Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Adaś:
Japierdole, ale się wpieprzyłem... Przeszło mi przez myśl kiedy usłyszałem pytanie. Sam Drago już nie wytrzymał, widocznie dobrze się bawiąc moją rozmową z centaurami. A najlepsze pewnie w tej jego zabawie było to, że za pewne celowo mnie nie przestrzegł o czym z nimi rozmawiać, bądź nie. No a tak wpadłem prosto w głęboki dół, a Balarus teraz mi jeszcze zrzucił na dno łopatę. Do tego ja jeszcze w swej nieuwadze poruszyłem temat parzystokopytnych, więc po części sam sobie byłem winien. A wiedziałem, instynkt mi podpowiadał że lepiej im smoka opisać! Przynajmniej nie ujawniłyby się przy nim centaurze fetysze...
Nie pozostało mi nic innego jak spróbować jakoś zręcznie wybrnąć z tak skomplikowanego dla mnie tematu. Bo jak zauważyłem, na wampira pomoc nie miałem co liczyć bo wolał bajerować Ilarę. Choć pewnie też nasłuchiwał jak z tego pytania wybrnę, żeby móc się dalej pośmiać.
-Widzisz ja znawcą nie jestem, ba nawet nigdy nie zwracałem na to uwagi. Bo jakby nie było, to bardziej kobiece wdzięki zaprzątały moją głowę.-Już widziałem opadający entuzjazm Centaurów, gdy zacząłem się wykręcać. -Ale żeby choć trochę wam to nakreślić, to jestem w stanie wam powiedzieć, że są na pewno masywniejsze od końskich. Bo wielbłąd jednak jest w stanie unieść więcej niż koń.
Teraz trzeba było szybko i zręcznie zmienić ten temat na coś innego, a jak lepiej zmienić jak nie napuszczając rozmówcę na kogoś innego. Więc powiedziałem do Balarusa z lekkim uśmiechem zadowolenie z uknutego planu:
-Ale powiem Ci że jak dobrze byś się uśmiechnął do Draga, to jestem pewny że byłby w stanie Cię zabrać na kontynent abyś sam mógł je na żywo zobaczyć. Jestem pewien, że na pewno znalazłby jakiś sensowny cel podróży, gdzie przy okazji mógłbyś na własne oczy je zobaczyć. W końcu przyjacielowi chyba by nie odmówił, co nie?
Dragosani:
Gdy Adamus opowiadał o masywniejszych pęcinach wielbłądów, Balerus tak dziwnie się poruszył, jak gdyby robił sobie więcej miejsca przy zadzie. Ale potem zadrżał.
- Brr... nie, to by znaczyło podróż tym waszym statkiem - odpowiedział. - Tak na otwartym morzu musi być strasznie. Podziękuję. Ale, Drago, masz coś do powiedzenia? - Spojrzał na wampira.
- Hmm... - zastanowił się przez chwilę. Jakby to tu opisać, coby jak najbardziej zdegustować Adamusa?
- O wielbłądzich pęcinach można powiedzieć wiele, przyjaciele - zaczął. To zawsze jest dobry początek. Sugeruje większą wiedzę od posiadanej. - Ach, pęciny! Ile was trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto... ee... - zająknął się na chwilę. Centaury i driady wpatrywały się w niego jak zaczarowane. - Kto was ujrzał i stracił! - Niezbyt to dobrze wyszło, ale co tam. - Są najróżniejsze. I grubsze i chudsze, silniejsze i słabsze, bardziej i mniej owłosione. O różnorakich barwach. Samo kopyto przypomina trochę kobiecy krok, gdy ta nosi obcisłe spodnie. Takie napięte, że materiał tworzy takie specyficzne zagłębienie. - Wampir wstał, coby lepiej móc opowiadać.
- Kopyta mają też takie małe włoski. Lśniące i sterczące pod dziwnymi katami, mieniące się w słońcu egzotycznej pustyni. Smagane gorącym powietrzem! Wyobraźcie sobie teraz, moi mili, jak to kopyto zagłębia się w ciepłym piasku. Tak powoli, ziarenka obejmują je, niczym setki kochanej, przyjmują do siebie aby po chwili uwolnić, więc kopyto wędruje dalej. Piasek czasem przyczepia się do włosków i trzyma się, lśniąc lekko w blasku słońca, będąc dowodem wiecznej miłości piasku i wielbłądzich kopyt. Warto też wspomnieć, że kopyta te mają dość specyficzną budowę. Są dość szerokie, więc pewnie opierają się na piasku, dając podporę dla całej nogi. Noga pnie się w górę, wysoko... - Wampir gestami obrazował kształt wielbłądziej nogi. - Cała w barwie pustynnej miłości. Silna noga przechodzi w masywne ciało, którego zwieńczeniem jest garb. I to jaki garb! A nawet dwa! Bowiem, moi mili, wielbłądy mają aż dwa garby na grzbiecie. Niczym kobiecie piersi, sterczące radośnie, kuszące kochanka i całe we włosach. Są ciemniejsze i jaśniejsze. Jasne niczym złoto całego świata. Są też zwierzęta, kuzyni wielbłądów, z jednym garbem. Tak zwane dromadery. Mają one jeden garb, niczym upragniony szczyt górki, kryjący słodką tajemnicę. Och tak... wielbłądy to wspaniałe stworzenia... Centaury były zachwycone opowieścią. Driady były zauroczone wizją odległej krainy i nieznanych zwierząt.
- Ale to nie koniec tej opowieści, moi przyjaciele i przyjaciółki. - Dragosani nie litował się nad Adamusem i kontynuował. - Bowiem jakże wspaniałe są szyje wielbłądzic! Długie i wygięte lekko. Jednocześnie zgrabne niczym szyje łabędzi, ale i mocne jak końskie karki. Idealny balans pomiędzy wdziękiem a siłą. Piękne, lecz kryjące w sobie moc. Tak jak panie driady. - Zarzucił tanim komplementem. Ciężko było stwierdzić, czy się to driadom spodobało.
- Z dołu są nieco bardziej porośnięte sierścią, grubą i gęstą, kryjącą w sobie wiele egzotycznych tajemnic gorącej pustyni. A żebyście, panowie i drogie panie zobaczyli pyski wielbłądzic! „Plaskaty” powiedział Adamus! Jak wielkie to niedopowiedzenie! Ich pyski są jak buty od najlepszego szewca, noszone przez stopy najdostojniejszych księżniczek! Podłużne, o zawsze mądrej i skupionej minie. Mądre oczy, zawsze badające otoczenie, spoglądają znad ich pysków, kryjąc w swej głębi wiele tajemnic. O czym myśli wielbłądzica, gdy patrzy na świat? Co kryją jej myśli? Tego nie wie nikt, chociaż wielu romantyków i filozofów zadawało sobie to pytanie! Przeżuwając pysk wielbłądzic rusza się rytmicznie, w koło. Rusza się i rusza, wydając charakterystyczne dźwięki, tylko po to aby przełknąć kęs, który wędrując ich łabędzią szyja trafia do brzucha. A jaki to brzuch! Masywny i jędrny, porośnięty pięknym włosiem. Ach, panowie i panie, można by jeszcze wiele opowiadać o wdzięku wielbłądzic! Niestety nawet mi czasem brakuje słów… - zakończył dość smutno. Jego widownia wpatrywała się w wampira urzeczona.
Adaś:
Gdy Drago zaczął opowiadać o wielbłądach, aż sam z ciekawości zasłuchałem się w to jak Centaury. Tylko oni robili to z ciekawości, która miała rozpalić ich zmysły. Natomiast ja słuchałem tego z zaciekawieniem i zadawałem sobie pytania: czy on tak na serio, czy sobie robi w inteligentny sposób jaja z centaurów? a po za tym skąd on tyle wie o wielbłądach?
Przyznam że byłem pod wrażeniem tego wywodu. Więc gdy tylko Drago skończył swoją poetycką opowieść, lekko zaklaskałem z szczerego podziwu dla jego krasomówstwa. Przyznam, że nie wiem czy byłbym w stanie tyle opowiedzieć co on, na taki mało wdzięczny temat. No chyba że jednym z zainteresowań jego były właśnie wielbłądy, to wtedy oklaski były by nie zbyt zasłużone z mojego punktu widzenia.
-Powiem Ci Dragosani, że ja naszym przyjaciołom nie byłbym w stanie tak pięknie tego opisać.-Pochwaliłem wampira i postanowiłem wbić mu lekką szpilę i zaproponować omówienie innego zwierzęcia. Mając świadomość że Centaury zainteresuje kolejne zwierzę z rodziny parzystokopytnych:
-A powiedz mi jesteś w stanie mnie i naszym przyjaciołom opowiedzieć coś o zebrach? Gdyż zwierza tego nigdy nie było dane mi widzieć, a opowieści się nasłuchałem. Czy to prawda że jest podobny do naszego konia, a maść jego to biało-czarne pasy?
Dragosani:
Drago skłonił się lekko, przed oczarowaną publicznością.
- Zebry... - mruknął. - Ciekawe stworzenia. ÂŻyją w cieplejszych rejonach kontynentu. Na Valfden niestety nie widziałem ich. Istotnie wyglądają trochę jak konie w paski. Jak to powiedział kiedyś pewien pisarz i poeta, słynny Jan ze ÂŻmerynki, zwany także "Szer-szeniem"... - Odchrząknął i wyrecytował. - "Czy ta zebra jest prawdziwa? Czy to tak naprawdę bywa? Czy też malarz z bożej łaski Pomalował osła w paski?". Utwórz dość krótki, lecz dobrze obrazuje zebrę. Zebra, osioł w paski! Ale jakie paski? To pytanie zadają sobie filozofowie od tysiącleci. Już pradawni draconi i wampiry nie mogły dość do ostatecznego konsensusu. Czy zebra jest biała w czarne paski, czy też czarna w białe paski? Poeci dosłownie toczyli literackie boje o to, kto ma słuszność! Biel czy czerń, co jest podstawą zebry? Co definiuje jej naturę? Jasność czy mrok? Gdybyście tylko zobaczyli zebrę, moi mili! Jej pasy i nieokreśloną barwę! Jakże żywiołowa dyskusja by tutaj wybuchła! Debatowalibyśmy nad tym przez tydzień, miesiąc nawet i nie doszlibyśmy do porozumienia. Ale taki jest właśnie urok zebry. Intryguje samą swoja powierzchownością. Jak kobieta, przeplata w sobie różne odcienie osobowości i namiętności. Ta intrygująca natura ma swoje odbicie w spojrzeniu oczu zebry. Ciemne oczy, niczym wypalone węgielki. Lśniące i tajemnicze, skrywające sekretne myśli zebry. Jednak oczy zebry są jeno zaczątkiem jej wdzięku. Pysk ma niemalże jak koński. Smukły i podłużny, zwieńczony radośnie sterczącymi uszami, niczym sutki rozpalonej niewiasty. Czujnie one wznoszą się nad pasiastą głową, nasłuchując okolicy, badając czy nie nadciąga drapieżny gepard. Dalej jest szyja, mocna i gibka. Zdobi ją grzywa, inna jednak od końskiej. Przypomina nieco szczotkę, jej włosie stery w górę, wznosząc się ku niebu i lśniąc w promieniach słońca, niczym pszeniczny kłos wyrosły na tej ziemi. Całość, rzecz jasna w barwie czerni i bieli, jak te znajome boćki co przycupnęły na znajomej terworskiej chacie. Sierść zebry lśni jak ten bursztynowy świerzop tańczący wśród fal burzanu... Tak, pięknie lśni ich włosie... Ciało zebr jest gibkie, końskie wręcz. Niczym u najwspanialszych klaczy valfdeńskich łąk. Uosobienie egzotyki, piękne i dzikie! Zwieńczone zadem, z którego wyrasta ogon. I jakiż to ogon! U podstawy gładki, jakby byłoby to rączką. Końcówka zaś przechodzi w wiele włosków, niczym witek. Całość wygląda niczym pejcz w rekach dominy, co smaga nim ciało swego związanego kochanka w czasie upojnej nocy! Zebrze nogi pną się w dół, ku ziemi, twardo opierając się na niej swymi zgrabnymi kopytami. dostojnie kroczy na nich zebra, wędrując pośród trawiastych kłosów. Pęciny mają smuklejsze niż wielbłądy, bardziej zgrabne. Zakończone kopytami bardzo podobnymi do końskich. Przemierzają one trawy, chłostane ich zielonymi źdźbłami, muskane nimi jak gdyby sama trawa wystawiała w górę swoje roślinne wyrostki, aby móc choć przez chwilę dotknąć kopyt dostojnie kroczącej nad nią zebry... - I nastała cisza. Na tym Dragosani zakończył swój wykład o zebrach.
Adaś:
Przyznam że Drago pięknie wybrnął z jednego jak i z drugiego zagadnienia. Więc ponownie zaklaskałem pełen podziwu, koniec końców należało mu się. Co prawda miałem chęć podrzucić jeszcze jakieś zwierzę z rodziny parzystokopytnych, ale ostatecznie stwierdziłem że odpuszczę wampirowi opowiadania kolejnych bajek. Nie ma co go męczyć, dość już bajek się na opowiadał, przy których czas naprawdę bardzo przyjemnie leciał. No chyba że sam zechce.
-Powiem Ci, że nie wiedziałem że masz duszę poety. Jestem pewny że zarobiłbyś dużo pieniędzy jako wędrowny bajarz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej