Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Dragosani:
Drago znów się skłonił publiczności i usiadł sobie. Popił sobie swojego "soczku".
- Meh... - odparł na słowa Adamusa. - To by wymagało wysiłku i rozmawiania z ludźmi - mocno uargumentował swoją niechęć. No i tak im noc powoli mijała. Balarus poczęstował Adamusa swoim "wyrobem". Czymś co miało być chyba jakimś winem z owoców leśnych. Centuary przespać nocy chyba nie chciały, gdyż usilnie namawiały Adamusa, aby z nim został, zachęcając go przemycona skądś flaszką. Driady się porozchodziły po swoich krzakach, a Drago też gdzieś zniknął. I tak minęła noc.
Z samego rana, jeszcze przed świtem, Dragosani siedział sobie nad brzegiem jeziorka, czekając na Adamusa. Był gotów do drogi.
// Możesz sobie opisać co tam robiłeś po nocy. Możesz też olać opis.
Adaś:
Przyznam że wino którym mnie centaury częstowały było naprawdę dobre. A co najciekawsze wcale tak nie uderzało do głowy, więc jakoś nie potrafiłem zaspokoić swojej potrzeby wprowadzenia się w odpowiedni dla mojego organizmu stan. Więc gdy nowi przyjaciele wyciągnęli nie wiadomo skąd flaszkę ochoczo stwierdziłem że faktycznie nie ma co jeszcze iść spać. Na nieszczęście flaszka była jedna, a nas czterech do tego więc pękła ona szybko. A że wino mnie już nie satysfakcjonowało, ostatecznie stwierdziłem, że czas się położyć. Więc ruszyłem w kompletnych ciemnościach aby gdzieś zalegnąć w jakimś krzaku.
Nad ranem obudziłem się leżąc na wilgotnym od rosy mchu, pomiędzy jakimiś krzakami. Pozbierałem się w sobie, wstałem z swojego "łóżka" i wylazłem z krzaków. Rozejrzałem się w około. Okazało się że zaległem dość blisko jeziorka, którego w ciemności musiałem nie zauważyć. Rozejrzałem się w około ujrzałem Draga siedzącego nad brzegiem. Więc zawołałem:
-Dzień dobry!-I zręcznie się odwróciłem w stronę krzewu i go pięknie obsikał... to znaczy się podlałem! Gdy zakończyłem te czynność, zbliżyłem się do Draga i powiedziałem.
-Jestem gotowy, możemy ruszać, jeśli nie masz nic przeciwko.
Dragosani:
Drago wstał. Otrzepał dłonie z nieistniejącego pyłu.
- No ja czekam na ciebie - powiedział. - Może zostawmy tutaj konie - stwierdził po namyśle. - Będą miały tutaj znacznie lepiej, niż w jakiś krzakach, a i pieszo łatwiej nam będzie się podkraść. - Gdy to powiedział, podeszłą do nich Ilara. Miała przy sobie łuk i miecz.
- Idę z wami - odpowiedziała na nieme pytanie. - Bo jak zamierzaliście trafić do tego zamku? Wskażę drogę, a i w walce może pomogę.
Adaś:
-Dobry pomysł, wypadałoby się rozruszać.-Powiedziałem do Draga i wyciągnąłem piersiówkę, która była przyjemnie ciężka. Ha! Czyli musiałem ją wczoraj uzupełnić. Pomyślałem sobie i starałem sobie przypomnieć kiedy ją uzupełniłem. Musiało to być w trakcie wczorajszego picia z Centaurami, tylko czemu zapomniałem o niej? Widocznie musiałem wyrzucić to z pamięci, ale było to mało ważne bo coś w niej było. Odkręciłem zakrętkę i delikatnie powąchałem. Było w niej wczorajsze wino, czy co to tam Balarus zrobił, co prawda procentowo rewelacji nie było. Ale były to zawsze jednak jakieś procenty, więc pociągnąłem łyka.
W międzyczasie gdy wykonywałem te czynność, pojawiła się Ilara. Z racji że Drago nie kwapił się jej cokolwiek odpowiadać, odezwałem się do niej:
-Dobry pomysł, wprawne oko z łukiem się przyda, a i myślę że przewodnikiem nie pogardzimy.
Dragosani:
Drago potwierdził słowa Adamusa. Też cieszyła go obecność Ilary. Oczywiście z racji jej wiedzy o położeniu ich celu i zdolności łuczniczych. No o wyruszyli. Słońce powoli wylaniało się zza horyzontu. Dragosani nasunął maskę na twarz.
- Wiesz, że to zaczyna powoli podchodzić pod problem alkoholowy, co nie? - zwrócił się do Adasia, widząc że ten już od samego rana chleje.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej