Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tajemnicze wezwanie

<< < (28/46) > >>

Adaś:
-No widzisz, to dobrze że znasz się dobrze na wampirach. Przynajmniej już wiemy wszystko, więc co robimy teraz?-Zapytałem Dragosaniego, w końcu on mnie w to wciągnął to niech on decyduje. Czy od razu ruszamy, czy chce się jakoś przygotować. W końcu w jego głowie nie siedziałem, więc nie wiedziałem co chce teraz zrobić. Może będzie chciał puścić reklamy, żeby sztucznie wydłużyć naszą misje. Więc spokojnie oczekiwałem na odpowiedź jaką mi udzieli.

Dragosani:
- Półtora dnia drogi... - mruknął Drago, zapewne zastanawiając się nad dalszymi poczynaniami. - Może zostaniemy w Sanktuarium do świtu i wyruszymy. Do zamku powinniśmy dotrzeć w środku nocy. Tam poczekamy tych kilka godzin do świtu w jakiś krzakach, ja może zbadam teren na swój sposób i do akcji ruszymy jak wstanie słońce. To da nam przewagę nad tamtejszymi wampirami. - Spojrzał na Adamusa. - Co o tym myślisz? - zapytał. Był naprawdę ciekaw wkładu towarzysza w plan.

Adaś:
-Mhm niech tak będzie, nawet trochę jestem zmęczony, więc sen dobrze mi zrobi.-Powiedziałem do Draga, ziewając symbolicznie. Już miałem mu powiedzieć żebyśmy kończyli ten dzień, kiedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
-A powiedz mi jaka jest szansa, na to że te wampiry wpuściłyby Cię do środka jak swojaka? W końcu wspólna rasa, nieśmiertelni bracia i te inne bzdety. Bo tak pomyślałem, że gdyby udało Ci się dostać do środka, pod byle pretekstem podróży, to może udało by Ci się chociaż teren wybadać. A wchodzić na znane tereny zawsze lepiej niż w ciemno. Co uważasz?

Dragosani:
Drago tak sobie prychnął, ale nie kpiąco. Bardziej tak zastanawiając się nad pomysłem Adasia.
- W sumie mogę spróbować - powiedział. - Ale jestem dość znany pośród wampirów, mogą mnie rozpoznać. Szczególnie, gdy zobaczą moją rękę... Wybadam najpierw sytuację, gdy tam dotrzemy i zobaczę co z tego wyjdzie. - Przerwała im Ilara.
- Wracajmy - powiedziała. - Zanim wyruszycie powinniście posilić się i wypocząć. - Nie można było się z tym nie zgodzić. Tak więc wrócili do łodzi i powiosłowali na drugi brzeg. Tam czekał już na nich Balarus.
- Adaś! - zawołał, widocznie instynktownie poznając w Adamusie zacnego towarzysza. - Macie tu waszą broń. - Wskazał na sprzęt, który leżał dokładnie tam, gdzie go zostawili.

Adaś:
Gdyby Ilara nie wspomniała o posiłku, to za pewne w ogóle bym pewnie sobie nie przypomniał że dawno nie jadłem. Całe szczęście, że była kobieta która dbała o nasze żołądki.
Tak więc ruszyliśmy z powrotem na stały ląd, za pewne żeby ruszyć ku siedzibą Driad. Na drugim brzegu Centaur siedział dalej w tym samym miejscu, pilnując naszą  broń. Co prawda mógł ją z nudów wypolerować, no ale najwidoczniej nie wpadł on na tak dobry pomysł. W końcu satysfakcja jaką by odczuł, widząc nas zadowolonych była by bezcenna.
Choć najbardziej zdziwił mnie entuzjazm, z jakim Balarus zawołał moje imię. Gdy stanąłem koło niego, postanowiłem grzecznie podziękować, w końcu wypadałoby:
-Dzięki za przypilnowanie broni.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej