Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Adaś:
Powoli szedłem wąskim korytarzem bacznie nasłuchując czy coś będzie słychać. Gdy doszedłem do rozdroży usłyszałem ciche jęki w jednej z lewej nogi. To pewnie gospodarze lepili pierogi w hurtowych ilościach i musiało ich to męczyć już. Więc dobrze by było ich spytać, czy nie potrzebują "pomocy". Ale najpierw w myśl przezorności postanowiłem zaglądnąć do pomieszczenia na prawo. Koniec końców, tu miałem najbliżej, a sprawdzić zawsze warto takie rzeczy.
Dragosani:
*Eeeełłł* skrzypnęły drzwi, gdy Adamus je otworzył. Pomieszczenie za nimi było małe. Ot, klitka jakaś. Wewnątrz stał mały stół i łóżko... Na którym leżał wampir. Krwiopijca chyba dopiero co się przebudził.
- Co? - wysapał. - Kurwa, obcy! - Zerwał się i dobył miecza. Widać było po nim dzienne osłabienie. Najprawdopodobniej był to jeden z tych młodzików, o których wspominał Drago.
1 x Młodociany wampir
Adaś:
Wiedziałem że dla wampira nie zachowuje się wystarczająco cicho. Miałem tylko nadzieję że to co zaraz tu się wydarzy nie ściągnie mi reszty na głowę. W końcu lepiej wyciągać wampiry pojedynczo, niby za dnia słabszy, ale jednak wciąż może zaszkodzić.
Gdy tylko złapał za miecz, od razu zareagowałem. Skoczyłem w jego stronę i go pchnąłem prawym ramieniem, tak aby z powrotem padł na łóżko. Które zaskrzypiało pod wpływem nagłego upadku wampira, lecz ja nie miałem zamiaru czekać aż ten znów stanie. Szybko złapałem równowagę i przyszpiliłem go do jego posłania, następnie równie szybkim ruchem wyciągnąłem szable. Odruchowo pewnie bym go już tak zostawił, lecz miałem w głowie słowa Draga, żeby najlepiej odcinać łeb. Tak więc od razu zrobiłem, mocnym cięciem wycelowałem w jego szyje. Co prawda niezbyt mi wyszło, bo nie dociąłem całej tkanki, bo łóżko trochę wyhamowało moją szable. No ale miałem nadzieję że to wystarczy.
Dragosani:
Wampir zacharczał. Szok nagłym atakiem i osłabienie były wystarczające, aby nie bardzo mógł się bronić. Krew chusnęła z jego piersi i wpół rozciętej szyi, barwiąc łóżko czerwienią. Lecz wampir jeszcze żył. Parskał krwią i szamotał się, przez to nie był zbyt zdolny do jakiś konkretnych działań. No ale trzeba było go dobić.
Adaś:
-Jak ja nie lubię poprawiać cięć-Wyszeptałem zły sam na siebie, już myślałem że to wystarczy. A tu wampir jednak jeszcze charczał. Na całe szczęście wyglądało, że na razie nikt nas nie słyszał, bo pewnie słyszałbym już jakieś kroki i głosy. Tak więc zamachnąłem się i jeszcze raz wymierzyłem w szyje wampira. Tym razem cios był już dobry, bo kość puściła, a wampir przestał parskać. Dla pewności jeszcze kopnąłem głowę, czy aby na pewno dobrze uciąłem.
Gdy już stwierdziłem zgon, bo wampir umarł odwróciłem się i ruszyłem korytarzem z powrotem. Tym razem chciałem zobaczyć, jak sobie radzą wampiry, czy kto tam lepił te pierogi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej