Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tajemnicze wezwanie

<< < (35/46) > >>

Dragosani:
Adamus zasnął. ÂŚnił sobie o tym, o czym śnią śpiące Adamusy. Jednak trwało to krótko. Zdawało mu się wręcz, że ledwie oczy otworzył, a już poczuł jakieś szturchanie i usłyszał głos Dragosaniego przebijający się przez jego mętne, zaspane zmysły.
- Wstawaj! - Usłyszał. Gdy otworzył oczy zobaczył, że wampir szturcha go kijem. Nad horyzontem wstawało słońce. - Pora wyruszać - powiedział jeszcze Drago. Ilara była już na nogach, gotowa do działania.

Adaś:
Obudziło mnie lekkie szturchanie, na początku chciałem je zignorować, ale zaraz świadomość mi wróciła i podpowiedziała że jednak czas wstawać. Spojrzałem na Draga i teraz dopatrzyłem że trzyma jakiś kij w ręce.  Zapewne chciał rozpalić ten konar, ale skoro mu się za pewne nie udało to wolał go użyć do obudzenia mnie.
-Jak to jest że ja zawsze ostatni wstaje?-Zapytałem i głośno ziewnąłem. Poderwałem się z miejsca w którym leżałem i lekko rozruszałem stwardniałe mięśnie. Po króciutkiej chwili byłem gotowy do działania.
-To co idziemy?

Dragosani:
Drago wzruszył ramionami.
- Mnie nie pytaj. - Odrzucił gdzieś kija. - No ale chodźmy. Nadeszła pora. - No i ruszyli. Do zamku, lub raczej ruin, nie mieli daleko. Ot, kilkaset metrów. Stał o dokładnie na tym samym wzgórzu co w nocy. - Teraz cicho i ostrożnie... - mruknął wampir i zaczął zbliżać się za zabudowań. Trzymał się drzew i krzewów. Nie podejrzewał, że ktoś może obserwować teren wokół zamku, ale wolał nie ryzykować. ÂŚciągnął jeszcze rękawicę, coby móc ciskać piorunami bez przeszkód. Ilara zaś wspięła się zwinnie na jedno z drzew. Naszykowała łuk i czekała, niewidoczna pomiędzy liśćmi.
Drago zaś dotarł do wyrwy w murze, którą zamierzał wejść. Przycupnął przy niej, ostrożnie zerkając czy na dziedzińcu jest pusto. Droga była wolna, więc wszedł przez wyrwę.
Dziedziniec zamku był niewielki. W zasadzie to była bardziej strażnica, niż "zamek". Mniej więcej nienaruszona pozostałą tylko jedna wieża. Kawałek od niej znajdowały się schody idące w dół z ciężkimi drewnianymi drzwiami na końcu. Zapewne prowadziły do wspominanych lochów. Do wieży zaś prowadziły wąskie schodki biegnące tuz przy jej ścianie. Kończyły się wejściem pozbawionym drzwi.
- Najpierw wieża - szepnął Drago.

Adaś:
Ruszyłem tuż za wampirem traktując go jako przewodnika. W końcu lepiej znał teren niż ja, więc było to logiczne podejście. Po drodze zostawiliśmy Ilarę na drzewie, gdzie w sumie z ogromną sprawnością i gracją się wspinała. Jakby to ująć skupiała mój wzrok na sobie, ale nie było czasu na podziwianie jej. Bo z Dragiem ruszyliśmy ku murowi, gdy tylko zaglądnęliśmy przez wyłom, odruchowo sięgnąłem po szable. Lepiej mieć broń w ręce w takim przypadku. Kiedy wampir powiedział mi że zaczynamy od wieży powoli ruszyłem w jej stronę starając się trzymać resztek ścian.
Gdy doszedłem do wąskich schodków powoli po nich wszedłem starając się zachowywać jak największą ciszę.  Podszedłem do dziury gdzie miały być drzwi i z szablą w ręce zaglądnąłem do środka.

Dragosani:
Drago szedł za Adamusem, wcale nie wykorzystując go jako żywą tarczę. Nie wyciągał jeszcze broni. Adaś zaś zajrzał do środka. Wnętrze było okrągłym pomieszczeniem, dość małym. Stało tak kilka beczek. Drewniana drabina prowadziła na górną kondygnację. Jedna z beczek stała też na czymś, co wyglądało na klapę w podłodze.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej