Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Dragosani:
- Adaś - powtórzył centaur. Wzruszył ramionami. - No można i tak. Ja jestem Balerus, ale to już słyszałeś - przedstawił się. Ruszył za Adamusem, który z kolei szedł za Dragosanim, który podążał za Ilarą.
Driada zaprowadziła ich nad brzeg jeziora. Widoczne na, nocnym już, niebie gwiazdy odbijały się od jego powierzchni. Na środku jeziora widać było niewielką wysepkę, porośniętą drzewami. Przy łagodnym brzegu stała łódź. Zdawała się być zrobiona z jednego kawałka drewna. Bardziej urośnięta, niż wydłubana. Był też dwa wiodła, których wygląd nasuwał takie same skojarzenia.
- Popłyniemy na Oko - powiedziała Ilara. - Tam wszystko wytłumaczę. Broń możecie zostawić u Belarusa. Odzyskacie ją później. - Wsiadła do łodzi. Dragosani zrzucił swoją broń i oddał wszystko centaurowi. Centaur przysiadł sobie, tak śmiesznie, po końsku, przed brzegiem i przyjął broń, coby jej tutaj przypilnować. Wampir pchnął łódź, coby nie ocierała dnem o piach i sam wsiadł. Czekali na Adamusa.
Adaś:
Również zacząłem rozpinać wszelkie pasy, które uwiązywały broń do mojego ciała. Następnie wszystko oddałem Balerusowi, który już zdążył dość śmiesznie siąść. W życiu bym sobie nie wyobraził, że tak może a tu o dziwo on sobie tak dziwnie przysiadł i najwyraźniej było mu wygodnie.
Gdy już zdałem całą broń ruszyłem do łodzi, którą Drago zdążył już ciut odepchnąć aby swobodnie kołysała się na wodzie. Więc niestety ciut trzeba było zmoczyć nogi, co prawda podejrzewam że zrobił to celowo abym się ciut pomoczył. Bo równie dobrze łódź od brzegu mógł odepchnąć Balerus, ale stwierdziłem że nie ma sensu się już odzywać. Może był to odwet za poranną misę z wodą?
Więc ciut mocząc nogi, wskoczyłem do łodzi.
Dragosani:
Szczęśliwie dla zdrowego rozsądku świata nikt nie poznał teorii spiskowych, które roiły się w głowie Adamusa. ÂŁódź odbiła od brzegu. Jedno wiosło wziął Dragosani. Jakoś tak instynktownie uznał, ze skoro płyną z kobietą, to przecież ona nie będzie wiosłowała. Mimo, iż była driadą i w ogóle nie zwracałaby uwagi na to kto wiosłuje, czy ona czy też mężczyzna. Ale stare nawyki ciężko usunąć. Odbili od brzegu.
Adaś:
Kiedy rozsiadłem się w łodzi, również wziąłem wiosło do ręki. Wystawiłem go za burtę i zacząłem energicznie wiosłować, starając się dostosować do tempa z jakim wampir wiosłował.
//:W sumie mogłeś napisać że od razu dopłynęliśmy na wyspę :P
Dragosani:
// W sumie mogłem, ale nie chciałem pozbawić cię tak istotnego wyboru - czy wiosłować.
ÂŁódź zaczęła sunąć powierzchnią wody w kierunku wyspy. Ta wodna eskapada nie trwałą jednak długo. Dwójka silnych chłopów szybko dowiosłowała do wysepki. ÂŁódka przybiła do brzegu, wsuwając się na piaszczystą plażyczkę. Ilara zgrabnie wyszła z łodzi. Za nią wyszedł Drago. Odłożył wiosło do łodzi.
Wysepka byłą nieduża, lecz rosło tutaj kilka drzew i krzewów. Ogólnie tyle, że liście, zarośla i inne chaszcze zasłaniały jej centrum. Prowadziła tam kręta ścieżka, tak sprytnie poprowadzona, że nie było widać jej celu. Driada poprowadziła ich ścieżką. Dotarli do drzewa o dość nietypowym kształcie. Jego gałęzie i konar były ukształtowane w taki sposób, ze w dziwny sposób przywodziły na myśl kobiecy kształt. Te gałęzie to ręce, to zaokrąglenie to biodra, a tamto to piersi. Drzewo nawet miało coś, co łudząco wyglądało jak twarz. No kobieta drzewna, no. Część jej korzeni wystawało nad ziemię, tworząc coś co przypominało jakiś stojak. Jakby wcześniej coś było w nim umieszczane, lecz teraz był on pusty.
- To kapliczka Ventepi - powiedziała Ilara, tłumacząc to Adamusowi. - Odprawiamy przed nią nasze obrzędy. Zaginęła jednak misa, używana w nich. - Wskazała ma pusty stojak. - Wiemy kto to zrobił, śledziłyśmy ich, próbując zatrzymać. Bez powodzenia. Wiemy gdzie się ukrywają, lecz same nie jesteśmy w stanie odzyskać misy. Nawet mając do pomocy centaury. To dlatego wysłałam do Dragosaniego prośbę o pomoc. - Dragosani milczał na razie, patrząc na drzewo, jakby zastanawiając się nad czymś.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej