Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tajemnicze wezwanie

<< < (3/46) > >>

Adaś:
-Z zagramnicznego?-Się zdziwiłem wyciągając monetę z sakiewki, położyłem ją na blacie i podziękowałem. Trzymając już kufel w ręce zacząłem się rozglądać, gdzie by tu usiąść. W tym samym czasie, rzucił mi się w oczy jakiś dziwny typ. A że zawsze byłem ciekawski, postanowiłem że pójdę sobie klapnę w tym tajemniczym pomieszczeniu z którego wyszedł. W końcu co mogło mi tam grozić? No dobra ktoś mógł mi tam grozić, ale w razie czego w takim przypadku nosiłem przy sobie broń.
Tak więc pewnym krokiem, wszedłem do tego pomieszczenia.

2375-1=2374 Grzywny

Dragosani:
Gdy Adamus otwierał drzwi, usłyszał za sobą krzyk sprzeciwu barmanki. No ale chyba to zignorował. Wszedł do pomieszczenia. Było nieduże. Ot, salka do załatwiania interesów. Takich bardziej skrytych. Pasowała w sumie ona do tej karczmy. Przy stole siedział jakiś mężczyzna. Nosił charakterystyczny strój wampira, łącznie z kapturem i maską. Koło drzwi zaś stało dwóch drabów. Mieli wąsy. Wampir podniósł wzrok, widząc przybysza.
- Ee... Brać go? - zasugerował drabom, którzy błyskawicznie schwytali Adasia. Jeden z nich zamknął drzwi.
- I co z nim, Panie? - zapytał jeden z nich. Zamaskowany wampir wstał i podszedł do Adamusa, aby mu się przyjrzeć.
- Znam cię - stwierdził. - Adamus? - No i Adaś też poznał ten głos. Toż to był Dragosani! - Puśćcie go - rozkazał. Draby grzecznie puściły przybysza. - Ten... co tu robisz? - zapytał po chwili król.

Adaś:
Kiedy wszedłem do pokoiku, to nim się zorientowałem już byłem trzymany przez jakiś drabów. Jednak chyba się zestarzałem, skoro tak łatwo dałem się złapać. Ale cóż poradzić, jak nie da się nic poradzić? Tak więc pozostało mi stać pokornie i czekać na wyrok, albo przy grać głupa co w sumie miałem w planach wykonać. Ale nagle usłyszałem swoje imię, zaraz zacząłem mieć przebłyski w pamięci słysząc dość znajomy głos, starając się przypisać z twarzą.
I w końcu skojarzyłem, toż to był Dragosani! Pierwsza znajoma twarz, którą miałem okazje spotkać po powrocie, więc nie czekając się grzecznie przywitałem:
-No dzień dobry, rzekłbym kopę lat! A odpowiadając na twoje pytanie, to przyszedłem się napić bo mnie suszy-Mówiąc to spojrzałem na biedny kufel, który się zbił kiedy mnie te draby łapały.
-Choć powiem Ci że nie spodziewałbym się w takim lokalu spotkać starego znajomego. To chyba jakieś zrządzenie losu, nie uważasz?

Dragosani:
- No a co ja mam powiedzieć? - zapytał retorycznie Dragosani, siadając przy stole. - ÂŁadujesz się tutaj jak jakiś nawalony chłop do chałupy... No ale nieważne. - Po tych słowach zwrócił się do dwójki drabów. Którzy, po bliższej inspekcji, coraz mniej przypominali typowych osiłków, a raczej osoby, które takowych udają.
- Cynricu, Gawainie, poznajcie Adamusa. Mieliśmy trochę przygód w dawnych latach... - przedstawił ich sobie. Sprytnie pomijając funkcję "osiłków". - A teraz wracajcie do pałacu. Powiedźcie Lucjuszowi i Galahadowi, że... - Jeden z mężczyzn wtrącił się jednak.
- Galahada nie ma, Panie - rzekł. - Wypłynął na Zuesh, tak jak kazałeś, Panie. Coby miał pieczę nad panienką Ant... - Wampir przerwał mu wpół zdania, coby się chłopina za bardzo nie wygadał.
- Więc znajdźcie samego Lucjusza. On będzie wiedział co robić. Zresztą i wy znacie procedury - rozkazał. - Dziś najprawdopodobniej nie wrócę, słyszeliście dlaczego. - Król odniósł się chyba do spotkania z Tajemniczym Jegomościem. - Jak będziecie wychodzić to powiedźcie pani Biggs, aby przyniosła dzban piwa! I dwa kufle! - krzyknął jeszcze za nimi. Mężczyźni burknęli swoje "Tak, Panie". Po chwili przyszła pani Biggs. Nie była chyba pewna jak się zachować. Spuszczając wzrok postawiła tacę z dzbanem piwa i dwoma kuflami na stole. Po tym wyszła.
- No i spokój - skomentował wampir. - Siadaj, częstuj się. - Wskazał na piwo. - Dawno cię nie widziano w stolicy - stwierdził fakt.

Adaś:
-Bo też dawno mnie w stolicy nie było.-Mówiąc to siadałem na ławie i spokojnie nic nie mówiąc rozlałem piwa do kufli.
-Trochu czasu żem zwojował na kontynencie, choć pierwotnie płynąłem na Doral a skończyłem na starym świecie. W karnej górskiej kompanii..-Powiedziałem dobierając teatralną minę, na złośliwości losu i pociągnąłem łyk piwa. -No ale co żem zwojował, to można powiedzieć już dawno i nie prawda, swoje żem odrobił więc wróciłem na stare śmieci. Lepiej Ty mi opowiedz co ciekawego działo się na Valfden gdy mnie nie było? Bo jakby to powiedzieć nic nie wiem, a nawet nikogo znajomego nie idzie spotkać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej