Adamus nie jest wampirem.
- Pomóż nam! - szepnęła kobieta. Adasowy nie przyszło jednak dłużej z nią porozmawiać. Usłyszał za sobą kroki.
- Coś ty zrobił Jerzemu? - To kolejny wampir. Musiały zwabić go tutaj odgłosy walki. Zauważył Adamusa i zajrzał też do poprzedniego pomieszczenia. A sam wyszedł z jednej z odnóg po lewej. Tej pierwszej od wejścia. Wciągnął miecz i ruszył na Adamusa. Ten wampir był gotów do walki, więc mógł okazać się trudniejszym przeciwnikiem.
1 x Zagniewany wampir
Adaś:
-Trochę za dużo wypił.-Nie wiem czemu odruchowo wypaliłem, na pytanie wampira. Mocniej zacisnąłem ręce na szable i przyjąłem postawę obronną. Od razu zauważyłem, że ten przeciwnik jest ciut silniejszy od poprzedniego, więc na pewno nie da się zaskoczyć jak poprzedni.
Co prawda mogłem użyć pistoletu, ale na pewno bym podniósł alarm i ściągnął na siebie pozostałych mieszkańców. No niby istniało prawdopodobieństwo że Drago czyści lochy od drugiej strony. Ale tego nie mogłem być pewny, więc postanowiłem zachować jeszcze kulę.
Zamachnąłem niezdarnie szablą w kierunku wampira.Tak jak się spodziewałem bez problemu sparował cios, więc wyprowadziłem kolejny podobny do poprzedniego cios. Po tym cięciu wampir kontratakował, uskoczyłem o krok do tyłu starając się sparować tak, aby wampir miał mnie za niezdarę. Do końca sam nie wiem czy mi się udało, ale po ciosie wampira wyprowadziłem dwa szybkie kontrataki tnąc od lewej, następnie od prawej. A gdy ten odbił moje ciosy, pchnąłem szablą w jego podbrzusze. Wyrwałem szable i pchnąłem drugi raz, znów wyrwałem szable i cofnąłem się o krok. Wampir załapał się za podbrzusze, które mocno krwawiło. Ten jednak niemrawo starał się unieść swój miecz. Widać było że ciosy go osłabiły, więc gdy spróbował mnie znów zaatakować, zręcznie odbiłem jego miecz i tym razem wbiłem szable wysoko. Wprost w gardziel przeciwnika, i od razu go wyrwałem. Tylko z tą różnicą że nie do siebie, a tak żeby rozciąć ranę w bok.
Wampir upadł, nie czekając podszedłem do niego i ponownie jak jego koledze odciąłem do reszty głowę. Gdy tylko to zrobiłem odwróciłem się do więźniów i powiedziałem:
-Uciekajcie tunelem w prawo, to jest bezpieczna droga. Gdy wyjdziecie z wieży trzymajcie ręce w górze, na znak że się poddajecie, bo inaczej możecie dostać przypadkową strzałą.
Dragosani:
Kobieta chwyciła dłonią kratę i zatrzęsła nią. Lekko i słabo.
- Musisz najpierw znaleźć klucz - powiedziała cicho. - Proszę, pomóż nam! Powinien być w jednej z komnat, albo przy którymś wampirze - szepnęła. Po jej słowach Adamus usłyszał krótki krzyk, gdzieś z głębi lochów.
Adaś:
W ferworze walki zapomniałem, że ta kobieta i dwóch mężczyzn znajdują się za kratami. Dopiero teraz spostrzegłem że drzwi są zamknięte na klucz. Więc rzuciłem krótko:
-A tak, już szukam.
Lecz w tym momencie nie było dane mi się tym zająć, gdyż do moich uszu dobiegł krzyk z głębi lochów. Odwróciłem się i zacząłem nasłuchiwać, lecz nic więcej nie usłyszałem. Postanowiłem, że więźniowie mogą poczekać a postanowiłem sprawdzić te krzyki. Pewnie komuś rozgotowały się pierogi i się głośno wściekł, a nie ma nic gorszego niż rozgotowane! Ewentualnie to Drago już rozprawił się z kolejnym wampirem? Nie czekając ruszyłem w stronę skąd dobiegał krzyk. Rzucając tylko krótko do więźniów:
-Zaraz wracam....
Dragosani:
Krzyk dobiegał gdzieś z niesprawdzonej jeszcze przez Adamusa części lochów. Z odnóg po lewej stronie od wejście. Ciężko było określić z której. Więc obie były równie dobre. Więźniowie skulili się i nie protestowali. Adaś zaś dzielnie ruszył wgłąb lochów. Nie uszedł jednak daleko. Wszedł w jeden korytarz i minął uchylone drzwi. Zza przeciwległego do niech rogu ktoś wyszedł i niemalże na niego wpadł. To był Dragosani. Miał wyciągniętą szablę. Jej ostrze umazane było we krwi. Podobnie jak demoniczna ręka wampira.
- Czterech - powiedział. - I znalazłem jakiś klucz. - Pokazał go Adasiowi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej