Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Dragosani:
Na twarzy kupca natychmiast wykwitł uśmiech.
- Panie kochany! - zawołał do swojego nowego klienta. - Czy mam jakieś piersiówki? Panie! Nie bez powodu nazywają mnie... ee... Pan Piersiówka! - Podszedł do pewnej części swojego stoiska, gdzie istotnie kilka piersiówek było. Rzucone do koszta, tak z boku. Zdecydowanie nie jak przystałoby na "Pana Piersiówkę". - Panie kochany, najlepsze piersiówki w mieście, co żem je sprowadził z Ekkerund! O, ta chociażby. - Wziął jedną, która miała dziurę w boku. Po prostu dziurę, jakby od noża. - To nowy wynalazek krasnoludków. Może pan z niej pić nie odkręcając jej! - zaczął chwalić swój towar. Pozostałe piersiówki dziurawe nie były, ale też wyraźnie swoje lata świetności już przeżyły.
Adaś:
-Panie Piersiówka, jakby to ująć...- Sam nie wiedziałem jak opisać wartość pokazanego produktu. Nie mówię sprzęt który widziałem musiał być porządny... no dobra prawie porządny... no taki w miarę. Tylko jak tu teraz się wykręcić? I wtedy przyszedł mi do głowy genialny pomysł:
-Wie Pan co, sprzęt fajny, ale teraz widzę że zapomniałem sakiewki ze sobą. Zrobimy tak że przynieś Pan to na jutro i jutro przyjdę z pieniędzmi. Tak więc udanego wieczoru i do jutro.
Szybko się odwróciłem na pięcie i ruszyłem w kierunku karczmy, bo pragnienie dawało się już we znaki.
Dragosani:
Wzrok kupca wylądował na worze Adamusa, który wisiał mu przy pasie. Handlarz oblizał wargi w niemym pożądaniu. Tak, sakiewka Adasia wisząca u jego pasa była bardzo kusząca. No ale nie miał okazji zaprotestować, gdyż Adamus sobie poszedł. I Pan Piersiówka został ze swoimi piersiówkami.
Adaś zaś szedł sobie po mieście. Mijał sklepy, domy i małe karczmy. Tak, w mieście było sporo karczem i tawern, prócz tej najsłynniejszej w Obieżyświecie. I każda z nich miała swój urok, klimat i historię! Do wyboru, do koloru.
Adaś:
Szedłem równym krokiem, kiedy przysłowiowym kątem oka dopatrzyłem coś co mnie zainteresowało. Przez lata picia w stolicy, udało mi się poznać wszystkie karczmy, speluny i inne tego typu przybytki. A tu spokojnie sobie idąc nagle dopatrzyłem karczmę której w życiu nie widziałem a dokładniej szyld na rogu kamienicy. Dzięki któremu nie miałbym zielonego pojęcia o jego istnieniu. Wyraźnie na nim było namalowany kufel piwa i lekko już nie wyraźnie napis:
-Karczma Labirynt? A może Lafirynd?-czytałem nagłos nie mogąc się doczytać w niewyraźnych już liter.
Po dłuższych próbach rozszyfrowania napisu, postanowiłem że nie ma co czasu na to tracić, więc trzeba zapytać. W końcu koniec języka za przewodnika. Tak więc wszedłem w wąską uliczkę i kierując się oznaczeniem ruszyłem. Na końcu uliczki były niewielkie ceglane schodki schodzące do podpiwniczenia kamieniczki dumnie stojącej przy drodze. Tak więc zszedłem po schodkach, pchnąłem dębowe drzwi i wszedłem do środka.
Po wejściu do środka pierwsze co rzuciło się w oczy, to niewielkie przyciemnione pomieszczenie z szynkwasem i trzema stolikami. W głębi widać było przejście do następnej sali. Ale to co moją uwagę zwróciło w pierwszej chwili, to to co znajdowało się w przedsionku przed pomieszczeniem z barem.
Na lewo od drzwi po prawej stał wielki włochaty Minotaur trzymający obosieczny topór. W pierwszej chwili myślałem że to było rozwiązanie mojej gramatycznej zagwozdki. Lecz gdy spojrzałem w prawą stronę, doszedłem do wniosku że to nie takie łatwe. Gdyż na przeciw figury Minotaura stała ciut mniejsza figura nagiego Inkuba z ogromnym fallusem. Lekko zdziwiony, z wciąż nierozwiązaną zagadką podszedłem do baru za którym stała kobieta, dająca swoim wyglądem w pierwszej chwili podobieństwo do typowej burdelmamy.
Opierając się rękami o drewniany blat powiedziałem:
-Dzień dobry, poproszę piwo.-Po czym po krótkiej przerwie zapytałem-A i mogłaby mi Pani powiedzieć jak się nazywa ten przybytek, bo nie potrafiłem doczytać?
Dragosani:
- Jedna grzywna się należy - odpowiedziała kobieta dziwnie męskim głosem. Albo może Adamusowi tylko tak się wydawało. Wszak mogła po prostu mieć taki głos, gdyż kobietą niewątpliwie była. Jej opięta suknia zdradzała pewne tego oznaki. No a piwo było tańsze nić w Obieżyświecie, co było dobre. Jednak samo piwo już dobre być nie musiało. Niższa cena mogła oznaczać niższą jakość. Kobieta odchrząknęła.
- "La Pearant" - odpowiedziała. Jej głos wydawał się już mniej męski. - To z zagranicznego - wyjaśniła, chociaż niekoniecznie musiała wiedzieć z którego języka ta nazwa pochodziła. O ile naprawdę jej geneza była zagraniczna. Mogła byś po prostu zlepkiem liter. Tymczasem z drzwi, które zapewne prowadziły do następnej sali wyszedł jakiś podejrzany jegomość (co w sumie nie powinno dziwić w takim miejscu), który opuścił karczmę i gdzieś tam zniknął.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej