Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tajemnicze wezwanie

<< < (37/46) > >>

Dragosani:
Drago spojrzał na dłonie Adasia. Z początku nie do końca zrozumiał o co mu chodzi. Potem jednak z głębin pamięci nadeszły wspomnienia tej prostej gry. Z tym, że kiedy on w to ostatnio grał nazywano ją "rumcajsa". Drago nigdy nie poznał genezy tej nazwy. I nie wiedział czy chce ją poznać.
- Można i tak - odparł. - Ten kto wyga idzie tędy, przez wieżę - zdecydował. No i przystąpił do dzieła. Nastawił dłoń. - Raz, dwa, TRZY! - Wystawił dłoń...

// To może tak. 1 - ty wygrywasz, 2 - wygrywam ja. Zwycięzca idzie przez klapę w wieży, przegrany przez schody na dziedzińcu. 

Rolled 1d2 : 1, total 1

Adaś:
Na trzy również zamachnąłem ręką i traf chciał że wygrałem. Uśmiechnąłem się zadowolony że zaoszczędzę swoich nóg i nie muszę się znów wracać. Po za tym był jeszcze satysfakcja z wygranej, oraz to że Drago pewnie wolałby tędy schodzić. W końcu nie od dziś wampirki z słoneczkiem się nie lubią.
-Ha, wygrałem!-Powiedziałem do Draga i zacząłem jak najdelikatniej dźwigać klapę. Starając się nie hałasować zbytnio. Gdy już ją podniosłem zaglądnąłem na dół, żeby sprawdzić czy mogę bezpiecznie schodzić.

Dragosani:
- Przynajmniej to ci się udało... - westchnął wampir i poszedł sobie do wejścia, które miał sprawdzić. A Adaś zajrzał pod klapę. Była tam drabina prowadząca na dół. Na ten pierwszy rzut oka było bezpiecznie. Trochę ciemnawo, ale też bez przesady.

Adaś:
Na pierwszy rzut oka w lochach było bezpiecznie. Więc powoli zszedłem po drabinie, starając się zachowywać jak najciszej. Co prawda wyczulone wampirze zmysły mogły pewnie mnie bez problemu wykryć. Ale przezorny zawsze ubezpieczony. Tak więc gdy stanąłem na podłodze ciemnawego lochu, delikatnie wyciągnąłem szable i pistolet. I tak przygotowany zacząłem przeć powoli do przodu, bacznie spoglądając na swe kroki.

Dragosani:
Na dole Adaś znalazł się w prostym i dość długim korytarzu. Na samym jego końcu widać było ciężkie metalowe drzwi. Był zamknięte, chociaż tak jedynie patrząc nie sposób było określić czy na klucz. Z korytarza odchodziły także cztery odnogi. Jedna byłą z prawej strony. Blisko, tak ze dwa metry od Adasia. Zamykały ją drewniane drzwi. Pozostałe trzy po jego lewej stronie i trochę dalej. Od strony jednej z lewych odnóg, środkowej, Adamus usłyszał jakiś cichy jęk.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej