Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kłopoty Panny Kariny

<< < (12/23) > >>

Narrator:
Drzwi do głównego obiektu były za krótkimi schodami, które prowadziły na coś w rodzaju otwartego ganku. Oczywiście były zamknięte, lecz klucze otworzyły drogę Mohamedowi. Mauren wszedł do środka. Drzwi zatrzasnęły się za nim. Czyżby przeciąg? Dom był pogrążony w półmroku. Wszędzie unosił się kurz. Mohamed mógł zobaczyć, że drobne sprzęty domowe i inne przedmioty były porozrzucane po podłodze. Kilka obrazów wisiało na ścianach, lecz były przekrzywione. Jakby ktoś postarał się, aby tutaj nabałaganić. Dom trzeszczał. Deski sufitu skrzypiały. Mauren usłyszał nagle lekkie kroki, jak gdyby ktoś przebiegł piętro wyżej.

Mohamed Khaled:
Zacisk na rękojeści wzmógł się. Mohamed korzystając ze swoich talentów nabytych w Krukach, stąpał cicho i ostrożnie po domostwie.
Kroki... Piętro wyżej? A może mu się tylko przesłyszało? Może nikogo tam nie ma? Zaczął bacznie się rozglądać za schodami na wyższe kondygnacje budynku. Obserwował także teren w okół siebie. Pełen bajzlu. I kompletnego nieładu. Jak w każdym Polskim domostwie.

Narrator:
Schody były po lewej stronie. Takie drewniane. Miały poręcz, a z prawej strony, w ściance pod nimi były małe drzwiczki do skrytki. Zapewne na miotły i takie tam. No i prowadziły chyba na górę, więc można było z nich skorzystać. Gdy Mohamed na nie wszedł, stopnie zaskrzypiały. Pierwszy stopień, drugi, trzeci. Skrzyp, skrzyp, skrzyp. Drewno wydawało się dość stare. A może to był tylko efekt zaniedbania? Mauren wspinał się w górę. I nagle jak nie trzasnęło! Jedna z desek stopni nie wytrzymała i pękła. Mohamed zapadł się prawą nogą do połowy uda. No i tak dyndał nogą pod schodami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ot zwykły wypadek. Ale wyraźnie poczuł, jak coś chwyta jego buta i ściąga go. Jakieś małe łapki zabrały mu buta!

// Tracisz prawy but :D

Mohamed Khaled:
Ja Cież pierdole, pomyślał sobie. Ktoś tu był. Tego był już niemal w stu procentach pewny w momencie, gdy ktoś mu.. nie oszukujmy się, zajebał buta. To on był czarny! To on kradł! A nie, że to jego okradali!
Starał się wyciągnąć nogę. Delikatnie, by się nie poranić, ale i stanowczo, coby się nie pierdolić niepotrzebnie. Musiał czym prędzej wybadać ten teren. Ten dom mógł być faktycznie nawiedzony. Przez ducha psikusanta. Takie małe, wreedne duszki.

Narrator:
Maurenowi udało się wyciągnąć stopę bez ranienia jej. No ale teraz musiał przeszukiwać dom wpół bosy. Gdyby tylko mógł zajrzeć pod schody, na przykład otwierając te drzwi, które były pod nimi!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej